Sandra Lewandowska: Mam chłopaka, którym jestem zainteresowana

Z posłem Maksymiukiem spędzała Wielkanoc w słonecznym kurorcie Szarm el-Szejk, wspinała się na szczyt Śnieżki oraz celebrowała 30-te urodziny w warszawskiej restauracji "Belvedere". Pojawiły się nawet plotki, że tych dwoje planuje ślub. Czy były prawdziwe? - Zażartowałam z posłanki Hojarskiej, że jeśli nie przestanie mi dokuczać, to nie zaproszę jej na wesele. Ona powiedziała do "Super Expressu", że biorę ślub. I afera się rozkręciła - mówi w wywiadzie dla tygodnika "Polityka", posłanka Samoobrony Sandra Lewandowska.
Nagłaśnianie przyjaźni z Maksymiukiem ewidentnie Lewandowską męczy. Sama przyznaje, że nie o taką formę popularności zabiega.

- Pracuje w komisji ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, specjalizuję się w odnawialnych źródłach energii i marzę, żeby ktoś o tym zrobił program i popularyzował mnie w ten sposób. Ale zamiast tego mówi się w kółko o toplessie, stringach i tak dalej. Ja już teraz mam taki odruch, że naciągam na sobie bluzki, pilnuję, czy spódnica się nie podwija, bo zaraz ktoś sfotografuje fragment bielizny i będzie z tego news. To przykre.

Posłanka przyznaje, że jak każdy poseł Samoobrony, chciałaby być jak najbliżej przewodniczącego Andrzeja Leppera, którego uważa za "wielki autorytet", a Maksymiuk "jest niewątpliwie bardzo blisko szefa".

- Kiedyś na jednej konferencji przewodniczący powiedział do mnie: podejdź bliżej! Konferencja ukazała się w telewizji i otrzymałam dużo telefonów informujących, że oglądali mnie w "Faktach" czy "Wiadomościach" - opowiada.

"Mam w ciążę zajść i urodzić mu dzieci?"

Choć Lewandowska uważa Maksymiuka za człowieka lojalnego, zaufanego i mądrego, to w rozmowie z "Polityką" przyznaje, że ma chłopaka, którym jest zainteresowana, ale "na dzień dzisiejszy nie jest w stanie nic z nim zbudować".

- Mam w ciążę zajść, urodzić mu dzieci? Tę kadencję poświęciłam na sejmową robotę, chcę zapracować sobie na przyszłą kadencję, chociaż nie wiem, jak będzie.

Posłanka zaprzecza też słowom, jakoby nie lubiła seksu. Zapewnia, że użyła kiedyś takiego sformułowania, "bo nie chciała, żeby ktoś pomyślał, że jak młoda kobieta jest w polityce, to zaraz można jej proponować rozszerzoną współpracę".

- Chciałam w ten sposób z góry powiedzieć: panowie, mogę się wam podobać, ale nie zbliżajcie się.

"Sorry, nie jestem nastolatką"

Lewandowska w rozmowie z "Polityką" nie chce się zgodzić ze stwierdzeniem, jakoby elementem jej skuteczności w życiu prywatnym i zawodowym była uroda, choć przyznaje, że z jej powodu ma czasami problemy.

- Na przykład gdy rozbawieni posłowie dobijają się po nocy do mojego pokoju w hotelu poselskim. O.K, sorry, nie jestem nastolatką i pewne zachowania nie mieszczą mi się w głowie. Dlatego zażądałam przeprosin na piśmie u szefa klubu.

Posłanka nie ukrywa, że decyzję o wejściu do życia politycznego podjęła pod wpływem wrażenia, jakie zrobił na niej Jerzy Szmajdziński, który m.in. na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu werbował studentów do SLD.

- Zaimponował mi, spodobał mi się jako silna osobowość. Mówił ładnie i mądrze. Pomyślałam, że jestem podobna do niego i chcę działać razem z nim.

Wrażenie na Lewandowskiej zrobił również Krzysztof Janik, u którego pracowała i którego uważa za jednego z mądrzejszych ludzi z jakimi miała do czynienia.

Zagrywka "na ojca"

Tezie "Polityki", jakoby otaczanie się starszymi, wiele mogącymi mężczyznami stanowiło najszybszą drogę do osiągnięcia sukcesu i było zagrywką "na ojca", Lewandowska nie zaprzecza.

- Może tak jest bezpieczniej, ponieważ w ten sposób unika się zaczepek? Skoro ja jestem córką, to sprawa od początku jest jasna i nie wchodzimy na grząski grunt.