Przepaść w ekstraklasie

To, co można było przewidzieć przed sezonem, szybko znalazło potwierdzenie w ligowej rzeczywistości. Dysproporcja między kilkoma czołowymi drużynami a resztą jest ogromna. Oglądanie niektórych ligowych meczów mogłoby być skuteczną karą za poważne występki.
To, co można było przewidzieć przed sezonem, szybko znalazło potwierdzenie w ligowej rzeczywistości. Dysproporcja między kilkoma czołowymi drużynami a resztą jest ogromna. Oglądanie niektórych ligowych meczów mogłoby być skuteczną karą za poważne występki. Aż czterech beniaminków pojawiło się w Orange Ekstraklasa i, niestety, o żadnym z nich nie można napisać, że zrobi furorę, powalczy o miejsce w pucharach, wzniesie się ponad przeciętność. Zagłębie Sosnowiec i Polonia Bytom nie mają nawet gdzie grać, bo ich stadiony do niczego się nie nadają. Dlatego są albo gośćmi, albo wynajmują obiekt od innych. Za tydzień mecz drużyn "bezdomnych", czyli Polonii Bytom z Zagłębiem Sosnowiec.

Jagiellonia i Ruch dostały licencje warunkowo (nie wiadomo tak naprawdę, po co istnieją, skoro i tak zawsze każdy je dostaje). Dobrze, że chociaż na ich mecze - w Białymstoku i Chorzowie - przychodzą tłumy ludzi spragnionych pierwszoligowej piłki - bez względu na poziom - po wielu latach rozłąki z nią.

Tylko czy mają "na kogo" przychodzić? Z Polski każdego roku wyjeżdża sporo piłkarzy, a w ich miejsce nie pojawia się nikt nowy, nikt, z kim mogliby się identyfikować. W Krakowie "chodzi" się na efektowną Wisłę, ale i szalejącego na skrzydle Kosowskiego oraz skutecznego jak nigdy wcześniej Brożka. W Legii błyszczy Roger, czasem Edson kopnie piłkę jak Juninho albo zatańczy Chinyama. W Lubinie idolem może być Łobodziński czy Iwański, Bełchatowowi - jak nie ma Garguły - gra się ciężko i trudno zabłysnąć pozostałym. Ich poziom boleśnie weryfikują występy w pucharach.

Osobnym rozdziałem jest Lech. Z najliczniejszą widownią i z największym - ostatnim już chyba - takim zawodnikiem, jakim dla tego klubu i tych kibiców jest Piotr Reiss. Czas się dla niego zatrzymał, a liczba 104 goli strzelonych w lidze na pewno zostanie powiększona. Więcej idoli rozgrywki na razie nie wykreowały. Oczywiście każdy ma swojego lokalnego bohatera. Ciekawym zawodnikiem w Chorzowie jest Łukasz Janoszka, a w Zabrzu Adam Danch. Ale i tak, na razie, nie pojawił się nikt nowy, o kim można by napisać, że warto byłoby dać mu szansę w kadrze. Zresztą Bogusław Kaczmarek, jeden z asystentów Leo Beenhakkera, ocenił poziom ligi na "poniżej depresji".

Cieszyć może jedno - skończył się już (mam nadzieję) bezpowrotnie czas zatrudniania trenerów strażaków (Broniszewski, Żurek, Kasalik, Mikulski, Dragan, Baniak, Putyra). Takich, co w notesie mają telefony do znajomych obserwatorów, sędziów, działaczy itd. Większość zatrudnia młodych, nigdy w nic nieuwikłanych albo - jak Bełchatów - uczciwych, brzydzących się korupcją. I to też jakaś nowa jakość ligi.

Przede wszystkim jednak trzeba chuchać i dmuchać na to, co jest, czyli na Wisłę, która zachwyca poziomem, organizacją taktyczną, indywidualnościami, skutecznością; Lecha, którego trudno sobie wyobrazić w meczu zakończonym bezbramkowym remisem; skuteczną jak mało kiedy Legię, która nie grając efektownie, wygrała już trzy mecze nie tracąc w nich gola. Trzeba też mieć nadzieję, że ładniej zaczną grać Lubin i Bełchatów, które przecież to potrafiły w ubiegłym sezonie. Swoje przebłyski powinien mieć Groclin, a raz na kilka kolejek ponad siermiężność powinien wznieść się każdy zespół.

Liczba kolejki

13 - w tyle dni drużyna Górnika Zabrze musi rozegrać cztery mecze. W ubiegłą niedzielę grała z Legią, w sobotę z Lechem. We wtorek zaległe spotkanie z Wisłą w Krakowie, a już w piątek najbardziej prestiżowe derby Śląska - z Ruchem Chorzów.

Cytaty kolejki

"Jestem zdenerwowany, ale nie postawą swojej drużyny. Wisła gra świetnie, gratuluję jej, ale sędzia nie musi jej pomagać. On jest pierwszoplanową postacią. Piłkarze Wisły się ślizgają, on widzi faule. Ja już nie wiem, co mam zrobić z rękami, gdzie je wsadzić... Ten pan nie powinien sędziować meczów na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że obserwator nie da mu wysokiej noty. Nie chcę, żeby gwizdał przeciwko mnie, bo coś może mu... nie, no nie może, bo to jest sędzia. Można się pomylić raz czy dwa, ale nie osiem. Przy takim sędziowaniu nie dotrwam chyba do końca meczu, będę musiał potraktować go z bodiczka. Nie oszczędzajcie go w telewizji, bo ten sędzia jest do dupy" - Piotr Świerczewski z Kolportera-Korona Kielce w Canale + w przerwie meczu z Wisłą Kraków o pracy arbitra Marka Mikołajewskiego. Sędzia z Ciechanowa nie uznał prawidłowego gola dla Korony (po strzale Świerczewskiego z połowy boiska i błędzie Pawełka piłka przekroczyła linię bramkową). Pomocnik Korony zszedł z boiska w 57. min, a za swoją wypowiedź czeka go zapewne kara od PZPN.

Słaba skuteczność

Tylko trzy (z siedmiu, bo mecz Legii zakończył się po zamknięciu tego wydania "Gazety") wyniki trafnie wytypowałem przed trzecią kolejką. Po świetnym piątku (wygrane Wisły i Ruchu Chorzów) przyszła czarna sobota. Nie zawiódł mnie tylko poznański Lech, który do przerwy remisował z Górnikiem. Ale później Tomasz Hajto sfaulował Piotra Reissa (zapowiadałem, że kapitan "Kolejorza" będzie lepszy od rówieśnika z Zabrza) tuż przed polem karnym i worek z bramkami się rozwiązał.

Poza tym tylko wypada się wstydzić. No, ale piłkarze ŁKS zagrali z tragiczną skutecznością. W Białymstoku mogli strzelić przynajmniej dwa gole (wcześniej mogli stracić jeszcze więcej), lecz pudłowali z każdego miejsca. "Jaga" wygrała dwa z trzech meczów u siebie, ale znowu popełniła błędy w defensywie, które w poprzedniej kolejce bezlitośnie wykorzystał Groclin.

Nie przewidziałem również, że los zabierze Odrze to, co dawał jej w poprzednich meczach. Wtedy drużyna Mariusza Kurasa w ostatnich minutach ratowała punkt z ŁKS (od 0:2 do 2:2) i punkty z Sosnowcem (strzał na 1:0 w 90. min). W sobotę w doliczonym czasie na stadionie Odry wyrównującego gola dla Widzewa strzelił Kuklis. Wielkiego widowiska w Chorzowie nie stworzyły Polonia z Cracovią. Jedyny gol padł po błędzie obrońców drużyny Stefana Majewskiego. I mój typ, że padnie remis, legł.

Nie przewidziałem, że mistrz z Lubina wygra na boisku wicemistrza w Lubinie. Ale to Bełchatów wyglądał, jakby w ubiegłym tygodniu grał mecz pucharowy. Piłkarze ruszali się jak muchy w smole i zasłużenie przegrali. Bo Maciej Iwański miał przy wolnym dużo szczęścia - a ja nie przewidziałem, że trener Lenczyk nie wystawi Piotra Lecha, lecz Konrada Sapelę, który popełnił błąd.