Stary Kontynent wypowiada wojnę grypie

Na walkę z ptasią i ludzką grypą Komisja Europejska przeznacza 20 mln euro. Na co pójdą te pieniądze?
Wirus grypy to niezwykle chytry zarazek. Tak jak każdy wirus jest małą białkową paczuszką zawierającą wyłącznie złe informacje. Każdemu wirusowi zależy na tym, by się mnożyć, a ponieważ sam tego nie potrafi, musi wykorzystać w tym celu komórkę innego organizmu - bakterii, rośliny lub zwierzęcia. Jeżeli już tam się dostanie - zaczyna się rządzić. Zamiast produkować własne białka, komórka wytwarza tysiące wirusowych kopii, a infekcja nabiera na sile.

Ponieważ szczepionki na grypę są kłopotliwe w stosowaniu i drogie, a w pełni skutecznych leków wciąż nie ma, naukowcy od lat zastanawiają się, jak temu zaradzić. Sprawą zajęła się ostatnio Komisja Europejska, która postanowiła wesprzeć wirusologów w ich staraniach. Niedawno zapadła decyzja, że Unia na walkę z ludzką i ptasią grypą przeznaczy 20 mln euro. Na początku tygodnia naukowcy z różnych europejskich instytucji opowiadali w Brukseli dziennikarzom, jak zamierzają wykorzystać te pieniądze.

Nowe białko na celowniku

Przebiegłość i w efekcie wielki sukces ewolucyjny wirusa grypy wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze, ma on bardzo wielu adresatów - łącznie aż 50 gatunków ptaków i 10 gatunków ssaków. Po drugie, białkowa paczuszka wirusa grypy jest wyjątkowo skomplikowana. Na powierzchni zarazka występują dwa rodzaje cząsteczek - hemaglutynina i neuraminidaza. Wirus potrafi wytworzyć aż 16 różnych odmian hemaglutyniny (H) i 9 odmian neuranimidazy (N). To otwiera możliwości najrozmaitszych kombinacji: H1N1, H1N2, H2N1, itd., itd. - Wirus grypy zachowuje się jak prawdziwy kameleon - tłumaczy dr Ilaria Capua, szef laboratorium wirusologicznego w Insituto Zooprofilattico Sperimentale delle Venizie we Włoszech. - Potrafi dosłownie z pokolenia na pokolenie modyfikować swój materiał genetyczny, przez co dużo trudniej się przed nim bronić. To właśnie dlatego dotychczasowe szczepionki na grypę robi się co sezon od nowa.

Epidemiolodzy oceniają, że każdego roku prawdziwą grypą zakaża się pół miliarda ludzi na świecie. Umiera 250-500 tys.

Jednym z pomysłów, jak temu zaradzić, jest przyspieszenie prac nad szczepionką, którą można by w przyszłości podawać ludziom raz na 5-10 lat (ideałem byłaby jedna dawka - zabezpieczająca od razu na całe życie). Nad takim rozwiązaniem głowią się uczeni z Uniwersytetu w Gandawie (Belgia). Skupili się oni nie na wspomnianych dwóch białkach kameleonach, lecz na innej cząsteczce białkowej wirusa grypy określanej w skrócie M2. - Przyjrzeliśmy się 14 różnym odmianom ludzkiego wirusa z lat 1918-2005 i okazało się, że białko M2 w gruncie rzeczy wszędzie jest identyczne. Gdyby zatem wytworzyć szczepionkę atakującą białko M2, teoretycznie powinna ona zabezpieczać przed każdą wersją wirusa niezależnie od rodzaju hemaglutyniny i neuranimidazy.

Problem w tym, że białka M2 na powierzchni zarazka jest tyle, co kot napłakał, a do tego jego cząsteczka niemal w całości chowa się pod wirusowym płaszczem.

Naukowcy z Gandawy próbują więc łączyć białko M2 z tzw. adiuwantem, by wywołać silniejszą reakcję organizmu na szczepionkę. Na razie udaje im się to na myszach.

- Myszki zaszczepione potrójną dawką szczepionki przeciwko M2 z "adiuwantem", a następnie zakażane wirusem grypy, świetnie się mają, podczas gdy te niezaszczepione giną jak muchy - mówił dr Xavier Saelens.

Dzięki hojniejszym europejskim funduszom Saelens będzie teraz udoskonalać swoją szczepionkę. Będzie też można pomyśleć o pierwszych próbach klinicznych na ludziach. - Chcielibyśmy, żeby nasz preparat miał postać sprayu do nosa - tłumaczył naukowiec. - Kiedy szczepionka ma szanse znaleźć się w aptekach? - dopytywali się dziennikarze. - To kwestia co najmniej pięciu lat - odparł Saelens.

Problem z Azją

Znacznie większą uwagę opinii publicznej przykuwa dziś jednak nie ludzka, lecz ptasia grypa. Dlaczego? Bo po pierwsze - zakaża ona coraz więcej drobiu (wywołując ogromne straty ekonomiczne), a po drugie - stanowi pewne zagrożenie dla człowieka. Na szczęście grasująca od 1997 r. niezwykle groźna dla drobiu odmiana zarazka H5N1 z trudem przenosi się na ludzi. Naukowcy boją się jednak, że ptasia wersja zarazka może w każdej chwili zmutować i wtedy poważnie zagrozić człowiekowi. Im więcej ptaków i innych zwierząt pada więc ofiarą grypy, tym zagrożenie dla człowieka potencjalnie jest większe.

Europa przeszła już dwie ważne lekcje ptasiej grypy - epidemię z 1999 r. we Włoszech i z 2003 r. w Holandii (choć nie był to H5N1). Zarówno Włosi, jak i Holendrzy zdecydowali się na masowe wybijanie kurczaków (ci drudzy zabili ponad 30 mln sztuk). W Holandii doszło do 89 zakażeń wśród ludzi, jedna osoba zmarła.

- Dzięki tym lekcjom jesteśmy dziś już znacznie mądrzejsi - mówiła w Brukseli dr Ilaria Capua. - Wiemy, że jeśli tylko wirus uderzy, musimy działać natychmiast. Bezzwłocznie go zdiagnozować, oceniać jego zjadliwość i zduszać epidemię w zarodku. Jak? Niszcząc stosunkowo niewielką liczbę ptaków i szczepiąc natychmiast cały drób w okolicy.

Włochy są dziś jedynym krajem w Europie prowadzącym profilaktyczne szczepienia drobiu na niewielką skalę. Szczepionki są dość kosztowne (ok. 50 euro na tysiąc kurczaków).

Nowe europejskie fundusze mają iść m.in. na próby udoskonalenia tych szczepionek i monitorowania ich skuteczności (uczeni nie są pewni, czy szczepione ptaki, choć same nie chorują, nie roznoszą zarazy dalej).

O ile jednak Europejczycy mogą się czuć dość bezpiecznie, o tyle dla biedniejszych krajów ptasia grypa to naprawdę poważny problem. Dr Capua źle ocenia to, co zdarzyło się ostatnio w Turcji. Słabość tamtejszych służb weterynaryjnych przyczyniła się do tego, że epidemia objęła cały kraj, kosztowała życie tysiące kur i kilka osób.

Znacznie trudniejsza i potencjalnie bardziej niebezpieczna sytuacja panuje w Azji. - Azja niechętnie z nami kooperuje, raczej domaga się od nas pieniędzy na walkę z ptasią grypą - mówiła mi dr Capua. - Ponadto o ile władze Indonezji czy Wietnamu oficjalnie ogłaszały, co się u nich dzieje, i przyjmowały pomoc, o tyle Chiny w tej sprawie milczą jak zaklęte, a my właśnie obawiamy się tego, co może zdarzyć się w Chinach.

Niepokój w Afryce

Ostatnia zła wiadomość to pierwszy udowodniony przypadek ptasiej grypy w Afryce.

We wtorek specjaliści ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) potwierdzili, że w północnej części Nigerii wirus H5N1 zaatakował kury. Na pierwszy ogień poszła duża prywatna farma drobiu w stanie Kaduna. Jednak wczoraj zagraniczne agencje informowały o prawdopodobnych kolejnych ogniskach choroby w stanach Kano i Jos. Kurczaki zaczęły tam padać już cztery tygodnie temu.

Dlaczego WHO tak bardzo obawia się epidemii ptasiej grypy w Afryce? - Afryka nie jest przygotowana na taką sytuację. Nie ma pieniędzy ani odpowiedniego zaplecza weterynaryjnego, żeby powstrzymać chorobę - mówił BBC dr David Nabarro z WHO. - Bez kontroli wirus szybko rozprzestrzeni się po kontynencie, stanowiąc zagrożenie nie tylko dla domowego ptactwa, ale także dla ludzi. Spodziewamy się, że ryzyko zakażenia się od kurczaków jest zbliżone do tego, jakie obserwowaliśmy w południowo-wschodniej Azji. Wprawdzie w Afryce nie ma takiego zagęszczenia ludności, ale warunki, w jakich trzyma się drób, są podobne - niepokoją się epidemiolodzy. Podobnie jak w Azji czy Turcji sprzymierzeńcem grypy jest bieda. Kurczaki są dla rodzin często jedynym źródłem mięsa i dochodów. Rząd nigeryjski obiecał wprawdzie rolnikom, że zwróci im pieniądze za zabite ptaki, ale ci nie wierzą decydentom. Istnieje duże ryzyko, że nie będą zakopywać czy palić padłych zwierząt, tylko je sprzedawać.

Trudno także wyłapać wszystkie ogniska choroby. Poza kilkoma dużymi farmami afrykańskie kurczaki są zagłodzone, w złej kondycji. I bez wirusa padają jak muchy. Uczeni obawiają się, że ludzie przyzwyczajeni do wysokiej śmiertelności wśród swoich ptaków nie dostrzegą niczego niepokojącego w padającym drobiu.