Będą dwie "Gazety Polskie"?

Wspólnicy firmy wydającej "Gazetę Polską" są agentami obcego wywiadu - uważa naczelny tygodnika Tomasz Sakiewicz. I zapowiada powołanie nowej "Niezależnej Gazety Polskiej".
Chodzi o firmę King & King i jej właścicieli Ryszarda Żmudę i Pawła Solskiego. Mają 20 proc. udziałów w spółce Nowe Wydawnictwo Polskie wydającej "Gazetę Polską". Naczelny "Gazety" Tomasz Sakiewicz uważa, że chcą przejąć kontrolę nad wydawcą tygodnika, by pismo zlikwidować. Zespół "Gazety" szykuje się do obrony. Powołano nową spółkę, która już niedługo zacznie wydawać miesięcznik "Niezależna Gazeta Polska". Jeśli King & King przejmą kontrolę nad "Gazetą Polską", zespół odejdzie do "Niezależnej Gazety Polskiej" i przekształci ją w tygodnik.

Na razie trwają procesy w sądzie gospodarczym i dwa śledztwa w Prokuraturze Okręgowej. Jedno z doniesienia wydawcy "GP", drugie - Żmudy i Solskiego.

King & King weszła do Nowego Wydawnictwa Polskiego w kwietniu ubiegłego roku. Objęli 20 proc. udziałów w wydawnictwie. Obiecali przejąć kolejne 20 proc. Ich pieniądze miały uratować podupadający wówczas tygodnik.

Szybko doszło do konfliktu. W czerwcu z "GP" odeszli jej twórca i wieloletni naczelny Piotr Wierzbicki i jego zastępczyni Elżbieta Isakiewicz. Nowym szefem redakcji został Tomasz Sakiewicz. Wierzbicki i Isakiewicz twierdzili wówczas, że ich odejście to wynik intrygi spółki King & King i powiązanego z nią Sakiewicza. Ten zaś przekonywał, że Kingowie są wiarygodni. Powoływał się na osoby z "kierownictwa dawnego AWS".

Szybko zmienił zdanie. W październiku ubiegłego roku doszło do awantury na zebraniu udziałowców wydawnictwa. Zarząd spółki nie wpuścił na nie Żmudy i Solskiego. Oświadczył, że nie uznaje ich za udziałowców, że doszło do próby wrogiego przejęcia gazety, a szefowie King & King wbrew umowie próbowali ingerować w treść i linię pisma. Na dodatek nie poinformowali swoich partnerów, że "są powiązani z polskimi i obcymi służbami specjalnymi".

- Wiemy o tym od byłych ministrów z rządu Jerzego Buzka - mówił Tomasz Sakiewicz.

Żmuda i Solski zawiadomili prokuraturę, że zostali oszukani. Złożyli też pozew w sądzie gospodarczym. Ten kilka dni temu przyznał im rację. Orzekł, że wszelkie uchwały wspólników podjęte bez King & King są nieważne.

- Będziemy się odwoływać - zapowiada Sakiewicz. - W dalszym ciągu nie uznajemy ich za wspólników. Sąd nie wziął pod uwagę ciężkich przestępstw, o które są podejrzewani.

Sakiewicz poprosił o pomoc w walce z King & King Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Od kilku tygodni warszawska Prokuratura Okręgowa i ABW zajmują się doniesieniem wydawcy "GP" o szpiegostwie właścicieli King & King. - To wszystko oszczerstwa pana Sakiewicza, odpowie za nie przed sądem - unosi się Żmuda. - Już złożyliśmy przeciwko niemu pozew.

Jednak Nowe Wydawnictwo Polskie uzyskało z MON oficjalne potwierdzenie, że przed kilku laty wspólnikami King & King interesował się wojskowy kontrwywiad. Jak ustaliliśmy, próbowali się oni spotykać z ministrem obrony narodowej, gdy zaczynał się przetarg na dostawę nowego samolotu dla polskiej armii.

- Nie pamiętam, by się ze mną spotkali - mówi Romuald Szeremietiew, minister obrony narodowej w 2000 roku. - Służby specjalne nie ostrzegały mnie przed nimi. Ostrzegał Leszek Moczulski, bo kręcili się kiedyś przy KPN i on uważał, że są niewiarygodni.

Żmuda przypomina sobie to spotkanie. Po co był u ministra? - Chodziło o samolot F-16. Byliśmy u ministra na prośbę producenta tego samolotu, koncernu Lockheed Martin - mówi Żmuda. Ale po chwili zmienia zdanie. - Tak naprawdę nie chodziło o F-16, tylko o to, by poinformować ministra, że są w USA fundusze na szkolenie polskich żołnierzy i nie są wykorzystywane.

Firma King & King jest najbardziej znana ze swojej inwestycji w Kongu. Sześć lat temu uzyskała od tamtejszych władz koncesję na wydobycie ropy naftowej. W Kongu pomagał jej polski dyplomata Marian Piaszczyński, do 1989 r. oficer wywiadu PRL, dziś pracownik King & King. Od tamtego czasu spółka szuka partnera, który pomógłby jej sfinansować eksploatację kongijskiej ropy.