Marsz Równości idzie w Poznaniu za daleko?

Czy Marsz Równości powinien wyruszyć z pl. Mickiewicza w Poznaniu, gdzie 50 lat temu ginęli robotnicy? Jako pierwsi przeciwko takiemu pomysłowi zaprotestowali działacze Platformy Obywatelskiej
Marsz Równości zaplanowano w Poznaniu na 18 listopada. Organizatorzy manifestacji jak co roku chcą protestować przeciwko wszelkiej dyskryminacji, m.in. ze względu na wyznanie, płeć, wykształcenie, pochodzenie czy orientację seksualną. Tradycyjnie przeciwko marszowi protestują działacze Młodzieży Wszechpolskiej, LPR, PiS, którzy utożsamiają go przede wszystkim z gejami i lesbijkami.

Teraz, gdy samorządowa kampania wyborcza nabiera tempa, pierwsi odezwali się dwaj kandydaci na radnych z Platformy Obywatelskiej. Kością niezgody stał się pl. Mickiewicza - centralne miejsce tegorocznych obchodów rocznicy poznańskiego Czerwca '56. W tym miejscu, gdzie teraz stoją Poznańskie Krzyże, 50 lat temu ginęli robotnicy.

Marek Sternalski i Mariusz Wiśniewski z PO w piśmie do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego piszą, że pl. Mickiewicza to symbol walki mieszkańców z narzuconym siłą systemem politycznym. "Nie wolno zatem podpierać się autorytetem ofiar Czerwca '56 - realizując cele wąskich grup społecznych" - przekonują i apelują, by Grobelny zmienił trasę marszu.

- Prawo na to nie pozwala - odpowiada prezydent. - Uważam jednak, że pl. Mickiewicza nie jest dobrym miejscem. Byłoby niezwykle miło, gdyby organizatorzy zmienili miejsce rozpoczęcia marszu.

Podobnie uważają politycy PiS i LPR, powołując się na pamięć Czerwca '56. Popierają ich kombatanci Czerwca. - Ten marsz absolutnie nie powinien się zaczynać pod Poznańskimi Krzyżami - mówi Aleksandra Banasiak, szefowa jednego ze związków kombatantów. - Pl. Mickiewicza jest uświęcony przez uczestników Czerwca. Niech organizatorzy odpuszczą sobie to miejsce.

Jednak Agata Teutsch z komitetu organizacyjnego Marszu Równości nie chce zmieniać planów. - Nie chcemy dzielić ludzi i dlatego zamierzamy ruszyć z miejsca upamiętniającego ideę solidarności i walki o wolność. W tym roku główne hasło marszu to "Solidarnie przeciw dyskryminacji" - tłumaczy.

Rafał Drozdowski, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza: - Nie wiem, czy organizatorzy Marszu Równości nie podczepiają się nieco pod symbolikę pl. Mickiewicza. Ten plac jest dla mieszkańców Poznania placem studentów (tu przecież odbywają się wszelkie absolutoria) i placem Poznańskich Krzyży upamiętniających bohaterów Czerwca'56.

Krzysztof Podemski, również socjolog z UAM, komentuje: - Mamy do czynienia przede wszystkim z konfliktem o prawo do przestrzeni publicznej. Czy Poznańskie Krzyże należą tylko do kombatantów 1956 r. i "Solidarności", czy może tylko do osób o "słusznych" poglądach i orientacjach, czy też do wszystkich mieszkańców? To bardzo poważny i trudny problem. Przypomina się zgrzyt, który zdarzył się podczas obchodów 50. rocznicy Czerwca. Na uroczystościach pokazał się abp Juliusz Paetz, na którym ciąży poważne podejrzenie, że dopuścił się molestowania swoich podwładnych. Ten fakt wzburzył poznaniaków, a elity milczały. Mamy zatem do czynienia z jakąś podwójną moralnością. Tym bardziej że homoseksualizm nie jest przestępstwem, a wykorzystywanie stanowiska do zaspokajania potrzeb seksualnych jest.

Ubiegłoroczny Marsz Równości w Poznaniu - na który prezydent nie wydał zgody - rozbiła policja. Po tygodniu w całym kraju odbyły się manifestacje poparcia "Marsz Równości idzie dalej!". W Gdańsku demonstracja miała ruszyć spod pomnika Poległych Stoczniowców, ale po protestach "Solidarności" organizatorzy zmienili miejsce.