Krasnodębski obraził się na Pilcha za felieton

Ze stopki redakcyjnej "Europy", sobotniego dodatku "Dziennika", zniknęło nazwisko Krasnodębskiego. Odszedł krótko po tym, jak w copiątkowym felietonie w "Dzienniku" jego tekst - też z "Dziennika" - wyśmiał Jerzy Pilch.
- Tak, rzeczywiście przestałem publikować w "Dzienniku" po felietonie pana Pilcha - potwierdza Krasnodębski.

O co poszło? Zaczęło się od artykułu Krasnodębskiego "Prezydent potrzebuje zawodowców". - W przeciwieństwie do swych poprzedników [prezydent Lech Kaczyński] może i potrafi podjąć merytoryczną dyskusję z intelektualistami i ludźmi nauki - diagnozował w "Dzienniku" Krasnodębski.

Parę dni potem Pilch komentował: "Jak pierwszy raz tę frazę przeczytałem, ogarnął mnie niejaki przypływ czułości dla prezydenta i pomyślałem, że może być jak w starym porzekadle: z wrogami Kaczyński sobie poradzi, ale przed sojusznikami - niech go Bóg broni". I dalej o postawie Krasnodębskiego: "Idzie mi mianowicie o sprzęgnięcie woli dołożenia władzy poprzedniej z ochotą schlebiania władzy obecnej".

Krasnodębski to socjolog - prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Uniwersytetu w Bremie - a zarazem życzliwy PiS-owi publicysta. W kilku książkach i licznych artykułach przeprowadził krytykę III RP. Z tej racji bywa uważany za jednego z twórców idei IV RP, choć sam tej etykietki nie lubi.

Pilch o odejściu Krasnodębskiego: - Jeśli istotnie sprawiłem tę tragedię, boleję nad nią. A też Bogu dziękuję, że np. Lech Kaczyński i inni bohaterowie moich felietonów nie mają w sobie wrażliwości prof. Krasnodębskiego.