Warszawski bomber schwytany?

W sobotę policja ogłosiła, że ma podejrzanego w sprawie podłożenia rok temu w Warszawie 13 atrap bomb
Jest nim 33-letni Roman W. Komunikat policji jest bardzo lakoniczny: Romana W. zatrzymano w piątek i postawiono mu zarzut usiłowania sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego mogącego spowodować panikę i ewakuację. Prokuratura zastosowała wobec niego dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

"Trwają dalsze czynności, których celem jest całkowite wyjaśnienie tej sprawy i ujęcie wszystkich sprawców" - głosi komunikat. "Dla dobra śledztwa" policja nie udziela żadnych innych informacji. Tak powiedziano nam w biurze prasowym Komendy Stołecznej Policji, kiedy usiłowaliśmy ustalić coś więcej. Np. czy podejrzany jest podobny do mężczyzny, którego uwieczniła kamera w kawiarence internetowej, z której wysłano maila o podłożeniu atrap. Zatytułowany był "Kaczyński=wojna". Do atrap przyznały się w nim nieznane organizacje Gay Power i SilnyPedał.

Sprawców nigdy nie wykryto. W mediach zaczęły się pojawiać sugestie, że sprawę sfingowali zwolennicy ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego. Wszystko działo się 20 października zeszłego roku, tuż przed wyborami na prezydenta RP. Lech Kaczyński zebrał pochwały za sprawnie przeprowadzoną przez policję i służby miejskie akcję zabezpieczania miasta po alarmie o bombach.

Niedawno media przypomniały, że sprawca nadal nie jest wykryty.

"Gazeta" dotarła do Romana W. Jest dyrektorem artystycznym w jednym z gejowskich klubów.

Ewa Siedlecka: Podłożył Pan atrapy bomb?

Roman W.: Nie! Wiem o tym tyle, co z telewizji. Dwa tygodnie temu policja przesłuchała mnie w charakterze świadka w sprawie tych atrap. Przez dwanaście godzin. Policjanci mówili, żebym się przyznał, że nie lubię Kaczyńskich. Odpowiadałem, że się do polityki nie mieszam. Myślałem, że mnie z kimś pomylili, bo mówili, że mam agencję towarzyską i że jeżdżę samochodem. A ja nawet nie mam prawa jazdy. I że należę do jakiejś lewicowej organizacji gejowskiej.

Co ma Pan wspólnego z organizacją Gay Power, która przyznała się do podłożenia atrap bomb w Warszawie?

- Nic nie wiem o żadnej organizacji. Gay Power to nazwa napoju energetyzującego. Klub, w którym pracuję, wykupił prawo reklamowania się na nalepce tego napoju. Powiedziałem to policjantom. Wtedy mówili, że ta cała sprawa jest do umorzenia.

Jednak dostał Pan zarzut.

- Tak. Zatrzymano mnie w piątek o siódmej rano. Znowu było 12 godzin przesłuchania. Okazano mnie właścicielowi kawiarenki internetowej, z której wysłano zawiadomienie o podłożeniu atrap, ale mnie nie rozpoznał. Zresztą nie jestem podobny do osoby ze zdjęcia zrobionego w tej kawiarni. Przywieziono też jakiegoś człowieka z aresztu. Ten powiedział, że mnie zna. Że chwaliłem mu się, że chcę podłożyć atrapy. Podobno poznał nas ze sobą jakiś "Mutant" , który potem zginął w akcji w Magdalence. Cała ta historia to jakiś koszmar.