Poseł Kurski poszukuje torebki Chanel

Poseł Kurski ogólnie jest bardzo niebezpieczny, ale największego pecha przynosi Jolancie Szczypińskiej i jej torebkom. Najpierw zdradził, że posłanka nosi podróbkę Chanel, kupioną za 50 zł od Wietnamczyka. Wczoraj na jego oczach w innej torebce posłanki urwała się rączka. Tego już było dla posła za wiele. - Kupię Joli prawdziwą Chanel - przyrzekł.
- Jakieś fatum jest z tymi torebkami. Nie obiecuję sukcesu, ale podjąłem już intensywne czynności w tym celu - wyjawił dzisiaj Kurski w TVN 24. Polityk zaczął od podstaw, czyli od cen. - Różni ludzie podają różne sumy. Jedni mówią, że oryginalna torebka kosztuje 10 tysięcy złotych. Inni, że kilkaset euro. Dowiedziałem się też, że w internecie można kupić oryginalne torebki z certyfikatami za kilkaset złotych - powiedział poseł i dodał, że po bliższe informacje zgłosi się do "dwóch ekskluzywnych żon swoich przyjaciół".

Posłanka Szczypińska na razie jest sceptyczna. - Rzeczywiście zadeklarował się, że kupi mi torebkę, ale czy to zrobi, to nie wiem. Pan poseł Kurski ma różne pomysły - powiedziała wczoraj tvn24.pl. Zapewniła jednak, że w razie czego prezent przyjmie.

- Będę musiała go wpisać do rejestru korzyści majątkowych, to nie ulega wątpliwości - stwierdziła. - Poza tym, co na to żona pana Kurskiego? Uważam, że najpierw powinien kupić taką torebkę żonie, a dopiero potem koleżance - dodaje. Z posłanką Szczypińską najwyraźniej zgodziła się pani Kurska. - Chyba będę musiał żonie też coś kupić - przyznał dzisiaj poseł w TVN 24.