Adwokat trafił do celi, bo sędzia pomyliła sprawy

Włodzimierz Sawicki, znany zielonogórski adwokat spędził w areszcie ponad 40 dni. - Sędzia, która decydowała o areszcie, pomyliła moją sprawę z inną - uważa adwokat i żąda 200 tys. zł odszkodowania
27 listopada ub. r. CBŚ zatrzymało dwóch zielonogórskich adwokatów: Włodzimierza Sawickiego i Piotra Ż. Ten drugi był wcześniej zastępcą szefa zielonogórskiej Prokuratury Rejonowej, Sawicki to w Zielonej Górze uznana firma, adwokat z wieloletnim doświadczeniem, bronił w kilku głośnych sprawach. Ostatnio m.in. dyrektora jednego ze szpitali i męża byłej prezydent miasta.

W uzasadnieniu było inne nazwisko

Katowicka Prokuratura Apelacyjna postawiła Sawickiemu zarzuty płatnej protekcji w jednym z wątków afery paliwowej. Według ustaleń śledczych, adwokat, powołując się na swoje wpływy w instytucji państwowej, obiecywał pośredniczyć w załatwieniu uchylenia aresztu w trzech sprawach. Pierwsza dotyczyła okresu od marca do czerwca 2004 r. Mecenas za załatwienie zwolnienia z zielonogórskiego aresztu dla Mariusza Ch. miał żądać 200 tys. zł. Kilka miesięcy później w Krakowie za zwolnienie Tomasza R. chciał 300 tys. zł. Trzecia sprawa miała miejsce w Gdańsku w drugiej połowie 2004 r. Tu obietnica wyjścia z aresztu miała kosztować Andrzeja H. 50 tys. zł. Sawicki faktycznie prowadził te sprawy, ale nie przyznaje się do zarzutów.

- Jakim cudem mam mieć wejścia w sądach czy prokuraturach w całej Polsce - zastanawia się adwokat. Mimo takich wątpliwości 29 listopada Sąd Rejonowy w Katowicach aresztował go na dwa miesiące. Pod postanowieniem podpisała się sędzia Monika Matuszewska. Prawnik dopiero w celi przeczytał uzasadnienie. To - jak twierdzi - aż roiło się od błędów. Matuszewska wymienia zupełnie inne nazwisko, inne okoliczności sprawy, nawet sygnatura akt jest błędna. Według niej za zastosowaniem aresztu przemawia m.in. to, że "podczas przesłuchania w charakterze podejrzanego Robert M. nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień"

- Po pierwsze nazywam się inaczej, poza tym wyjaśnienia składałem - odpowiada Sawicki. Kolejnym powodem aresztowania miała być wysoka kara, jaka groziła mecenasowi. Matuszewska pisze, że ponieważ grozi mu ponad 8 lat więzienia, istnieje obawa, że będzie utrudniał śledztwo. Tymczasem kodeks karny za płatną protekcję przewiduje karę tylko do ośmiu lat więzienia. Nie zgadza się również to, że jak pisze sędzia, Sawicki już jest aresztowany i przebywa w celi w Katowicach. Adwokat twierdzi, że w jego sprawie nie występuje również świadek koronny, tymczasem w uzasadnieniu czytamy, że to właśnie jego zeznania obciążają Sawickiego.

Pierwszy efekt pomyłek jest taki, że adwokata nie przyjęto do aresztu z powodu błędnej sygnatury. Następnego dnia Sąd Rejonowy, ale już nie sędzia Matuszewska, prostuje błąd i nazywa to oczywistą omyłką pisarską. Sawicki z aresztu sam pisze zażalenie, w którym wytyka inne błędy. Matuszewska odpowiada, że inne nazwisko to kolejna oczywista omyłka pisarska. Nie koryguje jednak pozostałych błędów. Sprawa trafia do Sądu Okręgowego. Sawicki spędza święta w celi. 10 stycznia Sąd Okręgowy uchyla mu areszt. Nie odnosi się jednak do pomyłek Sądu Rejonowego. - Rozpatrywał sprawę tylko merytorycznie i uznał, że nie ma dużego prawdopodobieństwa, że popełniłem przestępstwo - twierdzi Sawicki.

W celi przywitali mnie słowami "witaj w piekle"

Według adwokata to pomyłka Matuszewskiej spowodowała, że siedział w areszcie. - W celi przywitali słowami "Witaj w piekle". Spędziłem tam ponad 40 dni tylko dlatego, że ona pomyliła sprawy. Można powiedzieć, że siedziałem za kogoś innego. Dowodem na to jest decyzja Sądu Okręgowego, który nie znalazł żadnych powodów do aresztu. Dowody w mojej sprawie są słabe, gdyby tak nie było, sąd wyznaczyłby chociaż kaucję. - uważa Sawicki

Podobnie wypowiadają się prawnicy, z którymi rozmawiała "Gazeta" - Nie znam akt sprawy, ale wygląda na to, że sąd I instancji popełnił ewidentny błąd. Sąd Okręgowy uchylając areszt uznał, że w ogóle nie ma prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa. To druzgocąca ocena - komentuje jeden z sędziów Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

W sądzie nie wiedzą, co zrobić z Sawickim

W katowickim sądzie nie wiedzą, co zrobić ze sprawą Sawickiego. Mimo że minęły już trzy tygodnie, nie ma jeszcze uzasadnienia do uchylenia aresztu. - Sprawdzamy akta, ale wygląda na to, że sąd popełnił błąd. Na razie mogę powiedzieć, że adwokat może napisać skargę - mówi sędzia Teresa Truchlińska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.

Tymczasem Sawicki nie zamierza odpuścić. Oprócz skargi chce złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Matuszewską. Żąda również odszkodowania. Wystąpił już z przedsądowym wezwaniem do zapłaty 200 tys. zł. - To nieudolny sędzia, nie powinien sądzić - uważa adwokat