Michał Krupiński, złote dziecko PiS

25-letni wiceminister skarbu Michał Krupiński współtworzył program gospodarczy PiS, był w zespole negocjującym z PO warunki koalicji. Teraz przygotowuje dokument, który określi przyszłość spółek skarbu państwa na najbliższe lata


Polityk PiS o Krupińskim: - To złote dziecko. Skończył SGH, zna cztery języki obce, przez dwa lata pracował w Brukseli, współpracował z naszymi ekspertami przy tworzeniu programu PiS, brał udział w rozmowach koalicyjnych z Platformą. Wielu 40-latków nie może pochwalić się takim CV. A on ma dopiero 25 lat!

Krupiński jest najmłodszy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Nawet wiceministrowie z LPR Piotr Ślusarczyk (budownictwo), Radosław Parda (sport), Daniel Pawłowiec (kancelaria premiera) i minister Rafał Wiechecki (gospodarka morska), o których politycy mówią złośliwie, że dostali rządowe posady "w ramach programu ?pierwsza praca ?", są starsi od niego o dwa lub trzy lata.

Krupiński nie lubi, gdy wypomina mu się młody wiek. - Co w tym dziwnego, że młodzi ludzie angażują się w życie publiczne? - obrusza się. - W moim przypadku to nie jest program "pierwsza praca" - zastrzega. Pierwsze pieniądze Krupiński zarobił w liceum. Podczas wakacji był ogrodnikiem w Szwajcarii, pracował też przy zbiorze truskawek w Norwegii: - Chciałem podszkolić języki - tłumaczy wiceminister, który mówi biegle po angielsku, niemiecku, francusku i hiszpańsku.

Zapatrzony w Kaczyńskiego

Krupiński nie jest medialną gwiazdą. Na rozmowę umawiamy się ponad tydzień. Wiceminister przez rzecznika wymawia się ważnymi spotkaniami, zagranicznymi wyjazdami. Gdy dochodzi do spotkania, Krupiński jest spięty. Niechętnie odpowiada na pytania o życie osobiste, przyjaciół, współpracowników w PiS. - Nie wiem, czy życzyliby sobie tego - tłumaczy.

- On został wiceministrem? Koniec świata! - wykrzykuje Stanisław Pietras, dyrektor elitarnego Liceum nr 5 w Krakowie, gdy pytam, czy spodziewał się, że jego wychowanek będzie w rządzie. - Spotkaliśmy się kilka dni temu z Michałem w szpitalu, przyszedłem odwiedzić siostrę, a on ojca, ale nic nie mówił, że jest wiceministrem. Przecież to bardzo młody chłopak! - mówi.

Pietras spodziewał się, że Krupiński zajdzie wysoko: - Był bardzo zdolny i dobrze ułożony - opowiada. - Chciał dostać się na SGH i konsekwentnie do tego dążył. Później słyszałem, że jest jednym z najlepszych studentów. Byłem dumny. Zawsze był skromny, nie jakiś tam fanfaron, który robi wokół siebie dużo szumu.

Krupiński dostał się do liceum bez egzaminów, bo wygrał olimpiadę z historii. Podstawówkę skończył w Szczyrzycu koło Limanowej. W rodzinnej miejscowości stara się bywać co weekend: - Ludzie są tam bardzo serdeczni - opowiada. - Dla nich białe jest białe, a czarne - czarne. Są przywiązani do tradycji, do wartości. To ważne.

Wiceminister jest obyczajowym konserwatystą. Gdy pytam, czy jako prezydent miasta zgodziłby się na paradę równości, odpowiada wymijająco: - To nie byłoby wskazane ze względów bezpieczeństwa.

O aborcji i prawach gejów w Polsce: - Należy tutaj zachować status quo. Teraz są ważniejsze sprawy: mamy szansę naprawić Polskę - mówi i zapala się: - Widziała pani w telewizji pierwszą konferencję premiera, zaraz po zaprzysiężeniu? - pyta. - Jarosław Kaczyński przez półtorej godziny mówił o tym, co trzeba zmienić, co jest najważniejsze dla Polski. Nie pamiętam premiera, który potrafiłby tak szczegółowo odnieść się do każdej kwestii.

Polakom brakuje misji

- Co trzeba w Polsce zmienić? - pytam młodego wiceministra.

Wyrzuca z siebie jednym tchem: - Milton Friedman powiedział kiedyś: "15 lat temu takim krajom jak Polska mówiłem trzy rzeczy: prywatyzować, prywatyzować, prywatyzować. Myliłem się. Najważniejsze są rządy prawa". Są dwie najważniejsze sprawy: reforma wymiaru sprawiedliwości i program usuwania barier wzrostu polegający m.in. na otwarciu niektórych zawodów, np. prawniczych, architektów, komorników, łatwym podejmowaniu działalności biznesowej, mniejszej reglamentacji i biurokracji.

- Jeśli chodzi o usuwanie barier wzrostu, przypominam sobie zapowiedzi PiS z kampanii wyborczej, że wszystkie formalności związane z rejestracją firmy przedsiębiorcy będą mogli załatwić w jednym okienku - mówię. - W tym roku nic z tego nie wyjdzie.

- Idea jednookienkowa jest ciągle aktualna, sam angażowałem się w prace nad tym projektem. Pracujemy nad tym.

Kiedy? Tego minister nie precyzuje. Stwierdza za to: - Ważne są czyny, nie słowa. Albo stawiamy na młodych ludzi i pozwalamy im działać, żeby zmieniali Polskę, albo nie. PiS jest pierwszą partią, która postawiła na młodych: szef Komisji Nadzoru Finansowego Stanisław Kluza ma 32 lata. Minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki - 28. Premier pozwala młodym podejmować samodzielne decyzje, formułować odważne wnioski i plany. Minister sprawiedliwości nie bał się wejść w spór z korporacjami.

Dlaczego Krupiński podjął się rządowej funkcji, nie mając żadnego doświadczenia w administracji? - Marcin Libicki [europoseł PiS], z którym współpracowałem w PE, uświadomił mi, że w kraju brakuje poczucia misji, że ważne jest bycie dobrą żoną, dobrym lekarzem, dobrym ministrem, że trzeba robić coś dla dobra publicznego, a nie tylko zarabiać pieniądze - mówi. - Teraz jest czas, żeby zrobić coś dobrego dla Polski. Dlatego młodzi ludzie powinni angażować się w życie publiczne.

Krupiński jedzie do Brukseli

Polityką zainteresował się w II klasie liceum, gdy wygrał konkurs o UE. Pisał pracę o przyszłości Europy. Konkurs był przepustką do parlamentu młodzieży [zbiera się przy Sejmie]. - To było dla mnie duże przeżycie - wspomina wiceminister. - Przygotowywaliśmy własne stanowiska w sprawach UE, dyskutowaliśmy.

Na SGH był przewodniczącym koła naukowego zajmującego się stosunkami Polski z UE. Na trzecim roku studiów wyjechał na roczne stypendium na Uniwersytecie Katolickim w Louvain - la-Neuve w Belgii i trafił na staż do Parlamentu Europejskiego. W 2003 roku wystartował w konkursie na unijnego urzędnika. - Byliśmy pierwszymi Polakami w PE, ambasadorami naszego kraju, bacznie nam się przyglądano - mówi. - Pracowałem w departamencie komunikacji i w dyrektoriacie, zajmującym się koordynacją prac legislacyjnych.

Krupiński najbardziej lubił obserwować szczyty państw członkowskich UE. Fascynowało go, jak szefowie poszczególnych krajów siadają do stołu i negocjują, żeby wypracować kompromis. - Podobała mi się ich umiejętność budowania dynamicznych porozumień - mówi. - Za każdym razem to była jakaś transakcja wiązana: ja zrezygnuję z czegoś, jak i ty z czegoś zrezygnujesz.

Raz w miesiącu w jednym z brukselskich pubów Krupiński organizował spotkania Polaków pracujących w PE. Podczas jednego z nich poznał Witolda Ziobro, brata dzisiejszego ministra sprawiedliwości, pracownika PE. Zaprzyjaźnili się, razem wynajęli mieszkanie.

Poseł PiS: - To Ziobro wprowadził Krupińskiego w środowisko PiS. Ta znajomość na pewno pomogła mu też wejść do rządu.

W 2004 roku Krupiński rozpoczął pracę w sekretariacie Unii na rzecz Europy Narodów [UEN to klub w PE skupiający europosłów PiS i PSL "Piast"]. Trafił do komisji petycji rozpatrującej skargi obywateli państw członkowskich, którzy czują się pokrzywdzeni nieprzestrzeganiem prawa europejskiego. - To niezwykle rzeczowy, uporządkowany młody człowiek o umyśle analitycznym - mówi o Krupińskim Marcin Libicki, szef komisji petycji. - Kiedy zostałem przewodniczącym i chciałem mieć wiedzę na temat panującej tam praktyki, Michał zrobił doskonały portret komisji. Gdy dostaliśmy skargę w sprawie dyskryminacji polskich firm w państwach starej Unii, Michał bardzo się w to zaangażował. Podobnie jak w sprawę przywołania imienia Boga w preambule Konstytucji UE, która ostatecznie upadła, bo upadła konstytucja - opowiada Libicki.

Krupiński uważa, że konstytucja UE nie jest dziś priorytetem: - Ludzie w UE chcą pracy, liberalizacji rynków, silnej gospodarki i mniejszych obciążeń podatkowych. Nie jest dla nich priorytetem konstytucja europejska, której nie rozumieją - ocenia.

Wiceminister nie chce powiedzieć, czy to Witold Ziobro ściągnął go do UEN. - To sekretarz generalny grupy, którym wtedy był Irlandczyk, zaproponował pracę - mówi. - Witold Ziobro mógł być jedną z osób, która mnie poleciła, bo rozmawialiśmy wcześniej o tym.

Krupiński szuka krzeseł

W 2004 roku Michał Krupiński wszedł do zespołu ekspertów PiS przygotowującego program partii przed wyborami parlamentarnymi. Twierdzi, że nie pamięta, kto mu to zaproponował. Wtedy poznał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, wiceszefa PiS Adama Lipińskiego i Zbigniewa Ziobro.

Krupiński odpowiadał za projekt usuwania barier wzrostu. - Według raportu Banku Światowego z 2005 roku powinniśmy otworzyć rynek, a konkurencja doprowadzi do obniżki cen - mówi. - Od początku zdawałem sobie sprawę, że realizacja tego programu wymaga narażenia się pewnym środowiskom, np. komornikom, gdy chodzi o obniżenie kosztów komorniczych, czy prawnikom, gdy rozszerza się dostęp do zawodów prawniczych.

Jako współautor programu gospodarczego Krupiński wszedł do zespołu PiS, który po wygranych wyborach w październiku 2005 roku negocjował z PO przyszłą koalicję. - Pamiętam taką sytuację, jak w sejmowej sali po jednej stronie stołu stoją Jan Rokita i ekonomiczni eksperci Platformy, po drugiej Kazimierz Marcinkiewicz i my - wspomina. - Zapowiadają się długie rozmowy, a w sali nie ma na czym usiąść. Wszyscy zaczęliśmy biegać po sąsiednich pokojach w poszukiwaniu krzeseł. Ważą się losy Polski, a tutaj taka proza życia.

Jeden z ekspertów PO mówi: - Krupiński był sekretarzem, nie angażował się w rozmowy merytoryczne. Notował przebieg rozmów. Mieliśmy zastrzeżenia co do jego rzetelności. Wypowiedzi ekspertów PiS notował dokładnie i obszernie, a nasze skrótowo. Po interwencji to się skończyło.

Krupiński o negocjacjach z PO: - Od początku było widać, że z tej koalicji nic nie będzie, bo ze strony PO nie było woli porozumienia.

Podczas negocjacji na temat przyszłej koalicji Michał Krupiński poznał bliżej Wojciecha Jasińskiego. Jasiński był w stałym kontakcie z Jarosławem Kaczyńskim i decydował, kiedy przerwać rozmowy, a kiedy kontynuować.

Gdy Jasiński został ministrem skarbu, zaproponował Krupińskiemu stanowisko wiceministra. Początkowo miał odpowiadać za sprawy europejskie. Ale w jego kompetencjach znalazły się też elektroenergetyka, górnictwo i stocznie. Do tej pory nie miał doświadczenia w tych branżach. - Zaprosiłem do współpracy ekspertów od elektroenergetyki i prawa - przyznaje.

Spółki pod szczególnym nadzorem

Na zlecenie ministra skarbu Krupiński opracowuje strategię nadzoru właścicielskiego dla spółek skarbu państwa. To najważniejszy dokument, który powstaje w resorcie. Określi politykę spółek na najbliższe lata.

Jednym z podstawowych założeń strategii jest wprowadzenie realnego nadzoru: - Minister skarbu ma w nadzorze1500 podmiotów - mówi Krupiński. - To czyni nadzór nierealnym. Przygotowaliśmy matrycę podziału na spółki strategiczne, w których skarb państwa pozostanie, takie, w których nie ma jeszcze decyzji i nieistotne, z których trzeba wyjść (jest ich 373). Drogi są trzy: prywatyzacja, komunalizacja i konsolidacja. Konsolidacja czeskiego CEZ-u pokazuje, że po połączeniu wartość podmiotów rośnie. Dlatego u nas też konsolidujemy sektor elektroenergetyczny.

Jednak b. prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych i ekspert w tej branży Krzysztof Żmijewski ocenia, że po konsolidacji cena energii w Polsce może wzrosnąć. - Zwolennicy konsolidacji wskazują na rewelacyjny wzrost wartości CEZ-u - mówi Żmijewski. - Ale wartość nie bierze się z powietrza. Rok temu cena energii na rynku hurtowym w Czechach wynosiła 35 euro za megawatogodzinę, a dziś wynosi 52 euro.

Krupiński o prywatyzacji: - Jest wiele krytyki pod adresem ministra skarbu, że nie prywatyzuje, że opóźnia. Ale do tej pory w Polsce prywatyzowano jedną, dwie duże firmy w ciągu roku tylko po to, żeby dać wpływy do budżetu. Nie porządkowano struktury właścicielskiej - mówi.

Ale najwięcej emocji może wzbudzić planowana weryfikacja rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Strategia ma dokładnie określać kryteria doboru kadr do spółek. Spowoduje to weryfikację około dwóch tysięcy dotychczasowych członków rad.

Wiceminister opracowuje też nowe zasady wynagradzania zarządów. Dziś w spółkach, w których skarb państwa ma większość udziałów, wynagrodzenia ogranicza ustawa kominowa. - To powoduje, że wybitni specjaliści wolą iść do prywatnych firm - mówi Krupiński, ale nie chce zdradzić, czy ministerstwo zniesie "kominy".

Krupiński wspiera Unię Wolności

Choć Krupiński od kilku lat współpracuje z PiS, do partii się nie zapisał. W mojej funkcji nie jest to konieczne - mówi. - Wspieram program tej partii najlepiej, jak umiem, swoim zaangażowaniem i pracą mojego zespołu.

Jeszcze pięć lat temu Krupiński wspierał w kampanii parlamentarnej Unię Wolności. Analizował dane GUS i przygotowywał raporty.

W PiS mało kto o tym wie: - Tylko krowa nie zmienia poglądów - mówi poseł PiS.

Co się stało, że z liberała stał się prawicowym konserwatystą? - Jako 20-letni człowiek nie miałem pełnego oglądu sytuacji i nie widziałem szerszego kontekstu - tłumaczy wiceminister. - Dzisiejszy skręt Unii Wolności w lewo zupełnie mi nie odpowiada, bo mam prawicowe poglądy.