Pijany poseł PiS wjechał w płot

Pijany poseł PiS Ryszard Kaczyński rozbił swoje nowe auto wracając ze spotkania z wyborcami. Ryszard Kaczyński niespełna tydzień temu kupił nowego peugeota 1007. Długo nie cieszył się autem. W poniedziałek nad ranem rozbił je na płocie w Połczynie k. Pucka.
Mieszkaniec sąsiedniej posesji tak relacjonuje zdarzenie: - Usłyszałem tylko huk, jak przy wypadku. Wyjrzałem przez okno, a tam samochód rozbił się przy furtce sąsiadki. W tym miejscu jest łuk i trzeba zdjąć nogę z gazu. Pewnie jechał za szybko. Nawet nie wiedziałem, że to jakiś pijany polityk.

Wracał do domu

Na miejsce wypadku przyjechali policjanci z Pucka, wezwani przez jednego ze świadków. Immunitet chroni posłów przed badaniem alkomatem, ale, zgodnie z wytycznymi komendanta głównego policji, w wypadku odmowy policjanci mogą zatrzymać posła siłą i zawieźć na badania do szpitala. Kaczyński nie zachowywał się agresywnie i zgodził się na badanie - dwukrotnie dmuchnął w alkotest. Pierwsze badanie wykazało 1,69 promila alkoholu; drugie - 1,67. Policjanci zabrali nietrzeźwemu parlamentarzyście prawo jazdy i dowód rejestracyjny auta.

Kaczyński w niedzielę był m.in. na konferencji geodetów w Choczewie pod Puckiem. To tam prawdopodobnie wypił "kilka głębszych". Wracał do domu w Redzie.

Czemu wsiadł za kierownicę po alkoholu? - Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Jest mi bardzo przykro i wszystkich za to przepraszam - mówił wczoraj "Gazecie" załamany poseł.

Kaczyński zostanie osądzony, gdy przestanie go chronić immunitet. Z wnioskiem o jego uchylenie musi zwrócić się do Sejmu prokuratura. Poseł będzie mógł wówczas zrzec się go dobrowolnie. Jeśli tego nie zrobi, Sejm może mu immunitet odebrać. Za jazdę po pijanemu grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.

Z 18. miejsca do Sejmu

Kaczyński, lat 52, mieszka w Redzie, w sąsiednim Wejherowie uczył chemii w liceum. Jesienią szerzej nieznany polityk został posłem PiS, zdobywając 7750 głosów. Nie jest spokrewniony z Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi. Zapisał się do PiS przed rokiem. Czym wytłumaczyć sukces działacza, który startował z 18. miejsca na liście wyborczej i na kampanię wydał 3 tys. zł? Politycy na Pomorzu mówią, że zadziałało zestawienie nazwiska "Kaczyński" i szyldu PiS. - Tak twierdzą osoby nieżyczliwe, dostałem głosy moich dawnych uczniów - twierdzi poseł.

Kaczyński już raz kandydował. W 2002 roku wystartował z listy lokalnego komitetu wyborczego do rady powiatu wejherowskiego. Przegrał, bo poparło go jedynie 140 osób.

Przez wiele lat dorabiał do nauczycielskiej pensji. Prowadził szkółkę drzew i krzewów, handlował błyskotkami w firmie kolegi. W połowie 2005 roku otworzył własny biznes, który nazwał Lynx (po łacinie "ryś"). Zajmował się sprowadzaniem z Chin biżuterii.

Z natury łagodny

W Sejmie PiS skierował Kaczyńskiego do komisji mniejszości narodowych i etnicznych. - Do siódmego roku życia mówiłem tylko po kaszubsku - wspomina poseł. - Z polskim miałem później kłopoty w szkole, ale z czasem się go nauczyłem i teraz dla odmiany w ogóle nie mówię po kaszubsku.

Jeszcze przed incydentem Ryszard Kaczyński był przekonany, że nigdy nie wystąpi na sejmowej mównicy. Należy do grupy posłów, którzy od szefostwa klubu dostają karteczki, jak głosować. - Nie mam refleksu, żeby się odciąć przeciwnikom - wyjaśnia. - Jestem z natury łagodny, moje hobby to grabienie liści w ogródku i przycinanie drzewek.

- Nigdy nie mieliśmy problemów z Ryszardem Kaczyńskim - mówi Tadeusz Cymański, przewodniczący PiS na Pomorzu. - To spokojny i pracowity poseł. Jestem zaskoczony jego zachowaniem. Wygląda na to, że wina była bezsporna, ale powstrzymam się od oceny do czasu złożenia przez kolegę wyjaśnień. Poseł zrezygnował już z członkostwa w klubie PiS. Nad dalszymi konsekwencjami będziemy się zastanawiali.