Uniewinnieni po Magdalence

Oficerowie policji oskarżeni o błędy podczas akcji w Magdalence, gdzie w 2003 r. zginęło z rąk bandytów dwóch antyterrorystów, a 16 zostało rannych - uniewinnieni i zrehabilitowani.
Pierwszy raz w Polsce przed sądem stali policyjni dowódcy oskarżeni o to, że narazili na śmierć z rąk bandytów swoich podkomendnych. Pierwszy raz w Polsce sąd oceniał akcję antyterrorystów.

W procesie przed warszawskim sądem okręgowym, którego zdaniem ekspertów od antyterroryzmu w ogóle być nie powinno.

- To nie działania oskarżonych, lecz przestępców - Igora Pikusa i Roberta Cieślaka - spowodowały śmierć antyterrorystów. Sąd wyraża żal, że w szeregach policji nie ma już ludzi, o których na tej sali powiedziano, że są jednymi z najlepszych policjantów w kraju - mówił sędzia Andrzej Krasnodębski.



Trzech sędziów zawodowych oczyściło z zarzutów prokuratury (a wcześniej Komendy Głównej Policji) ?  Grażynę Biskupską, b. naczelnika wydziału do walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej; ?  Kubę Jałoszyńskiego, dowódcę wszystkich policyjnych antyterrorystów, ?  Jana Pola, wiceszefa Komendy Stołecznej.

Komendant główny policji Marek Bieńkowski i wiceszef MSWiA Władysław Stasiak chcą, by wrócili do służby.

Dlaczego policja pozwoliła odejść swoim najlepszym ludziom? - zapytaliśmy. Komendant Bieńkowski: - Trzeba by zapytać tych, którzy podejmowali decyzje. Też mam o to pretensje. Irytują mnie krokodyle łzy byłych komendantów. Jak bardzo żałują, że ta sprawa musiała trafić przed sąd. A sami przecież, z przyczyn czysto politycznych, podpisywali wnioski o ściganie karne w stosunku do tych ludzi. Potrzebne były kozły ofiarne.



Prokurator Andrzej Ołdakowski z Ostrołęki jeszcze kilka dni temu w końcowej mowie (żądał po dwa lata więzienia w zawieszeniu) poniżył oskarżonych: "Wyobrażali sobie, iż będzie jak w telewizji, że się wejdzie i kogoś w kalesonach wyprowadzi". Wczoraj po wyroku wyszedł szybko i nie odpowiedział, czy prokuratura zaskarży kompromitujący jego urząd wyrok.



Oskarżeni, policyjni twardziele z ponad 20-letnim stażem, mieli łzy w oczach. Zginęli w uściskach dawnych podkomendnych i przyjaciół. - Najbardziej cieszę się, że ktoś mnie wreszcie wysłuchał - mówiła Grażyna Biskupska.

Matki zastrzelonych policjantów, oskarżycielki posiłkowe w procesie, też miały łzy w oczach. - Syn sam nie poszedł na śmierć, ktoś dał mu rozkaz - mówiła Krystyna Szczucka.



Kryjówkę bandytów Igora Pikusa i Roberta Cieślaka policjanci namierzyli w wynajętym domu w podwarszawskiej Magdalence. W nocy z 5 na 6 marca 2003 r., minutę po rozpoczęciu szturmu, wybuchła bomba-pułapka, z okien poleciały granaty. Bandyci zginęli, ale akcja okupiona została krwią policjantów. Na zawsze kojarzyć się będzie z tragedią, a nie sukcesem policji.



Od razu zaczęło się szukanie winnych. Pierwsi o błędach w zaplanowaniu szturmu mówili sami antyterroryści. Potem specjalna komisja powołana przez byłego komendanta głównego Antoniego Kowalczyka (odszedł w niesławie uwikłany w aferę starachowicką), potem biegli, w tym Paweł Moszner (na procesie wyszło na jaw, że prokuratura podejrzewa go o oszustwo w innej sprawie), w końcu ostrołęcka prokuratura.

Wszyscy powtarzali te same zarzuty: ?  rozpoznanie kryjówki było złe; ?  szturm przeprowadzony został rutynowo; ?  nie było strzelców wyborowych; ?  ani karetki pogotowia, która mogłaby szybko ewakuować rannych; ?  panował chaos w dowodzeniu itp. Nikt nie słuchał ekspertów od operacji antyterrorystycznych, którzy pod kierunkiem gen. Sławomira Petelickiego (byłego dowódcy GROM-u) uznali, że błędów w szturmie nie było.



Tymczasem w ocenie sędziów: ?  to dowodzący szturmem antyterroryści, a nie oskarżeni, wybrali optymalny wariant akcji - ryzykowny dla policjantów, ale bezpieczny dla okolicznych mieszkańców; ?  karetki nie można było wezwać wcześniej, bo istniało ryzyko dekonspiracji; ?  snajperów nie można było użyć.



Na zakończenie uzasadnienia wyroku sędzia Krasnodębski oddał honor tym, którzy w akcji w Magdalence wykazali się "profesjonalizmem i bohaterstwem, gdy mimo załamania się szturmu na kryjówkę bandytów nie zaprzestali ostrzału, nie dopuszczając do ich ucieczki, a także pamiętając o swych rannych kolegach".



MSWiA czeka na dowódców

Bogdan Wróblewski: Czy dla oskarżonych jest miejsce w szeregach po prawomocnym wyroku?

Władysław Stasiak, wiceszef MSWiA nadzorujący policję: Jak najbardziej tak. Jest dla nich miejsce w szeregach policji lub w ministerstwie, to będzie ich wybór. Panią Biskupską widziałbym w departamencie porządku publicznego MSWiA, Kuba Jałoszyński mógłby się realizować w szkoleniu antyterrorystów, z Janem Polem nie rozmawiałem.

Jak Pan ocenia akt oskarżenia?

- Był okrutną tyłokrytką, oskarżenie podyktowane zostało chęcią szybkiego zrzucenia na kogoś winy za tę tragedię.

Na Zachodzie odpowiedzialność polityczna spada na ministrów. Czy Pan podałby się do dymisji w podobnej sytuacji?

- Generalnie tak, chyba że ktoś na niższych szczeblach świadomie czegoś zaniechał.