Lech znowu razy cztery

To był drugi mecz Lecha w tym sezonie na własnym stadionie, i po raz drugi gospodarze zaaplikowali rywalom cztery gole.
Pozostałe mecze 3. kolejki Orange Ekstraklasy

Mimo wysokiego zwycięstwa, trener Lecha Franciszek Smuda nie był zbyt zadowolony. - Ja się cieszę, kiedy mecz rozstrzygamy już przed przerwą. A tu tak nie było - mówił po meczu.

Trudno odmówić Smudzie poczucia realizmu. Bo wygrana z Górnikiem wcale nie przyszła Lechowi łatwo. Zespół Smudy przed przerwą dobrze grał tylko przez pierwszych dwadzieścia minut - wtedy doskonałe okazje bramkowe zmarnowali Henry Quinteros i Piotr Reiss. Potem mecz zrobił się wyrównany, Tomasz Hajto opanował sytuację w defensywie, a Jerzy Brzęczek i Adam Danch - w środku pola. Równo z trawą ciął Mariusz Kizys i w ten sposób próbował stłamsić Lecha, kiedy ten próbował wyprowadzać akcje. Efektem takiej gry było niemal pół godziny bezładnej kopaniny, którą oglądała ponad 20-tysięczna publiczność.

Po przerwie Lech stanął, a Górnik zaatakował śmielej. - Nasza gra pełna jest takich przestojów. Czasem trwają one pięć minut, czasem pół godziny. To trzeba wyeliminować - uważa trener Lecha.

I kto wie, jak skończyłby się ten mecz, gdyby nie niefrasobliwość Hajty. Na 25 metrze przed bramką Górnika zamiast wybijać piłkę, dał ją sobie odebrać Piotrowi Reissowi. Gdy poznaniak miał niemal otwartą drogę do bramki, Hajto musiał go sfaulować. Dostał żółtą kartkę, a mało brakowało, by za chwilę wyleciał z boiska - nie dowierzając sędziemu sam wielkimi susami zaczął odmierzać odległość, w jakiej stanął mur. Tymczasem Reiss strzelił ładnie, przerzucił piłkę nad murem i pokonał Mateusza Sławika. - W tej sytuacji najwięcej było oczywiście mojej winy, bo nie powinienem dopuszczać do takiej sytuacji, by w ogóle musieć ścierać się z Reissem. A jednak będę upierał się, że faulu nie było. Piotrek znany jest z tego, że upada w byle sytuacjach. A mur? Stał chyba na 10 metrze od piłki - narzekał po meczu obrońca Górnika. - Najgorsze jest to, że to był chyba mój jedyny błąd w tym meczu - dodał.

Sęk w tym, że był to błąd brzemienny w skutkach. Po stracie gola Górnik ruszył do odrabiania strat i Lech miał więcej miejsca do rozgrywania swoich akcji. - Poznaniacy dostali okazję do uprawiania takiej gry, jaką najbardziej lubią, i najlepiej umieją. Czyli gry z kontry - mówił trener Górnika Ryszard Wieczorek. Zabrzanie co rusz niepokoili debiutującego w bramce Lecha Emiliana Dolhę i mogli liczyć na sukces, bo bramkarz Lecha grał niepewnie i co rusz wypuszczał piłkę z rąk. - Mój występ był taki sobie. Ale brakarz może puścić w meczu nawet sto goli, byle tylko jego zespół strzelił ich 101 - filozofował po meczu Dolha.

Aż takiej kanonady w sobotę na Bułgarskiej nie było, ale rozpędzony Lech atakował śmiało, zwłaszcza skrzydłami. Na gola Jakuba Wilka zabrzanie odpowiedzieli trafieniem Dawida Jarki, który w zamieszaniu po rzucie rożnym wpakował piłkę do siatki. Szczęśliwy strzelec z piłką pod pachą szybciutko pobiegł na środek boiska, czym sprawił, że przerwa między golem dla Górnika a następną bramką "Kolejorza" wyniosła niespełna minutę. Dośrodkowanie Marcina Zająca trafiło do niepilnowanego Peruwiańczyka Hernana Rengifo, który w dość ekwilibrystyczny sposób wpakował z bliska piłkę do siatki. Po tym golu zabrzanie już się nie podnieśli, a dobił ich w końcówce meczu Zając, znów wykorzystując dośrodkowanie, tym razem Dawida Floriana. - Zagraliśmy lepiej niż z Legią [Górnik przegrał wówczas 0:3 - przyp.red.]. Ten zespół już wkrótce zacznie wygrywać - zapewnia trener zabrzan Ryszard Wieczorek.

Powiedzieli po meczu:

Franciszek Smuda, trener Lecha:
Mecz mógł się podobać, toczony był w dobrym tempie. Górnik zagrał o 50 procent lepiej niż w meczu z Legią. Wiedzieliśmy, że po porażce, będą szukali punktów na wyjeździe. Dobrze, że ten worek z bramki rozwiązał się po przerwie, ale wolałbym, żebyśmy zdobywali gole już w pierwszej połowie. A dziś mieliśmy ku temu okazje, ale ich nie wykorzystaliśmy.

Ryszard Wieczorek, trener Górnika:
Zagraliśmy lepszy mecz niż z Legią, ale wynik ten sam czyli bardzo niekorzystny. Spotkanie miało dwa oblicza, początek był nerwowy z naszej strony, ale potem uspokoiliśmy i zaczęliśmy całkiem dobrze grać. I w momencie gdy byliśmy stroną przeważającą, straciliśmy bramkę po błędzie najbardziej doświadczonego zawodnika. Nie musiał uciekać się do faulu tak blisko od bramki. Na szczęście stracona bramka nie załamała nas. Zdobyliśmy kontaktowego gola, było jeszcze sporo czasu i mieliśmy dwie zmiany w zanadrzu. Niestety, Lech pogrążył nas tym co najlepiej potrafi - szybkimi kontrami.