Legia strzela na początek i koniec meczu

Nie pamiętam, nie pamiętam - mówił Maciej Rybus o tym jak strzelił pierwszego gola po siedmiu minutach gry w ekstraklasie. Jego gol ustalił wynik na 2:0 dla Legii. Drużyna Jana Urbana kończy rok na bardzo mocnej drugiej pozycji.
Wypowiedzi po meczu

Rybus to jedno z licznych osiągnięć debiutującego w dorosłym futbolu trenera Urbana. Ale tych osiągnięć jest więcej. Choćby niesamowity jak na nasze warunki Takesure Chinyama. Napastnik z Zimbabwe w sobotę strzelił już 10. gola dla Legii. Przestał też grać indywidualnie, przeciwko Górnikowi zapisał i asystę. Jednak co najmniej tyle samo zasługi miał przy drugim trafieniu 18-letni pomocnik (kilka tygodni temu przyszedł do Legii, by grać w Młodej Ekstraklasie). Wszedł na boisko dwie minuty wcześniej (do tej pory w ekstraklasie zagrał pięć minut z Polonią), a kopnął w taki sposób jakby przy Łazienkowskiej grał ze dwa sezony.

O tym, że po piątkowej porażce Korony z Lechem drużyna Urbana powita nowy rok na drugim miejscu z przewagą pięciu punktów nad resztą drużyn było wiadomo już od 3. minuty. Wtedy Roger znakomicie podał na prawo do Miroslava Radovicia, a wyposzczony brakiem gry przez niedawną kontuzję Serb precyzyjnie dograł na siódmy metr przed bramkę Górnika. Chinyama uderzył najlepiej jak powinien. Boris Pesković trącił piłkę, ale i tak znalazła się w lewym rogu siatki.

Potem kilkakrotnie przed szansą stawał Piotr Giza, lecz tradycyjnie robił wszystko dobrze, aż do momentu strzału. Jemu akurat brakuje spokoju jaki cechował przy jednej z ostatnich akcji meczu młodziutkiego Rybusa. W drugiej połowie Legia mogła podwyższyć wynik (choćby po znakomitym strzale z dystansu Edsona - poprzeczka). Bywały chwile, że Górnik panował nad sytuacją. Jednak po wrzucie piłki z autu przez Tomasza Hajto i główce Tomasza Zahorskiego, kiedy piłka o centymetry minęła słupek, zwycięstwo warszawian zdawało się pewne.

Dwa momenty były natomiast przykre tego wieczoru. Litewscy obrońcy Górnika zostali zniesieni do szatni po starciach z graczami Legii rodem z Zimbabwe. Chinyama zupełnie przypadkiem usiadł na nodze Marisa Smirnovsa. Ale w pierwszej połowie Dickson Choto obiema nogami zaatakował Tadasa Papeckysa. Niby najpierw trafił w piłkę, lecz potem jego noga z całym impetem trafiła w Litwina. Kiedy jakiś czas temu - w podobnym starciu uczestniczył Tomasz Kiełbowicz wtedy jego rywala wyrzucono z boiska. Trudno powiedzieć, czy sędzia postąpił słusznie nie odgwizdując tym razem faulu, czy nawet nie pokazując legioniście kartki. Ale - jak to się mówi - taka jest piłka.

Rafał Stec na blogu: Zima, groźny szkodnik w polskiej piłce