Nieudany powrót Wieczorka

Nie udał się powrót do Kielc byłemu trenerowi Korony Ryszardowi Wieczorkowi. Prowadzony przez niego Górnik Zabrze przegrał 2:3.
W pierwszej połowie to Górnik miał stuprocentowe okazje. W 19. min wynik otworzyć mógł Dawid Jarka. Lider klasyfikacji strzelców w sytuacji sam na sam z Maciejem Mielcarzem trafił wprost w niego. Tuż przed końcem tej części Jarka po nieudanym wybiciu Marcina Drzymonta uderzył tuż obok słupka. Sześćdziesiąt sekund później efektowny rajd przeprowadził kadrowicz Konrad Gołoś, ale znów dobrze spisał się Mielcarz. - W pierwszej połowie nic nie zapowiadało, że Korona będzie w stanie zdobyć tyle goli. Nie stworzyła żadnej sytuacji - powiedział Grzegorz Mielcarski, ekspert Canal+.

Po przerwie zrobił się zupełnie inny mecz. Już w 47. min kielczanie prowadzili. Marcin Robak zdecydował się na rajd lewą stroną, uderzył mocno z 20 m i piłka po rykoszecie wpadła do bramki zaskoczonego Borisa Peskovicia. - To był decydujący moment. Musieliśmy się odkryć i zabrakło dyscypliny taktycznej - powiedział Jerzy Brzęczek, pomocnik Górnika.

Kwadrans później było już 2:0. Robert Bednarek zauważył w polu karnym Ediego, ten minął Smirnovsa, podał na 5. metr do Mariusza Zganiacza, który uderzył obok bezradnego Peskovicia. - Przy drugim i trzecim golu popełniliśmy błędy w ustawieniu - dodał Brzęczek.

Jego zespół został dobity w 78. min. Korona wyprowadziła wzorowy kontratak. Robak pobiegł od połowy boiska i podał do nieobstawionego Ediego. Brazylijczyk oszukał Peskovicia strzałem między nogami.

Wydawało się, że jest już po meczu, ale Zganiacz w odstępie zaledwie 180 sekund dostał dwie żółte karki i wyleciał z boiska. Zabrzanie osiągnęli sporą przewagę i strzelili dwie bramki. Najpierw Tomasz Zahorski wykorzystał niezdecydowanie Andriusa Skerli w polu karnym, a w doliczonym czasie gry Kuś w ogromnym zamieszaniu pokonał Mielcarza. - Gdyby zakończyło się 3:0, wynik nie odzwierciedlałby przebiegu gry. Byliśmy minimalnie lepsi. W końcówce było ciężko, bo dawało się we znaki zmęczenie - przyznał kielecki szkoleniowiec Jacek Zieliński. - Gdyby mecz trwał pięć minut dłużej zremisowalibyśmy - przekonywał Tomasz Hajto, obrońca Górnika.