Jasnowidz pomaga policji

Czego w XXI w. chwyta się policjant, gdy wszystkie sposoby zawodzą? Pomocy jasnowidza! Powód: nie ma sumienia odmówić zrozpaczonej rodzinie albo chce się wykazać skutecznością
Do niedawna korzystanie ze wskazówek jasnowidzów, wróżek czy różdżkarzy to była wśród policjantów rzadkość. Ostatnio zdarza się coraz częściej - oficjalnych danych nie ma, ale z sygnałów, które do nas docierają, wynika, że średnio co trzy-cztery dni jakiś polski policjant podejmuje współpracę z jasnowidzem. Zwykle wtedy, gdy trzeba znaleźć zaginioną osobę.

- Zwracają się do mnie policjanci nie tylko z Suwalszczyzny, ale i z całej Polski - twierdzi Barbara Piasecka-Sowul, jasnowidz z Suwałk. Brała np. udział w poszukiwaniach zaginionej w Augustowie staruszki. W jeziorze, które wskazała, ciała nie znaleziono, ale policjanci nie mieli do niej pretensji. - Staramy się rozwikłać trudne sprawy wszelkimi sposobami. Gdyby znów pojawił się jakiś sygnał od jasnowidza, ponownie byśmy go podjęli - mówi Andrzej Murawski z augustowskiej policji.

Do korzystania z pomocy wróżów przyznają się też m.in. policjanci z Łodzi i ze Szczecina. Funkcjonariusze z Kielc z mapką wyrysowaną przez jasnowidza szukali pacjenta, który zniknął ze szpitala. - Z tym szkicem przyszła do nas zrozpaczona rodzina. Nie mogliśmy odmówić. Dla bliskich ważne jest poczucie, że zrobili wszystko, żeby odnaleźć krewnego - tłumaczy Izabela Grabowska, rzeczniczka policji w Kielcach.

Jak często jasnowidzom udaje się odnaleźć zaginionych? Niektórzy określają swoją skuteczność na blisko 50 proc. Jednak z analiz Komendy Głównej wynika, że przepowiednie wróżów, z którymi współpracowali, nie sprawdziły się aż w 98,18 proc.! - Po przebadaniu 440 spraw, w których policjanci korzystali z pomocy jasnowidzów, okazało się, że w 432 wypadkach ich wskazania okazały się nieprawdziwe lub nieprzydatne - mówi Paweł Biedziak z KGP.

W KGP żaden zakaz nie powstał, ale wydano zalecenie, żeby policjanci korzystali z takich wskazówek "bardzo rozsądnie". Powód? Koszty! Choć oczywiście policjanci jasnowidzom nie płacą, każdy dzień akcji poszukiwawczej prowadzonej czasem nawet przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psami pochłania co najmniej 4-5 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć zaangażowanie straży pożarnej, pogotowia, wojska czy płetwonurków. Dlatego policjanci, którzy w pewnym sensie czują się postawieni pod ścianą, apelują do rozsądku rodzin, którym zaginął bliski. - Namawiamy ich, by korzystali z pomocy jasnowidzów bardzo rozważnie. Dobrze jest zasięgnąć pomocy fundacji, które zajmują się szukaniem zaginionych - mówią.