Fedorowicz: wróg Leppera nie jest pupilem

Z telewizyjnej ramówki znika "SEJF" - autorski program Jacka Fedorowicza, jednego z najwybitniejszych polskich satyryków. Powód? Do jednego z przygotowywanych programów Fedorowicz nagrał piosenkę, w której żartuje sobie z braci Kaczyńskich. Szef rozrywki "Jedynki" Andrzej Rychcik piosenkę usunął.
Jacek Fedorowicz nigdy nie był pupilem władz, również władz telewizji, najpierw reżimowej, a teraz potencjalnie publicznej. Udawało mu się mimo sprzeciwów i nacisków przygotowywać swój program nawet za czasów Roberta Kwiatkowskiego. Wtedy niemiłosiernie traktował polityków SLD i pochodnych. Z trudem, ale mógł sobie na to pozwolić. W TVP w IV Rzeczypospolitej nie ma dla niego miejsca. Nie można bowiem stroić sobie żartów z Wielkich Braci.

Wojciech Krzyżaniak: Dlaczego polecono Panu usunąć z programu piosenkę dotyczącą braci Kaczyńskich?

Jacek Fedorowicz: Przyznam, że dla mnie jest to dość zdumiewające, bo pioseneczka była sympatyczna i nie była nawet bardzo złośliwa. Być może cały program nie jest na najwyższym poziomie - każdy ma prawo do takiej subiektywnej oceny - ale ta piosenka na pewno nie była gorsza od całej reszty. Można więc powziąć podejrzenie, że redaktor Rychcik zdjął, bo nie chciał się narazić nowej władzy. Ostatecznie wiadomo, że jako zwolennik Balcerowicza i wróg Leppera nie mogę być jej pupilem.

Ale z tego, co rozumiem, piosenka była tylko ostatnim elementem tej gry.

Chronologicznie sprawa wyglądała tak: 19 stycznia zakomunikowano mi, że program w związku ze słabnącą oglądalnością nie może już być kontynuowany. Szkoda. Ale uznaję prawo telewizji do usunięcia każdego programu z ramówki. W miejsce dotychczasowego programu zaproponowano mi prowadzenie informatora kulturalnego. Taki program nie jest szczytem marzeń, ale nie jestem człowiekiem bardzo próżnym i postanowiłem sprawę przemyśleć. Poprosiłem o dwa tygodnie do namysłu. I naprawdę brałem tę propozycję poważnie. Ale po tygodniu zdarzyła się ta sprawa z piosenką. Pomyślałem sobie wtedy, że nie mogę dalej tam pracować ze świadomością, że stale będę miał nad sobą człowieka, który będzie starał się zapobiegliwie myśleć i wyprzedzać ewentualne zarzuty polityczne czy jakieś inne.

A jak powstaje taka piosenka w Pańskim programie?

Najpierw do znudzenia siedzę przed magnetowidem i oglądam zapisy różnych konferencji prasowych, aż wreszcie trafiam na jakieś "znalezisko". Wystarczy, że na przykład Kaczyński powie: "drogi... drogi... którą". Wtedy już wiem, że można to skojarzyć z piosenką: "Bądź gotowy dziś do drogi, drogi którą dobrze znam". I tego się trzymam. Potem długa i żmudna obróbka.

Co sprawiło, że oglądalność Pana programu spadła?

Mogę przyjąć, że widzom się to opatrzyło. Chociaż, kiedy czasem pokazuję wybrane epizody filmowe na wieczorach autorskich, to publiczność wprost ryczy ze śmiechu.

Rozmawiał Pan z kimś o zmianie formuły?

Ponad rok temu rozmawiałem z panem Piotrem Dejmkiem. Rozmowa była długa. Ustaliliśmy pewne rzeczy. I z żadnego z tych ustaleń nie wynikło potem nic w sensie praktycznym. Jakby rozmowy w ogóle nie było. Próbowałem więc w ramach tego samego czasu antenowego i tych samych pieniędzy coś zmieniać. Wydaje mi się, że sporo poprawiłem, ale bez żadnej pomocy ze strony telewizji, a potem przy ewidentnych kłodach rzucanych pod nogi, niewiele to dało.

Może na Pańskim odejściu z TVP zyskają ci z nas, którzy czekają na Pańskie nowe filmy? Może znajdzie Pan teraz czas na napisanie jakiegoś scenariusza?

Szansa zawsze istnieje, ale na razie przepełnia mnie bezbrzeżna radość z faktu, że wreszcie trochę odpocznę. Niech sobie pan wyobrazi, że od 11 lat nie miałem urlopu.