TP SA broni abonamentu przed Tele 2

Bitwa o rynek telefoniczny między TP SA a Tele2 weszła w decydującą fazę. Teraz stawką jest abonament, z którego TP SA ma ponad 2 mld zł przychodów rocznie.
Na tablicach reklamowych widać zaciśniętą pięść i podpis: "wysoki abonament nie przejdzie", zaś w telewizyjnych reklamówkach strapiony listonosz nie może dostarczyć wysokich rachunków, bo abonenci wyrzucają mu je za drzwi. Wielka akcja reklamowa Szwedów z Tele2 rozpoczęła się na początku września.

Termin wyznaczony TP SA przez Urząd Komunikacji Elektronicznej na wpuszczenie konkurenta upłynął 14 września. Wtedy Tele2, największy konkurent krajowego giganta, uzyskał prawo do oferowania jego klientom abonamentu zamiast dotychczasowego w TP SA. Szwedzi zaproponowali cenę niższą o 15 proc.

Oferta pozostała jednak na papierze, a miliony na reklamę poszły w błoto. Dlaczego? TP SA uznała, że dostała od UKE za mało czasu i "nie jest gotowa technicznie, by uwolnić abonament". We wtorek wieczorem miały się zakończyć rozmowy ostatniej szansy. Dziś Tele2 poinformuje, czy ostatecznie dogadało się z TP SA. Jeśli nie, gigantowi grożą olbrzymie kary.

Czas to pieniądz

Operatorzy tacy jak Tele2 nie muszą budować własnych linii telefonicznych. Korzystają z kabli, które TP SA już podciągnęła do naszych domów, m.in. dlatego są tak tani. Blisko 30 proc. abonentów TP SA korzysta ze swego telefonu z tańszych rozmów za pośrednictwem alternatywnych operatorów. Dotąd musieli i tak płacić abonament TP SA.

Od 14 września nowi gracze mają prawo zaoferować klientom TP SA nie tylko połączenia międzynarodowe, międzymiastowe, lokalne i na komórki, ale i abonament (kupowaliby go po cenach hurtowych od TP SA). Oprócz Tele2 zainteresowane są takie firmy, jak: Netia, Dialog, GTS czy komórkowy Plus. - Dla naszych klientów oznacza to możliwość opłacania usług telefonicznych wraz z abonamentem, a więc otrzymywania wszystkiego na jednym rachunku - tłumaczy Karol Wieczorek, rzecznik Tele2. - Chcemy, by w ciągu dwóch lat wszyscy nasi klienci - ponad milion osób - płacili abonament tylko w Tele2.

To duże zagrożenie dla TP SA. W przeciwieństwie do szybkiego spadku przychodów z połączeń telefonicznych te z abonamentu rosną i stanowią już połowę wpływów z telefonii. Wzrosły w I poł. tego roku do 2,216 mld zł, z 2,130 mld przed rokiem.

Dyrektor departamentu relacji regulacyjnych TP SA Grażyna Piotrowska-Oliwa twierdzi, że koszt przygotowania sieci dla konkurentów to ponad 60 mln zł. Uważa też, że dwumiesięczny termin UKE był za krótki. Jaki powinien być? Problem w tym, że w negocjacjach gigant podawał różne terminy osiągnięcia gotowości - od listopada tego roku po koniec przyszłego. Taka rozbieżność wytrąciła z równowagi szefową urzędu Annę Streżyńską, która wszczęła kontrolę, czy TP SA nie gra na zwłokę, by móc zrealizować tegoroczny biznesplan.

Streżyńska zagroziła firmie karą do 3 proc. rocznych przychodów, a więc ponad 350 mln zł. Byłoby to 3,5-krotnie więcej niż kara nałożona niedawno na TP SA za zmuszanie klientów, którzy kupują szerokopasmowy dostęp do internetu, by równolegle opłacali abonament telefoniczny. Mało tego. Zgodnie z decyzją urzędu Tele2 może żądać od TP SA odsetek za opoźnienia liczone od 14 września w wysokości tysiąca złotych dziennie od niezrealizowanego wniosku każdego klienta. Ponieważ złożyło je już ponad 40 tys. osób, daje to obecnie 40 mln zł dziennie! Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że w grę wchodzi już kwota ponad 400 mln zł. - Jesteśmy gotowi zrezygnować z tych roszczeń, jeśli TP SA szybko się z nami dogada i zaprzestanie obstrukcji - deklaruje Karol Wieczorek.

Również Streżyńska jest gotowa wstrzymać się z karaniem TP SA, jeśli opóźnienie nie będzie zbyt duże. Według niej strony wstępnie porozumiały się co styczniowego terminu. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Nie przebierają w środkach

Bitwa o abonament to kolejna odsłona bezwzględnej walki, którą toczą obie firmy. Dominującej na rynku TP SA udało się już odeprzeć ataki kilku znacznie słabszych rywali, np. NOM. Teraz jednak trafiła kosa na kamień. Zarówno TP SA, jak i Tele2 zarzucają sobie wzajemnie "brudne sztuczki", np. wprowadzające w błąd reklamy, maskowanie różnych haczyków w ofertach czy nieetyczne działania przedstawicieli handlowych. Ci ostatni nieraz fałszują zlecenia preselekcji, czyli przekierowania połączeń na centrali na wybranego operatora bądź rezygnacji z usług. Powoduje to niemałe zamieszanie. Wtedy adwersarze zwykle zapowiadają zaostrzenie kontroli akwizytorów i pracowników infolinii.

Akwizytorzy Tele2 potrafili już nawet podszywać się pod pracowników TP SA, by uzyskać stosowną umowę. Kiedy wyszło to na jaw, pojawiły się inne metody. Po rozmowie telefonicznej z przedstawicielem Tele2 klient TP SA otrzymuje przesyłkę poleconą ze sprytnym formularzem na kopercie. Jego podpisanie oznacza, że to Tele2 ma obsługiwać połączenia. Problem w tym, że domownicy sądzą, że tylko potwierdzają odbiór przesyłki. Klienci Tele2 skarżą się też UKE, że mają kłopoty z rezygnacją z usług operatora - firma np. twierdzi, że nie otrzymała przesłanego wypowiedzenia umowy, i nalicza dalsze opłaty.

Ale i TP SA nie zasypia gruszek w popiele. Zaczęło się od słynnej akcji "emisariusz", czyli bezprawnego obdzwaniania klientów, którzy zrezygnowali z usług TP SA, i proponowania im lepszych warunków. Kolejny pomysł to rozsyłanie do klientów Tele2 niezamówionych przez nich druków zleceń preselekcji na TP SA. I to z powołaniem się na wyrażoną rzekomo w rozmowie telefonicznej chęć powrotu na łono tej firmy. W maju taki druk otrzymał... dyrektor finansowy Tele2.