Ptasia grypa leci do nas z południa lub zachodu

Pojawienie się ptaka zakażonego wirusem H5N1 w Polsce to tylko kwestia czasu. Ptaki, które mogą być jego nosicielami, już są w zachodniej Polsce, a ich przelot nad naszym krajem zacznie się lada chwila
Wygląda na to, że Polska nie uniknie ptasiej grypy. Trudno tylko określić, gdzie i kiedy wirus się pojawi. Jeszcze jesienią sądzono, że najbardziej zagrożona będzie Holandia, dokąd lecą na zimowiska gęsi z Syberii. Tymczasem jak dotąd w Holandii wirusa nie wykryto. Pojawił się za to w tym roku u łabędzi niemych we Włoszech, w Grecji, Austrii, na Węgrzech, no i na Rugii.

I choć łatwo jest wytłumaczyć, że chore ptaki na południu Europy to efekt ostatniej fali mrozów, które wypchnęły je z północnych rejonów Morza Kaspijskiego, gdzie w listopadzie zeszłego roku znaleziono około 250 łabędzi zakażonych wirusem, to już pojawienie się choroby u łabędzi na Rugii wytłumaczyć jest nieco trudniej.

Dlaczego łabędzie?

Kłopot z łabędziami niemymi polega na tym, że nie są one typowymi ptasimi wędrowcami pokonującymi tradycyjną trasę lęgowiska - zimowiska i z powrotem. Łabędzie pokonują niewielkie dystanse, głównie w poszukiwaniu otwartej wody, czyli raczej koczują, niż wędrują. Większość z 300 tys. tych ptaków żyjących w zachodniej i centralnej Europie przemieszcza się na wody zachodniego Bałtyku, w tym na Rugię.

Nieco bardziej wędrowna jest licząca również niemal 300 tys. populacja łabędzi z Europy Południowo-Wschodniej i Azji Środkowej, która niewątpliwie miała jako pierwsza kontakt z wirusem. Łabędzie mogły się zarazić w Rosji lub w delcie Dunaju w Rumunii i gdy zrobiło się zimno, przemieściły się na zachód. To wszystko nie wyjaśnia, jak wirus ptasiej grypy przeskoczył z południa na Rugię.

Naukowcy z organizacji Wetlands International, którzy bacznie przyglądają się tej chorobie u ptaków wodno-błotnych, przypuszczają, że zarażone ptaki obrały bardzo dziwną dla łabędzi trasę wędrówki. Zamiast z rejonów Morza Czarnego lub Kaspijskiego skierować się na zachód i polecieć w okolice Sycylii, powędrowały na północny zachód i doleciały do zimowisk na Bałtyku. Co prawda dystans jest podobny, ale kierunek dość nietypowy. Jeżeli przypuszczenia ornitologów są prawdziwe, jest wysoce prawdopodobne, że te zarażone osobniki przelatywały nad Polską w połowie lutego.

W Polsce po dwóch godzinach

Co do tego, że choroba się u nas pojawi, nikt nie ma wątpliwości, pytanie tylko, skąd przybędzie i jak szybko. Najbardziej prawdopodobna jest Rugia, ponieważ wzdłuż wybrzeży Bałtyku przebiega szlak migracyjny ptaków wodno-błotnych, np. gęsi. Przy brzegach morza wędrować też będą łabędzie.

Ptaki są zdeterminowane coraz bardziej zbliżającym się okresem lęgowym, więc wystarczy niewielka odwilż, by łabędzie z rejonu Rugii ruszyły na wschód i szybko do nas doleciały. Wyspa jest oddalona od polskich granic o dwie godziny lotu łabędzia i może półtorej godziny lotu gęsi.

Zresztą na zachodzie kraju na ocieplenie i możliwość dalszego lotu na wschód czekają już olbrzymie stada m.in. gęsi zbożowych i białoczelnych oraz łabędzi krzykliwych. Takim punktem zbornym jest m.in. Park Narodowy "Ujście Warty". Wędrówka gęsi stamtąd na wschód - do kolejnego punktu zbornego, którym może być dolina Biebrzy - zajmuje ptakom od 10 do 12 godzin.

Nietypowa podróż kaczki

Może się jednak okazać, że zarażony ptak nie będzie pochodził z Rugii. O dość dziwnych i nietypowych drogach przemieszczania się wirusa świadczy przypadek dzikiej kaczki głowienki, u której wykryto zjadliwego wirusa 19 lutego w okolicach Lyonu we Francji.

Zarażone wirusem głowienki znaleziono przedtem w Iranie, a migracja między Francją i Iranem raczej nie jest dla tego gatunku typowa. Naukowcy przypuszczają, że mógł to być ptak, który zimował na południu Sahary, być może w Nigerii. Tam się zaraził i stamtąd wrócił do Francji. Mogło się tak stać, choć w Afryce zimują niewielkie ilości głowienek.

Poza Rugią innym bardzo prawdopodobnym kierunkiem jest kierunek południowy. Do Polski zaczną wracać niedługo te łabędzie, które zimowały na południu Europy. To niewielka część populacji, ale ryzyko istnieje. - Kłopot polega na tym, że wciąż mało wiemy o wędrówkach ptaków, a jeszcze mniej o przenoszeniu się tego wirusa. Nie wiemy, jak długo dzikie ptaki mogą z nim żyć i wędrować - wyjaśnia dr Przemysław Chylarecki z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN. - Polska jest akurat tak położona, że wiosną nie będzie u nas przelotów z północy i wschodu, bo te odbyły się jesienią. Przylecą za to, tranzytem i docelowo, ptaki z Afryki, m.in. z Nigerii, gdzie już wykryto wirusa, z zakażonej Turcji, Rumunii oraz innych krajów południa Europy. Właściwie nie ma więc szans na to, aby u nas wirus się nie pojawił. Dotyczy to zresztą większości krajów europejskich - mówi naukowiec.

Jak podaje Wetlands International, na przełomie marca i kwietnia w najlepsze będzie trwał przelot przynajmniej trzydziestu gatunków ptaków wodno-błotnych. Będą lecieć z południowej Europy, skąd mogą ponieść wirusa dalej na północ i wschód kontynentu. Ale wirus może też zostać przyniesiony do Polski przez ptaki uważane za mało wędrowne, które jednak, przenosząc się z miejsca na miejsce, mogą się znaleźć w Polsce. W Niemczech znaleziono przecież zarażonego jastrzębia, myszołowa i mewę srebrzystą, które najprawdopodobniej zaraziły się przez spożycie innych chorych ptaków.

Więcej o: