TP: Nie ustąpimy w sprawie internetu

Największy polski operator zamierza odwołać się do sądu od rekordowej kary za drogi internet. Zastanawia się jednak nad stworzeniem rezerw na jej poczet
"Deszcze niespokojne potargały sad, a my na tej wojnie ładnych parę lat" - słychać smutny śpiew Edmunda Fettinga, a "Rudy 102" prze do przodu, strzelając do niemieckich czołgów. Po chwili jeden z nich płonie, a załoga ucieka w popłochu. Na tle czarno-białego obrazu pojawiają się tytuły z gazet: "Wojna o liberalizację", "Wojna o abonament" i zdjęcia Anny Streżyńskiej, szefowej Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Takim ironicznym filmem nawiązującym do wojny Streżyńskiej o tańszy internet zaczęła się wczorajsza prezentacja TP SA. Miała ośmieszyć "wojenny język agresji", jakim - według spółki - posługuje się Streżyńska. Wyszło trochę niezręcznie - na filmie "Rudy" Streżyńskiej wygrywa.

TP SA rozsierdziła ogłoszona w środę rekordowa kara w wysokości 339 mln zł. Za co? Pod naciskiem Streżyńskiej TP SA rozdzieliła co prawda od 15 lutego usługi internetu i telefonii, tak by użytkownik Neostrady nie musiał opłacać też abonamentu telefonicznego za co najmniej 50 zł, ale spółka zażyczyła sobie w zamian opłaty "za utrzymanie łącza" - 36,6 zł.

- Spodziewaliśmy się kary, gdyż prezes UKE w ostatnich miesiącach wręcz codziennie zapowiadała ją w mediach. Mieliśmy jednak nadzieję, że regulator uwzględni opinię Komisji Europejskiej i zmieni swoją decyzję - mówi rzecznik TP SA Jacek Kalinowski.

Bruksela poparła TP SA, uznając, że UKE nie może wpływać bezpośrednio na ceny internetu, lecz jedynie na taryfy telefoniczne.

Spółka zacytowała Martina Selmayra, rzecznika komisarz ds. telekomunikacji: "Komisja radzi, że trzeba zrobić coś dla prawdziwej skutecznej konkurencji i konsumentów, a nie działać na pokaz, by znaleźć się na pierwszych stronach gazet". Z kolei Streżyńska, która ma poparcie rządu, ripostuje, że kwestionuje zawyżoną opłatę za utrzymanie łącza, a to jest związane z usługami telefonicznymi.

TP SA zapowiedziała, że pójdzie do sądu. - Chcę prowadzić otwarty dialog z UKE z nadzieją na partnerstwo i zrozumienie, ale będę bronić firmy, jej pracowników i klientów przed krzywdzącymi decyzjami - oświadczył prezes TP SA Maciej Witucki.

TP SA zwróciła uwagę, że broni 32 tys. żywicieli rodzin w Polsce. Według spółki wysokość kary jest absurdalna i przy założeniu UKE, że ma ona skonsumować wszystkie zyski uzyskane niezgodnie z prawem, TP SA musiałaby pobierać sporną opłatę przez blisko 50 lat. - Jesteśmy na etapie analizowania, czy będzie konieczne zawiązanie rezerwy na poczet kary - powiedziała dyr. Grażyna Piotrowska-Oliwa z TP SA.

Jej zdaniem, gdyby tak się stało, rezerwa obciążyłaby wyniki spółki za I kw. tego roku. Streżyńska nałożyła na TP SA w ciągu roku 14 kar, łącznie 444 mln zł (dotąd spółka nie tworzyła na nie rezerw). To dużo. TP SA miała w ubiegłym roku blisko 2,1 mld zł zysku netto przy 18,6 mld zł przychodów.