Sąd: Policjant nie zawinił

Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim orzekł, że policjant, który zastrzelił młodego motocyklistę w Chodlu, miał powody, żeby strzelać. Nie uznał zażalenia rodziny motocyklisty.
W lipcu ubiegłego roku dwóch bandytów napadło na hurtownię w Kraśniku. Sterroryzowali bronią sprzedawczynię i ukradli 15 tys. zł. Uciekli na motocyklu. Policja zarządziła blokadę dróg.

Półtorej godziny później na jedną z blokad umieszczoną w oddalonym od Kraśnika o 20 km Chodlu nadjechał sportowym motocyklem 21-letni Marcin K. Policyjne kule trafiły go w kręgosłup i udo. Chłopak, który nie miał nic wspólnego z napadem i jechał do swojej dziewczyny, zginął na miejscu. Policjanci tłumaczyli później, że chłopak nie zatrzymał się na wezwanie, wyminął radiowóz, a potem próbował przejechać funkcjonariusza. Marcin K. nie miał prawa jazdy na motocykl. Policjant, Sebastian O., oddał dziesięć strzałów z pistoletu maszynowego glauberyt. W śledztwie zeznał, że nie chciał zabić, a jedynie zatrzymać motocyklistę. Prokuratura Okręgowa w Lublinie umorzyła śledztwo w tej sprawie, uznając, że Sebastian O. nie przekroczył uprawnień, otwierając ogień. "Miał uzasadnione przypuszczenie", że ma do czynienia z bandytą, celował w koła, a wcześniej oddal strzały ostrzegawcze.

Adwokat rodziny Marcina K., Anna Gaj, zaskarżyła decyzję prokuratury. Podkreślała m.in., że funkcjonariusz źle ocenił sytuację, zareagował wbrew przepisom, a sama blokada została źle ustawiona. Powinna zostać ulokowana w poprzek jezdni. Tymczasem radiowóz stał na poboczu. Wczoraj sąd odrzucił zażalenie. - Uznał, że broń była użyta zgodnie z zasadami prawa. Policjant na podstawie informacji, że motocykliści ubrani są na czarno i jadą od Kraśnika, mógł sądzić, że miał do czynienia z uzbrojonym sprawcą napadu. Blokada była przeprowadzona zgodnie z przepisami. W stosunku do jednośladów nie można używać kolczatki - wyjaśnia Barbara de Chateau, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. - Sąd uznał, że to nieszczęśliwy wypadek i nie zawinili policjanci.

- To wyrok sądu i choć z bólem serca, muszę go przyjąć - mówi ojciec motocyklisty. - Chcielibyśmy dokładnie przeczytać tekst uzasadnienia wyroku i dalej będziemy szukać sprawiedliwości.

Adwokat Anna Gaj dodaje: - Oczywiście liczyłam na to, że sąd uzna nasze argumenty. Rozważymy dalsze kroki, ale to wymaga czasu. Po przedyskutowaniu sytuacji z rodziną myślę, że zdecydujemy się na proces cywilny przeciwko policji - zapowiada.

Janusz Wójtowicz, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji, nie ukrywa, że cieszą się z wczorajszego orzeczenia. - Natomiast mamy oczywiście pełną świadomość tragedii, do jakiej doszło przed rokiem - zaznacza.

Sebastian O., policjant z komendy w Opolu Lubelskim, nadal służy w tej jednostce jako dzielnicowy. Po zdarzeniu w Chodlu przełożeniu zdecydowali o jego służbowym przeniesieniu do sąsiedniej gminy. W trakcie śledztwa wyszło też na jaw, że policjant ostatni raz strzelał z glauberyta w 1998 r. Policja twierdzi, że formalnie wszystko jest w porządku. Jednak po tekstach "Gazety" w komendach wojewódzkich w całym kraju rozpoczęła się kontrola, która ma odpowiedzieć, czy funkcjonariusze, którzy mają uprawnienia do używania broni automatycznej i maszynowej, są wystarczająco dobrze wyszkoleni.

Policja szybko zatrzymała podejrzanych o napad na hurtownię. To bracia Jarosław i Przemysław C. Mieszkają kilka kilometrów pod Kraśnikiem. Utrzymują, że są niewinni. Jednym z prokuratorskich dowodów jest pistolet maszynowy, który policjanci znaleźli niedaleko ich domu. Był zawinięty w pieluchy. Badanie wykazało na nich ślady DNA należące do rocznego synka Jarosława C. We wrześniu przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces obu mężczyzn.

Dla Gazety

Prof. Jan Widacki, prawnik, były wiceminister w MSW, poseł LiD

W tej sprawie dostrzegam widoczną jedną, niepisaną zasadę: policjant ma zawsze rację. To "ziobryzacja" prawa. Wypowiedzi rzeczniczki sądu, która w kontekście tej sprawy stwierdza, że przeciwko jednośladom nie wolno używać kolczatki, są kompletnie nielogiczne. To znaczy, że nie wolno używać kolczatki, ale broni palnej już tak? Z ustawy o policji wynika wniosek wręcz przeciwny: policja może otworzyć ogień, ale dopiero po tym, gdy środki przymusu bezpośredniego zostaną wyczerpane. Jeżeli chodzi o argumentację prokuratury, która uznała, że policjant mógł strzelać za odjeżdżającym motocyklistą, bo prawo mówi, że może otworzyć ogień w bezpośrednim pościgu za osobą, wobec której istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia rozboju - powtórzę to, co mówiłem już wcześniej. Bezpośredni pościg oznacza, że policja jedzie za potencjalnym sprawcą od miejsca, w którym doszło do rozboju! Konkludując - decyzje prokuratury i sądu wywołują u mnie niepokój, że kiedyś znowu policja zastrzeli niewinnego człowieka i znowu spotkamy się tłumaczeniem, że to "nieszczęśliwy wypadek". Problem nie polega na tym, że mamy złe prawo, ale że jest ono źle stosowane. Będziemy starać się zreformować policję.

Jeżeli chodzi o to, czy policjant, który strzelał może jeszcze odpowiadać przed sądem - musiałyby się pojawić nowe okoliczności w sprawie, w co wątpię. Jest jeszcze jedna możliwość - kasacja wniesiona przez ministra sprawiedliwości lub rzecznika praw obywatelskich.