Henryk Grynberg przyznał się do współpracy z SB

Pisarz wezwał również kolegów pisarzy uwikłanych we współpracę z bezpieką, by też to ujawnili.
W wywiadzie udzielonym wczorajszemu "Życiu Warszawy" pisarz stwierdza: "Chciałbym, aby otworzono i pokazano wszystko co jest na mój temat (...) chcę, by ujawniono każde słowo, każdy dokument. Wzywam moich kolegów pisarzy, dziennikarzy, by uczynili to samo. Wiem, że wielu z nich (...) znajduje się na listach tajnych współpracowników. Mówię im "pokazuję swoje, a wy pokażcie swoje".

Według "Życia Warszawy" z akt IPN wynika, że Grynberg został zwerbowany w 1956 r. i był zarejestrowany do 1969 r., kiedy odmówił powrotu z USA do kraju. Podpisał zobowiązanie do współpracy jako 20-letni student, bo chciał ułatwić rodzinie wyjazd do Izraela. Bezpieka w jego mieszkaniu urządziła "punkt adresowy", na który przysyłane były listy od tajnych współpracowników z zagranicy. Ponieważ Grynberg również chciał wyjechać do Izraela, SB planowała, że będzie agentem wywiadu. Nic z tego nie wyszło. W aktach nie ma też śladu, by donosił na kolegów z Teatru Żydowskiego, gdzie występował po studiach. Grynberg mówi "Życiu", że podpisał zobowiązanie ze strachu i dlatego, że był szantażowany. Jego ojczym robił "półlegalne interesy" i musiał zniknąć z kraju. "Ludzie z bezpieki dali mi do zrozumienia, że jeśli zależy mi, aby rodzice wyjechali, to muszę współpracować". - Nie byłem szpiclem, nie donosiłem na nikogo, nie wziąłem od nich ani grosza - mówił Grynberg. Kiedy w USA złożył podanie o azyl, ujawnił FBI, że współpracował z SB.

Grynberg (rocznik 1936) jest jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy. W jego twórczości dominuje tematyka Holocaustu. Napisał m.in. "Zwycięstwo", "Drohobycz, Drohobycz", "Kadisz", "Uchodźców". W "Dziedzictwie" opisuje wstrząsającą historię, jak polscy chłopi zamordowali jego ojca w czasie okupacji niemieckiej.