Mamy panią prezydent

Koniec rządów PiS w stolicy. Według danych z 97 proc. komisji wyborczych w Warszawie wygrała Hanna Gronkiewicz-Waltz. Po raz pierwszy w historii stolicą będzie rządzić kobieta
O godz. 14 nasz sondaż PBS DGA typu exit poll (rozmowy z głosującymi pod lokalami wyborczymi) dawał wynik bliski remisu: 50,9 proc. poparcia dla Hanny Gronkiewicz-Waltz i 49,1 proc. dla Kazimierza Marcinkiewicza.

Potem notowania kandydatki PO zaczęły rosnąć. Późnym popołudniem i wieczorem do urn idą przeważnie ludzie młodzi i dobrze wykształceni. To elektorat Platformy.

O godz. 16 Hanna Gronkiewicz-Waltz miała już 53,1 proc. poparcia, o godz. 18 - 54,1 proc. Ostatecznie późnym wieczorem wynik się ustabilizował: 53,4 proc. dla byłej prezes NBP, 46,6 dla Kazimierza Marcinkiewicza. Te dane potwierdziło badanie late poll, czyli podsumowanie już oficjalnych danych z 92 wybranych losowo komisji obwodowych. O godz. 1.30 Państwowa Komisja Wyborcza podała wyniki z 750 na 826 komisji - wygrała Hanna Gronkiewicz-Waltz, zdobywając 53,35 proc. głosów.

Wygrana Kwaśniewskim

Jeszcze w środę sondaże przepowiadały zwycięstwo Kazimierza Marcinkiewicza. Wydawało się, że już nic się nie zmieni, bo w poprzednich wyborach PiS miał dobre końcówki kampanii, a PO na finiszu wypadała blado. Tym razem stało się inaczej.

Było jasne, że o wynikach drugiej tury zdecyduje postawa elektoratu kandydata Lewicy i Demokratów (SLD-SdPl-UP-PD) Marka Borowskiego, na którego w pierwszej turze głosowało 159 tys. warszawiaków.

Marcinkiewicz komplementował lidera SdPl, ale to Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrała tę potyczkę. W czwartek - mimo wcześniejszych oporów - powiedziała, że po prezydenckiej dogrywce nie wyklucza warszawskiej koalicji z Lewicą i Demokratami. Kilka godzin później Aleksander Kwaśniewski ogłosił, że będzie głosował na kandydatkę PO. - To osoba niezwykle kompetentna, pracowita, myśląca w kategoriach, co trzeba załatwić, a nie popisywać się - mówił były prezydent.

W ostatnim dniu kampanii kandydatce PO pomógł Marek Borowski. - Opowiadam się za tymi, którzy są za odsunięciem PiS, i mam nadzieję, że rozum zwycięży - mówił Borowski.

Według sondażu 88,8 proc. jego wyborców, którzy wczoraj poszli do urn, wybrało Hannę Gronkiewicz-Waltz. A tylko 11,2 proc. wolało Kazimierza Marcinkiewicza. Ciekawe, że nie stanęli za nim murem zwolennicy Ligi Polskich Rodzin - co piąty głosujący na tę partię do Rady Warszawy wczoraj poparł kandydatkę PO.

Ze stali i z sercem

Działacze Platformy zgromadzeni na wieczorze wyborczym kandydatki Hanny Gronkiewicz-Waltz początkowo nie byli pewni zwycięstwa. Gdy o godz. 21 pokazały się sondażowe słupki, salę ogarnęło szaleństwo: brawa, okrzyki "Hania! Hania!". Hanna Gronkiewicz-Waltz dziękowała: "Warszawiankom i warszawiakom, swojemu elektoratowi za wierność, zwolennikom centrolewicy za kredyt zaufania, Markowi Borowskiemu i Aleksandrowi Kwaśniewskiemu za poparcie, małym komitetom wyborczym, kolegom ze sztabu, a przede wszystkim dwóm mężczyznom - Donaldowi Tuskowi i mojemu mężowi Andrzejowi".

Przypominała też, że będzie pierwszą kobietą w historii, która pokieruje Warszawą. - Jestem prezydentem wszystkich warszawiaków! - mówiła. - Naprawdę nie zawiodę. Mam nadzieję, że wygrana PO w Warszawie będzie znakiem powrotu do normalności.

Po niej przemawiał Donald Tusk: - Haniu, jestem z ciebie bardzo dumny. - Hanna Gronkiewicz-Waltz to kobieta ze stali o wielkim sercu.

Hanna Gronkiewicz-Waltz dla "Gazety"

Może zabrzmi to niewłaściwie, bo powinnam dziś mówić: wygrałam, jestem wspaniała. Ale uważam, że porażka Kazimierza Marcinkiewicza to przede wszystkim czerwona kartka, którą warszawiacy wystawili PiS. Ja jestem babka do roboty. Teraz czuję przede wszystkim odpowiedzialność. Po kampanii przychodzi czas konkretów. Pierwsze, o czym myślę, to spotkanie w Sali Kongresowej z pracownikami, takie zawiązywanie wspólnoty. Szef musi umieć rozmawiać. Chcę, żeby wiedzieli: jeśli są fachowi i decyzyjni, nie muszą bać się o posady. Pomijam tu pulę urzędników czysto politycznych urzędników, których wprowadził do ratusza PiS. Chcę zbudować autorski zarząd miasta. Zapewne znajdą się tam ludzie PO, ale podstawą doboru będzie fachowość. Stanowisko wiceprezydenta zaproponowałam już Jackowi Wojciechowiczowi (poseł PO), który zbierał bardzo dobre opinie jako burmistrz Wesołej. Nadal wykluczam koalicję z PiS. Z centrolewicą mamy już zaplanowane wspólne głosowanie w sprawie statutu miasta, a jak będzie dalej, zobaczymy.

Komentarz Seweryna Blumsztajna

Warszawiacy wybrali, gratulujemy, Pani Hanno, i czekamy na czyny. Ma Pani możliwości, jakich nie miał żaden z poprzedników. Rządzić Pani będzie Warszawą w sytuacji, gdy po raz pierwszy nie brak pieniędzy ogranicza rozwój miasta, lecz tylko kompetencje urzędników. Bardzo wiele więc zależy od prezydenta.

Nie obiecywała Pani tyle, ile konkurent, i nie liczymy, że tak często będziemy Panią oglądali w TV, ale liczymy jednak na wielkie inwestycje (na metro, most Północny, przynajmniej część obwodnicy) i niegiertychowską oświatę.

Przy okazji apeluję do premiera Kaczyńskiego: obiecał Pan Warszawie pieniądze unijne z rządowej puli na drugą linię metra i stadion narodowy. Rząd przyrzekł też grunt pod szpital na Ursynowie i wiele innych rzeczy. Obiecał Pan to wszystko nie Kazimierzowi Marcinkiewiczowi, ale warszawiakom. Trzymamy za słowo.

Warszawiacy wybrali, wierzymy, że wygrało nasze miasto.

Więcej o: