Fragmenty książki: Słynne mecze Liverpoolu

2005: Liverpool - AC Milan 3:3 (4:2 w karnych)

Ten mecz z pewnością przejdzie do historii jako jeden z najlepszych nie tylko w dziejach klubu z Anfield Road, lecz także całej europejskiej piłki nożnej. Już sam awans Liverpoolu do finału rozgrywek był dla wszystkich, łącznie z kibicami "The Reds", wielkim zaskoczeniem. W drodze do Stambułu Liverpool wyeliminował między innymi Bayer Leverkusen, Juventus Turyn i Chelsea Londyn.

W ostatnim, najważniejszym meczu czekał na nich wielki Milan - sześciokrotny zdobywca tego trofeum, ostatnio w 2003 r. Włosi byli zdecydowanymi faworytami tego pojedynku. Mieli szerszą kadrę i bardziej doświadczonych zawodników. Za Liverpoolem przemawiał wspaniały doping. Do Stambułu przyjechało bowiem aż około 40 tysięcy kibiców "The Reds", podczas gdy mediolańczyków było o połowę mniej.

Mecz rozpoczął się fantastycznie dla faworytów z Włoch. Piłkarze Liverpoolu ledwo dotknęli piłkę, a już przegrywali 0:1. W pierwszej minucie meczu, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Andrei Pirlo, kapitan Milanu Paolo Maldini uderzył nie do obrony z półwoleja. Jerzy Dudek po raz pierwszy musiał wyjmować piłkę z siatki. Szok po stracie bramki nie trwał długo. Z czasem liverpoolczycy coraz częściej zagrażali bramce rywali. Po jednej z takich akcji Luis Garcia wpadł w pole karne przeciwnika i minął obrońcę Alessandro Nestę, który - jak pokazały powtórki - ratował się zagraniem ręką w polu karnym. Sędzia jednak niczego nie zauważył, zaś Milan wyprowadził skuteczny kontratak, z którego Hernan Crespo podwyższył w 38. minucie na 2:0.

Załamani i zagubieni piłkarze Livepoolu cztery minuty później stracili kolejną bramkę. Do przerwy było 0:3. Marzenia o piątym w historii Pucharze Europy odeszły w zapomnienie. To, co wydarzyło się później trudno wytłumaczyć. Nikt nie wie, czy to wspaniała odprawa Rafaela Beniteza w przerwie, czy może kibice Liverpoolu, którzy, odśpiewując swój piękny hymn "You'll never walk alone", dodali otuchy swym ulubieńcom. Coś jednak sprawiło, że drużyna z miasta Beatlesów wyszła na drugą połowę pełna nadziei w zwycięstwo. W cud.

I cud się zdarzył. W 54. minucie po dośrodkowaniu Riise bramkę głową zdobył kapitan Steven Gerrard. Dwie minuty później strzałem z dystansu straty zmniejszył rezerwowy Vladimir Smicer. W 60. minucie w pole karne Milanu wpadł Gerrard. Faulował go przy tym Gennaro Gattuso. Bramkę, po dobitce własnego strzału z jedenastu metrów, zdobył Xabi Alonso. Liverpool wyrównał!

W kolejnych akcjach Anglicy chcieli pójść za ciosem i wielokrotnie zagrażali bramce Didy. Nie potrafili go jednak pokonać po raz czwarty i tak doszło do dogrywki. W niej lepiej grał Milan. Trzy minuty przed końcem doliczonego czasu gry Jerzy Dudek obronił strzał głową z pięciu metrów Andrija Szewczenki oraz jego dobitkę z jeszcze bliższej odległości. Jak powiedział po spotkaniu Ukrainiec: "To w tym momencie, a nie kilkanaście minut później, Liverpool wygrał tak naprawdę Puchar Europy".

Konkurs rzutów karnych znów był popisem Jerzego Dudka. Polski bramkarz, naśladując zachowanie Bruce'a Grobbelaara z 1984 r., umiejętnie rozpraszał rywali. Spudłował Serginho, a strzały Pirlo i decydujący Szewczenki obronił Dudek. Po 21 latach Puchar Europy wrócił do Liverpoolu!

Liverpool - AC Milan 3:3 (0:3, 3:3, 3:3, karne: 4:2)

Stambuł, 25 maja 2005

Bramki:0:1 Maldini (1.), 0:2 Crespo (38.), 0:3 Crespo (42.), 1:3 Gerrard (54.), 2:3 Smicer (56.), 3:3 Xabi Alonso (60.)

Liverpool:Dudek - Finnan (Hamann), Carragher, Hyypia, Traore - Garcia, Alonso, Gerrard, Riise - Kewell (Smicer), Baros (Cisse).

1984: Liverpool - AS Roma 1:1 (2:4 w karnych)

Liverpool przystępował do meczu na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, mając w pamięci wydarzenia z 1965 r., kiedy to w meczu z Interem w Mediolanie sędzia pozbawił ich awansu do finału Pucharu Europy. Ponieważ Roma była gospodarzem finału w 1984 r., Anglicy mieli prawo obawiać się powtórki z historii.

Pomimo że "The Reds" przylecieli do Wiecznego Miasta jako trzykrotni zdobywcy najcenniejszego europejskiego trofeum, to jednak drużyna gospodarzy, Roma, uchodziła za faworyta. Gdy Liverpool jechał na stadion, fetowanie miało już ponoć trwać. W mieście powiewały flagi nazywające Romę zdobywcą Pucharu Europy. Boisko przyniosło jednak inne rozstrzygnięcie.

Za sprawą 20 tysięcy kibiców z Anglii "The Reds" czuli choć trochę wsparcia. Szybko przejęli inicjatywę i po 15 minutach w zamieszaniu w polu karnym gol Phila Neala dał gościom prowadzenie. Roma wyrównała tuż przed przerwą dzięki główce Pruzzo. Bramka ta ożywiła kibiców Romy i już do końca meczu Liverpool znajdował się pod presją gospodarzy.Szczęśliwie nie stracił kolejnej bramki, doprowadzając do dogrywki. Ona również nie przyniosła rozstrzygnięcia. O wyniku zdecydować miały rzuty karne.

Rozpoczął Liverpool, zaś do pierwszego karnego podszedł pewny siebie Steve Nicol. Jego strzał minął jednak bramkę. Chwilę później Roma wyszła na prowadzenie, po czym karnego dla "The Reds" wykorzystał Neal. Wtedy dał o sobie znać bramkarz Liverpoolu Bruce Grobbelaar, który, robiąc w bramce pajacyki i dziwne ruchy nogami, zdeprymował kolejnego strzelca Romy - Bruno Contiego. Następnie trafiali Souness, Righetti i Rush, nim spudłował Graziani. Chwilę później po karnym Alana Kennedy'ego Liverpool po raz czwarty w swojej historii sięgnął po Puchar Europy.

Prześcigając w tej klasyfikacji Ajax Amsterdam i Bayern Monachium, stał się drugim po Realu Madryt najbardziej utytułowanym klubem na świecie. Dopiero w 1994 r. Liverpool został wyprzedzony przez AC Milan, który zdobył wtedy swój piąty Puchar Europy (obecnie Milan ma ich siedem, a drużyna z Anfield pięć).

AS Roma - Liverpool 1:1 (1:1, 1:1, 1:1, karne: 2:4)

Rzym, 30 maja 1984

Bramki:0:1 Neal (13.), 1:1 Pruzzo (42.)

Liverpool:Grobbelaar - Neal, Kennedy, Lawrenson, Hansen - Whelan, Dalglish (Robinson), Lee, Johnston (Nicol), Souness - Rush.