Komisja zakazuje ograniczania upraw GMO

Kto wprowadzi jednostronny zakaz upraw roślin genetycznie modyfikowanych, złamie unijne prawo - przestrzega Komisja Europejska. I zapowiada, że ?oporne? państwa będzie pozywać do Trybunału
Kto wprowadzi jednostronny zakaz upraw roślin genetycznie modyfikowanych, złamie unijne prawo - przestrzega Komisja Europejska. A Polska nie chce GMO

Komisja Europejska opublikowała w piątek raport o roślinach i żywności modyfikowanej genetycznie (GMO). Bruksela nie zamierza narzucać żadnemu państwu obowiązku uprawy GMO, ale ostrzega, że państwa nie mogą "jednostronnie" ogłaszać stref wolnych od GMO i blokować upraw ośmiu rodzajów roślin, które zostały już w Unii zalegalizowane. Komisja zapowiada, że "oporne" państwa będzie pozywać do Trybunału.

Unijna polityka w sprawie GMO zdominowała czwartkowe spotkanie rady unijnych ministrów środowiska w Brukseli. Stało się jasne, że w sprawie GMO Unia jest mocno podzielona. Polski rząd chce, by Polska była krajem w ogóle wolnym od organizmów modyfikowanych genetycznie, choć dopuszcza badania w zamkniętych laboratoriach nad wykorzystaniem GMO w produkcji farmaceutyków oraz import żywności z GMO pod warunkiem wyraźnego jej oznakowania. Nie zgadza się jednak na stosowanie w Polsce pasz z GMO. - Polska jest unikatowym krajem, jeśli chodzi o bio-różnorodność, powinniśmy to chronić - mówił w Brukseli minister środowiska Jan Szyszko.

Polski rząd nie może wprowadzić "jednostronnego" zakazu importu i upraw GMO. W obowiązującym systemie autoryzacji decyzje o dopuszczenie danej rośliny na unijny rynek podejmuje Komisja Europejska, a nie poszczególne rządy.

Śruta sojowa jest niezbędnym składnikiem białkowym w karmieniu drobiu i świń. W Polsce niemal 100 proc. śruty to ta z GMO. Świniom można podawać zamiast soi śrutę rzepakową. Ale kury, indyki i kaczki rzepaku nie lubią. Gdyby zaczęła obowiązywać decyzja rządu (a musi jeszcze przejść przez parlament), to zamiast śruty sojowej z GMO hodowcy będą musieli kupować soję bez GMO. Takiej śruty jest jednak na świecie mało - zaledwie do 20 proc. całej produkcji. A Polska jest jednym z największych importerów śruty sojowej na świecie - rocznie sprowadzamy jej ok. 1,5 mln ton.

- Ceny skoczą natychmiast. Teraz śruta bez GMO jest droższa o 15 proc. od tej z GMO. Spodziewamy się, że będzie droższa o 30 proc. Aż dziw bierze, że nikt w rządzie nie podliczył skutków tej decyzji - mówi Bogdan Judziński prezes Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej.

Zakaz sprowadzania pasz z GMO oznacza wzrost cen mięsa. Dla drobiarzy, którzy borykają się z ptasią grypą, spadkiem popytu i cen, będzie to gwóźdź do trumny. Producenci uważają, że nie mogą podnieść cen mięsa, bo stracą odbiorców w kraju i za granicą. Przy otwartych unijnych granicach napłynie do nas tańszy towar z Unii, zaś odbiorcy zagraniczni zrezygnują z polskiego mięsa. A właśnie eksport naszego mięsa jest dziś prawdziwą lokomotywą gospodarczą.

Prof. Andrzej Anioł, szef komitetu do spraw GMO przy ministrze ochrony środowiska, uważa, że jeśli nasz parlament poprze stanowisko rządu, to złamie unijne dyrektywy, które zezwalają na swobodny obrót paszami z GMO. A prawo unijne jest nadrzędne nad krajowym. W zeszłym roku kiedy rząd Austrii (który ma raczej niechętny stosunek do modyfikowanej żywności), ogłosił, że rejon Górnej Austrii jest wolny do GMO, został pozwany przez komisje Europejską przed Trybunał w Luksemburgu. I przegrał. Zdaniem prof. Anioła tą decyzją Polska otwiera sobie kolejne pole konfliktu z Brukselą.

Także Bogdan Judziński uważa, że rząd łamie jedno z podstawowych praw Unii o swobodnym przepływie towarów. Łamie też polskie prawo, gdyż w 2002 r. wprowadzono dziesięcioletni okres zezwalający na obrót paszami z GMO. Rząd chce więc cofnąć konstytucyjnie nabyte prawa, czym narazi się na konieczność wypłaty odszkodowań firmom paszowym.