Za co minister Szczygło atakuje Gazetę.pl.

Wbrew temu, co zarzucił portalowi Gazeta.pl szef MON Aleksander Szczygło nie złamaliśmy żadnej zasady informując o śmierci polskiego żołnierza w Iraku. Minister sugeruje, że podaliśmy nazwiska zabitego i rannych żołnierzy, nim MON powiadomił o tym ich rodziny. Tymczasem Gazeta.pl nie podała w informacji żadnych nazwisk
Zadaniem mediów jest szybkie i rzetelne informowanie o ważnych zdarzeniach. Podawanie informacji o zabitych i rannych polskich żołnierzach w Iraku jest nie tylko naszym prawem, ale i obowiązkiem. Pomimo, że znaliśmy nazwiska ofiar dzisiejszej tragedii w Iraku - nie podaliśmy ich - wbrew temu, co zarzuca nam minister Szczygło.

Natomiast niepokojące jest, że w tak dramatycznej sytuacji, podwładny ministra Szczygły - rzecznik MON - unika kontaktów z mediami zamiast służyć rzetelną i wyczerpującą informacją, a wojsko potrzebuje ponad sześciu godzin, by powiadomić rodziny ofiar.



Co oświadczył minister Szczygło na konferencji prasowej o godz. 11.00

Wyrażam głębokie oburzenie godnym potępienia postępowania dziennikarza "Gazety Wyborczej" Jacka Brzuszkiewicza oraz redaktorów dyżurnych portalu Gazeta.pl, którzy nie dbając o dobro rodzin żołnierzy służących w Iraku podali do wiadomości informację o wypadku do jakiego doszło w polskim kontyngencie wojskowym. Przedstawicielom MON nie dano żadnej szansy, aby godnie poinformowali rodzinę zmarłego, oraz rodziny żołnierzy rannych. Ścigając się o pierwszeństwo w podaniu tragicznego newsa złamano zasadę, która jest przestrzegana przez każdą, mającą chociaż odrobinę przyzwoitości redakcję. Ministerstwo Obrony Narodowej podaje do publicznej wiadomości wszystkie zdarzenia, w których straty odnieśli Polacy. Obowiązuje jednak święta zasada, że o tych faktach muszą być najpierw powiadomione rodziny żołnierzy. Bezmyślnie upubliczniając te informacje na stronach internetowych gazety.pl pan redaktor Jacek Brzuszkiewicz oraz przedstawiciele gazety.pl złamali tę zasadę. Ze względu na potencjalne zagrożenie zdrowia i życia rodzin żołnierzy służących w Iraku podejmiemy kroki prawne, aby ukarać sprawców tej karygodnej bezmyślności. W dniu dzisiejszym przekażemy tę sprawę prawnikom, aby podjęli odpowiednie kroki prawne.



Jakie są fakty

Do wypadku w Iraku doszło ok. godz. 4 rano. Polski konwój wjechał na minę. Na miejscu zginął jeden żołnierz z Trzeciej Brygady Zmechanizowanej w Lublinie, trzech zostało rannych.

Żołnierze z jednostki w Iraku SMS-owali do swoich bliskich w Polsce, by powiadomić ich o tragedii. Około godz. 7.00 informacja ta dotarła do Jacka Brzuszkiewicza, dziennikarza "Gazety Wyborczej" w Lublinie. Od ok. godz. 8.00 Brzuszkiewicz usiłował się dodzwonić do rzecznika MON Jarosława Rybaka oraz do rzecznika prasowego 3 Brygady Zmechanizowanej. Żaden z nich odbierał telefonu i nie oddzwaniał. Pomimo tego, dziennikarz "GW" potwierdził informację o tragedii w wiarygodnych źródłach. O godz. 9.11 opublikowaliśmy informację na Gazeta.pl nie podając żadnych nazwisk, mimo, że je znaliśmy. 10 min później rzecznik MON odebrał telefon i nalegał, by zdjąć informację, bo - choć od tragedii minęło pięć godzin - MON nie zdołał jeszcze powiadomić rodzin ofiar.

W tym momencie informację o tragedii w Iraku zaczęły podawać inne media.

Na konferencji prasowej o godz.11, minister Szczygło sam podał nazwisko żołnierza poległego w Iraku i poinformował, że jego rodzina została powiadomiona 25 minut wcześniej.