PiS straszy Samoobronę wyborami

PiS po nocnej naradzie stawia ultimatum Samoobronie: albo przyjęcie budżetu i przegłosowanie zmian w ustawie telekomunikacyjnej, albo wniosek o samorozwiązanie Sejmu i szybkie wybory.
Kolejny kryzys w koalicji zaczął się od wniosku o odwołanie ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego. "Rzeczpospolita" ujawniła w piątek, że Jasiński był w połowie lat 70. w Płocku szefem wydziału spraw wewnętrznych urzędu miasta. Z racji stanowiska był wtedy "kontaktem służbowym" SB i lojalnym członkiem partii komunistycznej. Po Czerwcu '76 na zebraniu PZPR zagłosował za wyrzuceniem z partii kolegi Andrzeja Woźniakiewicza. Dziś mówi: - To możliwe.

Premier, który pospieszył wczoraj do Sejmu, by bronić ministra skarb Wojciecha Jasińskiego, mówił: - Oczywiście o tym wszystkim doskonale wiedziałem. W czasach wczesnego KOR działałem na odcinku płockim, nie bez wsparcia ze strony mojego przyjaciela [Jasińskiego]. Oczywiście grzech był, była później naprawa i pokuta.

Samoobronie premier dał to, czego chciała - dymisję szefa komisji rolnictwa Wojciecha Mojzesowicza z PiS. Nalegał na to Andrzej Lepper, któremu Mojzesowicz przeszkadzał w zdobywaniu poparcia na wsi.

Gdy wydawało się, że kryzys został zażegnany, zaiskrzyło ponownie. Wieczorem Samoobrona z opozycją zagłosowała za odrzuceniem zmian w prawie telekomunikacyjnym, na których bardzo zależało PiS. Nieoficjalnie współpracownicy Leppera eskalowali żądania - głównie dymisji szefa TVP Bronisława Wildsteina.

Według PiS w Samoobronie narasta bunt przeciw Lepperowi, dwóch posłów już wyszło, a następni zastanawiają się nad tym.

Głowa Mojzesowicza za pozostawienie Jasińskiego

Wczesnym popołudniem w Sejmie zrobiło się gorąco. Premier Jarosław Kaczyński nieoczekiwanie przerwał spotkanie z Zytą Gilowską i przybył na salę obrad. Nikt się go tam nie spodziewał. Poza wicepremierem Andrzejem Lepperem. Po chwili rozeszła się pogłoska, że Samoobrona poprze wniosek PO o wotum nieufności dla ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego. To by oznaczało odwołanie zaufanego współpracownika Kaczyńskiego.

Debata na temat Jasińskiego trwała, a na korytarzach sejmowych spekulowano, czy to koniec koalicji. Po kilkunastu minutach okazało się, że drogi PiS i Samoobrony na razie się nie rozchodzą. Szef sejmowej komisji rolnictwa Wojciech Mojzesowicz z PiS ogłosił bowiem swą rezygnację ze stanowiska. O to chodziło Lepperowi. Chwilę później Samoobrona oficjalnie zadeklarowała, że zagłosuje przeciwko wnioskowi o odwołanie Jasińskiego.

Żale Leppera pod adresem Mojzesowicza po raz pierwszy zabrzmiały donośnie tydzień temu. Szef Samoobrony zażądał odwołania posła PiS (i swego dawnego współpracownika) za rzekome ataki na politykę prowadzoną przez Lepperowski resort rolnictwa. Do końca tygodnia PiS miał załatwić sprawę Mojzesowicza. I nie załatwił.

Policzek dla Leppera

Co gorsza, wczoraj rano na kongresie Związku Gmin Wiejskich w roli przedstawiciela premiera, i to w obecności Leppera, wystąpił właśnie Mojzesowicz. Odczytał list od Jarosława Kaczyńskiego, w którym było dużo o sukcesach rządu i realizacji obietnic przedwyborczych PiS, a mało o resorcie rolnictwa. Szef PSL Waldemar Pawlak komentował: - To policzek dla Leppera.

Lepper wyszedł z sali wściekły, rzucając do dziennikarzy, że w koalicji jest niedobrze.

Humor mu się poprawił dopiero wtedy, gdy po południu PiS uległ szantażowi i oddał Mojzesowicza za Jasińskiego. - Lepper górą. Mojzesowicz rzucił biały ręcznik na ring - powiedział PAP eurodeputowany Samoobrony Ryszard Czarnecki.

Sam Mojzesowicz tłumaczył, że nie był przymuszony do dymisji. Po prostu męczyło go ciągłe napięcie na linii Ministerstwo Rolnictwa - komisja rolnictwa i nosił się z decyzją od kilku dni. Jeden z posłów PiS powiedział nam, że Mojzesowicz żalił się, że przez Leppera już dwa razy trafił do szpitala. I zasugerował, że być może zostanie wkrótce doradcą prezydenta ds. wsi. Z innego źródła usłyszeliśmy informację, że Mojzesowicz będzie pełnomocnikiem premiera ds. rolnictwa.

W ekspresowym tempie powołano na szefa komisji rolnictwa posła PiS Zbigniewa Dolatę. Wśród dziennikarzy sejmowych krążyła opowieść, jak do tego doszło: kierownictwo klubu PiS przegląda listę PiS-owców w komisji rolnictwa. - O, Dolata. Kto to jest? - padło pytanie. Po chwili Dolata przybiegł do szefów przekonany, że za coś oberwie. A to był awans.

- Tak nie było - zaprzecza poseł PiS. - Dolatę znamy. Byliśmy raczej za Krzysztofem Jurgielem [b. ministrem rolnictwa], ale Dolata to człowiek Mojzesowicza, więc poszliśmy mu na rękę - opowiada.

Gdy wydawało się, że kryzys został zażegnany, Samoobrona zaszokowała PiS, zapowiadając głosowanie za odrzuceniem ustawy o prawie telekomunikacyjnym, na której bardzo zależało ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobro. - Nie wiem, czego chce Samoobrona, dostała już przecież Mojzesowicza. Na konwencie wydawało się, że już wszystko gra. Jestem zaniepokojony - powiedział marszałek Sejmu Marek Jurek w przerwie przed głosowaniem. Krzysztof Filipek z Samoobrony: - Przekonują nas argumenty opozycji.

Ustawa padła. Samoobrona uważa, że ta demonstracja ujdzie jej bezkarnie, bo ustawa nie była objęta umową koalicyjną. Jeden z liderów PiS potwierdził.

O co chodzi Lepperowi? Jak pisaliśmy wczoraj, Samoobrona i LPR rozważają powstanie bloku ludowo-narodowego na wybory samorządowe uzupełnionego o PSL. Za to bez PiS. Wczoraj część polityków dementowała te wieści, ale Ryszard Czarnecki powiedział, że owszem, jest taki pomysł. - To straszak w targach z PiS - dodał.

Lepper żąda też głowy Wildsteina

Przyczyną niezgody wśród koalicjantów jest bowiem nadal prezes TVP Bronisław Wildstein. - TVP niszczy Leppera, przedstawia go gorzej niż media komercyjne - żali się poseł Samoobrony.

Prawo i Sprawiedliwość dostrzega ten problem. Prominentny polityk PiS: - Na Woronicza jest taki klimat, że PO jest dobra, Borowski jest dobry, PiS może być, a Lepper i Giertych to samo zło. Na to naszej zgody nie ma, bo to zagraża koalicji.

Czy to oznacza, że po Mojzesowiczu przyjdzie kolej na Wildsteina?

Poseł Samoobrony: - PiS zachowuje się jak facet, który idzie z kumplami do knajpy, bawi się, je i pije, a jak przychodzi do płacenia rachunku, to znika. Jakieś przesilenie musi nastąpić, może jeszcze nie dziś, ale za tydzień, dwa. W końcu Lepper złoży wniosek o samorozwiązanie Sejmu. My się nie musimy bać. Lepper jako minister pokazał, że potrafi coś zrobić, więc mamy nawet szansę na wzmocnienie wyniku. A jak wyjdzie na tym PiS, to zobaczymy.

Polityk PiS: - Zależy nam na koalicji. W pewnym momencie premier powie "dość", ale rezerwy są jeszcze spore.