Lekarze: Albo dacie pięć tys. zł, albo wyjeżdżamy

Lekarze idą za ciosem. Po sukcesie Porozumienia Zielonogórskiego chcą, by rząd zagwarantował im ustawowe pensje od 5 tys. do 7,5 tys. zł brutto. Jeszcze w tym roku, niemal od razu. - Inaczej wyjedziemy - ostrzegają.
Jacek Sałkowski, chirurg, II stopień specjalizacji, 33 lata stażu. W Szpitalu Praskim w Warszawie ma 1415 zł pensji zasadniczej (brutto). Plus kilkaset kolejnych złotych za dyżury. - Raz latem wziąłem na rękę 2 tys., bo miałem zastępstwa. To był finansowy sukces - opowiada. Lekarze z sąsiedniego oddziału wewnętrznego zarabiają jeszcze mniej, bo ok. 1250 zł.

- Ja pracuję dziennie po 10-15 godzin - skarży się Dorota Sans, pediatra. - Muszę mieć kilka etatów, bo szpitalna pensja jest dla mnie za niska. Mało śpię, często biorę nocki. Przez to cierpię na chroniczne zmęczenie, jak większość kolegów. Jeśli nie dostaniemy większych pensji, to albo się sami powykańczamy, albo z przemęczenia zaczniemy szkodzić pacjentom - dodaje.

Wczoraj w stolicy rozpoczął się VIII Krajowy Zjazd Lekarzy. Jednym z najważniejszych tematów są właśnie lekarskie pensje. Lekarze chcą, by rząd gwarantował im je ustawowo. Lekarz bez specjalizacji miałby zarabiać 5 tys. brutto (podwójna średnia pensja krajowa), ze specjalizacją - 7,5 tys. zł.

- Gigantyczna podwyżka. Nierealna. W Polsce pracuje ok. 100 tys. lekarzy - mówią urzędnicy resortu zdrowia.

Żeby nie powtórzyła się sytuacja ze słynnymi podwyżkami "203" (ustawa o 203 zł podwyżek weszła w życie, ale pieniędzy na ich wypłatę nie było), Naczelna Izba Lekarska chce również zwiększenia nakładu na służbę zdrowia o 6 proc.

- Chcielibyśmy zarabiać tyle, co koledzy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Czyli nie kilka średnich krajowych, lecz kilkanaście. Ale wiadomo, że to nierealne. Więc zaczynamy z niższego pułapu. Czeskiego. Tam wydaje się na zdrowie o wiele więcej niż w Polsce, choć gospodarki mamy podobne - mówi Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Lekarze z Polski chcą nie tylko takiej samej płacy jak w Czechach. Wybrali również podobną formę protestu. Koledzy z południa Europy od września prowadzili twarde rozmowy z tamtejszym rządem, który bojąc się emigracji lekarzy, znacznie podniósł im pensje. Dziś zarabiają tam średnio 5,4 tys. zł.

Wyższe pensje to tylko jeden z wielu postulatów Izby, która chce też, by państwo m.in. fundowało młodym lekarzom stypendia, bo teraz często stażyści pracują w szpitalach za darmo. - To nie szantaż, coraz więcej lekarzy migruje za granicę. Trzeba coś z tym zrobić, zanim wyjadą wszyscy - mówi Radziwiłł.