Co by tu zbadać w sektorze bankowym?

Festiwal pomysłów na szukanie nieprawidłowości w sektorze bankowym i kolejna awantura wokół Leszka Balcerowicza - to plon pierwszego po wakacjach posiedzenia bankowej komisji śledczej.
To było najważniejsze z dotychczasowych posiedzeń komisji. Posłowie mieli sporządzić listę spraw, którymi chcą się zająć w kolejnych miesiącach, ustalić sposób doboru świadków i wytypować pierwsze nazwiska.

W ciągu trwającego siedem godzin posiedzenia posłowie zgłosili ponad 20 tematów, z których przegłosowano 16.

Już w przyszłym tygodniu - tak jak chciał koalicyjny LPR - śledczy zajmą się sprawą fundacji CASE. Kieruje nią żona Leszka Balcerowicza Ewa. Fundacja niewielką część pieniędzy pozyskuje z darowizn od banków. Część posłów zarzuca prezesowi NBP konflikt interesów, bo jako szef nadzoru bankowego od pięciu lat współdecyduje o losach banków.

Balcerowicz wielokrotnie wyjaśniał, że z fundacją nic go nie łączy, a decyzje nadzoru są kolegialne, nie ma więc mowy o konflikcie. Posłowie opozycji dziwili się wczoraj, dlatego PiS i jego satelici zaczynają od tak błahej sprawy, choć do zbadania jest kilka wielkich prywatyzacji i fuzji banków.

Na pierwszy ogień CASE

Komisja oprócz państwa Balcerowiczów chce wezwać jako świadków Artura Radziwiłła (wiceprezesa fundacji), Barbarę Błaszczyk (poprzednią szefową CASE), a także przedstawicieli banków, które przekazały fundacji najwyższe darowizny - Jana Krzysztofa Bieleckiego, prezesa Pekao, oraz Wojciecha Kostrzewę, byłego szefa BRE.

Pod koniec tego tygodnia komisja ma zdecydować o kolejności przesłuchań. Jej następne posiedzenie i wyznaczenie kolejnych świadków ma się odbyć w przyszły wtorek.

Nie jest pewne, czy Leszek Balcerowicz w ogóle stawi się na przesłuchanie. Wczoraj w TVN 24 nie chciał tego jasno zadeklarować. - To byłby fatalny precedens. Szef banku centralnego, strażnik wartości pieniądza, musi być odporny na naciski polityków - powiedział.

Robert Moreń, rzecznik zarządu Banku Pekao, nie chciał komentować wezwania na świadka Jana Krzysztofa Bieleckiego.

Nie będzie apelu do Balcerowicza

Wczorajsze posiedzenie zaczęło się od trzęsienia ziemi. Szymon Pawłowski z LPR zaproponował, by komisja wezwała Leszka Balcerowicza do ustąpienia z funkcji szefa NBP. - Balcerowicz stracił wiarygodność, dlatego powinien ustąpić dla dobra systemu bankowego - uzasadnił poseł.

Rozpętała się awantura. - To kuriozalny wniosek. Już na starcie naraża nas na utratę wiarygodności, na którą jeszcze nie zdążyliśmy zapracować - mówiła Małgorzata Ostrowska z SLD. - Ten pomysł nas ośmiesza i robi wrażenie, że zebraliśmy się tu po to, by polować na konkretne osoby, zamiast wyjaśniać problemy - wtórował jej Tomasz Szczypiński z PO.

Poseł LPR upierał się przy swoim, ale gdy doszło wreszcie do głosowania nad wnioskiem, okazało się, że popiera go tylko sam Pawłowski. Szefujący komisji Artur Zawisza z PiS jako jedyny dyplomatycznie wstrzymał się od głosu.

Zawisza zresztą pogubił się, poddając wniosek posła LPR pod głosowanie aż dwukrotnie. Gdy posłowie nie przyjęli go jako punktu pierwszego obrad, Pawłowski zgłosił go jako punkt ostatni. Wynik był identyczny. Sam Balcerowicz nie skomentował sprawy.

Notatka, której nie ma

Poseł PO Aleksander Grad zażądał od Zawiszy wyjaśnień w sprawie rzekomej notatki służb specjalnych, która miałaby sugerować udział Balcerowicza w korupcji przy prywatyzacji Pekao. Sobotnie "Życie Warszawy" podało, że do Zawiszy dotarła notatka sugerująca, iż przy sprzedaży akcji Pekao włoskiemu UniCredito mogło dojść do wręczenia kilkudziesięciu milionów dolarów łapówki.

"ŻW" napisało, że targu mieli dobić Balcerowicz, wówczas wicepremier i minister finansów, oraz Alicja Kornasiewicz, ówczesna wiceminister skarbu. Kilka miesięcy przed transakcją mieli spotkać się w Paryżu z przedstawicielami włoskiego UniCredito.

- Dlaczego poseł Zawisza, gdy otrzymał informację o istnieniu jakiejś notatki, nie sprawdził jej, tylko pobiegł z nią od razu do mediów? - pytał poseł Grad. Balcerowicz zażądał od prokuratury postępowania wyjaśniającego. - Po raz pierwszy poseł posunął się do nikczemnych oskarżeń o korupcję. Czego można się spodziewać po komisji śledczej, której przewodniczący stosuje takie metody? - pytał w TVN 24.

Rzecznik warszawskiej prokuratury Maciej Kujawski zapowiedział, że rozpocznie postępowanie sprawdzające. Zawisza określił reakcję Balcerowicza jako "nieproporcjonalną do sprawy" i zaczął się wycofywać. W "Sygnałach Dnia" przyznał, że nie ma żadnej notatki, a gazetę poinformował o niej "w sposób bardzo stonowany". Wieczorem jeszcze bardziej złagodniał: - W moich słowach nie ma cienia oskarżenia.

W czasie kampanii komisja zwolni?

Komisja chce zakończyć prace do przyszłego lata. Poseł Grad pytał Zawiszę, czy rozważa zawieszenie prac komisji na czas kampanii przed wyborami samorządowymi, aby jej działalność nie mogła być wykorzystywana do rozgrywek politycznych. Kilka dni temu zaapelował o to komisarz Warszawy, były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który startuje w wyborach na prezydenta stolicy. Jego konkurentem ma być m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO, była prezes NBP.

Zawisza oświadczył, że decyzja może zapaść dopiero w przyszłym tygodniu, ale posłowie PiS mogą poprzeć apel Marcinkiewicza. Na spokój mogliby wówczas liczyć m.in. Marek Borowski (SdPl) i Maria Pasło-Wiśniewska (PO).