Ludzie Samoobrony idą do urzędniczej elity

Zięć szefa ekspertów Samoobrony Kazimierza Zdunowskiego, nie musi martwić się o pracę przez najbliższe pięć lat. Podobnie jak córka wicemarszałek Sejmu, i niedawna asystentka minister pracy. Cała trójka bez żadnych egzaminów weszła do działającego od niedawna państwowego zasobu kadrowego, który miał być elitą urzędników
Żeby wejść do zasobu, są dwa sposoby: zdanie trudnych egzaminów z wiedzy prawnej i administracyjnej lub zajmowanie stanowiska kierowniczego w administracji państwowej w momencie wejścia w życie ustawy o państwowym zasobie kadrowym (27 października). Związani z Samoobroną dyrektorzy z Ministerstwa Budownictwa nie zdali egzaminu. Mimo to przez najbliższe pięć lat ich nazwiska będą w państwowym zasobie kadrowym i każda ekipa rządząca będzie mogła ich zatrudnić na kierowniczych stanowiskach w ministerstwach lub rządowych agencjach (zgodnie z ustawą po pięciu latach czeka ich egzamin). W przypadku zwolnienia - jak każdy ministerialny dyrektor - dostaną wysokie odprawy.

- Spełnił się czarny sen przeciwników wprowadzenia ustawy o państwowym zasobie kadrowym - mówi Marek Rocki, b. szef Rady Służby Cywilnej i senator PO. - Potwierdziło się, że tę ustawę robiono po to, żeby bez procedur konkursowych obsadzać najważniejsze stanowiska w administracji zaufanymi ludźmi bez względu na ich kompetencje.

Andrzej Geryk (na stronie internetowej kandydatów na posłów Samoobrony czytamy, że jest absolwentem Politechniki, elektrykiem) kandydował w ostatnich wyborach do Sejmu z ciechanowskiej listy Samoobrony. Ale dostał za mało głosów. Szybko znalazła się dla niego praca w Ministerstwie Budownictwa w nowo utworzonym specjalnym departamencie współpracy z zagranicą. Geryk został wiceszefem (szefem był człowiek ówczesnego ministra Antoniego Jaszczaka Tomasz Bojar-Fijałkowski, działacz SLD z Pomorza). Geryk nie był urzędnikiem służby cywilnej, nie pracował też dotąd w administracji. Nie mógł zostać wicedyrektorem, ale został p.o. - To obchodzenie przepisów w majestacie prawa - denerwuje się urzędnik z ministerstwa z wieloletnim stażem. - Tacy ludzie jak ja, bez partyjnych pleców, w ogóle już stracili szansę na awans w administracji!

Komu Geryk zawdzięcza błyskawiczną karierę? Kazimierz Zdunowski, szef ekspertów Samoobrony i jeden z najbliższych współpracowników Andrzeja Leppera, nie chce powiedzieć, czy załatwił pracę zięciowi. - Ze względów procesowych nie rozmawiam z "Gazetą Wyborczą" - ucina. Zdunowski, jak twierdzi była ekspertka partii Anna Rutkowska, uzależniał od seksu wypłacenie jej pieniędzy za przygotowane analizy. Zdunowski zaprzecza.

Z Gerykiem nie możemy się skontaktować. Choć przez dwa dni dzwonimy do ministerstwa, nigdy nie ma go w gabinecie.

Były minister budownictwa Antoni Jaszczak: - Były na mnie naciski, żebym zatrudniał ludzi Samoobrony - mówi. - Odmówiłem. Od wiceszefa Samoobrony Krzysztofa Filipka usłyszałem, że to był jeden z powodów mojego odwołania.

Filipek zaprzecza: - Nie naciskałem na Jaszczaka, żeby zatrudnił Geryka.

Jaszczak przypomina sobie, że stanowiska kierownicze obsadzano po rozmowach kwalifikacyjnych z kandydatami. Nie było konkursów, nie musieli zdawać egzaminów. - Nie ja zajmowałem się sprawami kadrowymi - mówi wymijająco.

Geryk to niejedyny w Ministerstwie Budownictwa świeżo upieczony pracownik państwowego zasobu kadrowego związany z Samoobroną. Urzędniczkami państwowymi stały się Sylwia Wiśniowska, córka wicemarszałek Sejmu Genowefy Wiśniowskiej, i Magdalena Mann, do niedawna asystentka w gabinecie politycznym minister pracy Anny Kalaty z Samoobrony. Z wejściem w życie ustawy z p.o. stały się pełnoprawnymi dyrektorkami (do zasobu wpisywane są osoby zajmujące stanowiska od zastępcy dyrektora departamentu wzwyż). Wiśniowska jest politologiem. Zanim trafiła do ministerstwa, nie miała pracy. Magdalena Mann jest ekonomistką. Na pytania o przeszłość zawodową nowych dyrektorów nie dostaliśmy odpowiedzi. Ministerstwo ma przygotować ją za tydzień.