Pokonali mistrza, idą na mistrza

Gol Marka Zieńczuka w doliczonym czasie gry dał Wiśle zwycięstwo nad obrońcą tytułu Zagłębiem Lubin. Zespół z Krakowa spędzi zimę z 10-punktową przewagą nad drugą w tabeli Legią.
W Krakowie uważano, że Zagłębie - mimo że jest mistrzem Polski - będzie łatwym łupem. Klub z Lubina jest mocno uwikłany w aferę korupcyjną i zagrożony dotkliwymi karami, a ostatnio wstrząsnęło nim jeszcze znalezienie przy dwóch piłkarzach marihuany.

To był pojedynek dwóch najmłodszych szkoleniowców ekstraklasy. 34-letni Rafał Ulatowski z Lubina jako trener w lidze (to było jego szóste spotkanie) jeszcze nigdy nie przegrał. Rok starszy Maciej Skorża nie poniósł za to porażki w tym sezonie.

W grze mistrzów nie było jednak widać, by zamieszanie wokół klubu wpłynęło na piłkarzy. Wręcz przeciwnie, chcieli udowodnić, że aktualny mistrz jest jednak lepszy od rozgrywającego fantastyczną jesień kandydata. Już dawno Wisła nie była tak często zamykana w polu karnym. Wiślacy w obronie spisywali się dobrze, ale zupełnie nie wychodziły im ataki. Długie podania były albo bardzo niecelne albo wybijane przez obrońców Zagłębia.

Już na początku mieli dobrą okazję, ale znakomicie interweniował Arkadiusz Głowacki. Później zaskakująco z 30 m uderzył Rui Miguel, ale na szczęście dla Wisły minimalnie niecelnie. Wreszcie Cleber w polu karnym próbował powstrzymać Wojciecha Łobodzińskiego i zatrzymał piłkę ręką. Powinien być rzut karny, ale asystent sędziego, który był blisko sytuacji, nie zareagował. Zagłębie przeważało i strzelało, czego nie można powiedzieć o gospodarzach, których pomysłowość kończyła się przed polem karnym.

Trudno w to uwierzyć, ale najskuteczniejsza drużyna ligi dopiero w 40. min miała pierwszą dogodną okazję. Po faulu Michała Stasiaka na Pawle Brożku Mauro Cantoro z rzutu wolnego z 16 m trafił jednak w poprzeczkę. Za to już chwilę po przerwie sam na sam z Aleksandrem Ptakiem był Radosław Sobolewski, ale bramkarz Zagłębia okazał się lepszy. W 50. min było jednak 1:0. Rafał Boguski najpierw próbował strzelać, a kiedy mu to nie wyszło, podał do Pawła Brożka, który strzelił 12. gola w tym sezonie.

Radość w Krakowie trwała osiem minut. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Michała Golińskiego Manuel Arboleda wygrał pojedynek główkowy z Marcinem Baszczyńskim i było 1:1. Ostatni raz Wisła straciła gola u siebie 1 września, kiedy podejmowała Lecha Poznań.

Goście grali mądrze, zaporą nie do przebycia był Arboleda, a groźne strzały Sobolewskiego, Zieńczuka i Cantoro były minimalnie niecelne.

Wisła ma jednak Zieńczuka, a że na boisku pojawił się też Kamil Kosowski, krakowianie uratowali zwycięstwo. Już w doliczonym czasie ten pierwszy dośrodkował z rzutu wolnego, a ten drugi mocnym strzałem głową dał gospodarzom bezcenny sukces.

Zdaniem trenerów


Maciej Skorża, Wisła: Kiedy rano analizowaliśmy z trenerami rundę, zauważyliśmy, że tak naprawdę nie mieliśmy meczu, w którym gonilibyśmy wynik. Trochę wykrakaliśmy, bo Zagłębie napędziło nam strachu i spotkanie do ostatniej minuty było niezwykle zacięte. Mieliśmy wtedy kilka okazji, również goście groźnie kontrowali. Okazało się, że o wyniku zadecydowała jedna bramka. Zaczęliśmy bardzo niemrawo i pierwsza połowa zupełnie nam nie wyszła. Na szczęście po zmianie stron zaatakowaliśmy, Paweł strzelił bramkę. Wtedy wydawało mi się, że będziemy kontrolowali grę, ale Zagłębie wyrównało. Mamy jednak w składzie Marka Zieńczuka, który nie po raz pierwszy zapewnił nam trzy punkty.

Rafał Ulatowski (Zagłębie): Gratuluję Maćkowi tytułu trenera roku. Mniej chętnie gratuluję trzech punktów. Jestem rozczarowany, bo było blisko, by wywalczyć choć jeden punkt. Wisła zagrała bardzo dobrze w drugiej połowie, to była prawdziwa bitwa. Prosty błąd w ostatniej minucie zdecydował o wyniku. Tyle razy dopisywało nam szczęście, dzisiaj go zabrakło. Nawet remis z Wisłą w Krakowie jest niezwykle cenny.

Rafał Stec na blogu Kibol Wisły Kraków wywiesił flagę