Inna zima naszych dzięciołów

One chyba muszą mnie obserwować. Wystarczy, że tylko powiesiłem słoninę (której przez kilka dni nie było), i od razu na drzewie obok pojawił się dzięcioł zielonosiwy, a zaraz po nim dzięcioł średni
Właściwie co roku ze słoniną mam to samo i teoretycznie tej zimy powinno być identycznie, a jednak nie było.

Najwięcej oczywiście jest sikor. Słoninożerne są też dzięcioły. Stałym gościem, i to już od lat, jest dzięcioł średni, no i zielonosiwy. Ten ostatni jednak ociągał się, i to bardzo, z przylotem tej zimy do karmnika. Normalnie jest już na słoninie wraz z pierwszym mrozem, a teraz nie było go przez pierwszą połowę grudnia i byłem święcie przekonany, że para tych dzięciołów zamieszkująca moją okolicę zginęła. Przekonanie brało się głównie stąd, że dzięcioły zielonosiwe są ptakami raczej osiadłymi, nie odbywają zbyt długich wędrówek, co najwyżej przemieszczają się ze skraju lasu do wsi - na słoninę chociażby. Słonina stanowi dla nich nie byle skarb. Ich podstawowym pokarmem są mrówki. Dzięcioły zielonosiwe są tylko w nieco mniejszym stopniu uzależnione od tego pożywienia niż ich bardzo bliscy kuzyni, a mianowicie dzięcioły zielone. Dzięcioły zielonosiwe znane są z tego, że rozgrzebują kopce mrówek, ale co ciekawe zupełnie zaprzestają tego procederu, gdy spadnie śnieg. Dokładnie nie wiadomo, czy dzieje się tak dlatego, że nie mogą ich wtedy zlokalizować, czy też dlatego, że trudniej się jest do mrówek dostać. Jednym słowem o mrówki na pewno zimą jest trudniej i słonina stanowi, jako kawał zwierzęcego białka i tłuszczu, znakomity pokarm zastępczy. Dlaczego więc dzięcioły zielonosiwe się nie pojawiały, zupełnie nie wiedziałem i naprawdę podejrzewałem najgorsze. Na szczęście pod koniec grudnia na słoninę przyleciał najpierw samiec o czerwonej czapeczce, a później samica, która takiej czapeczki nie ma. Samiec musiał mieć jakieś niebezpieczne przygody, bo widać było, że niedawno stracił wszystkie sterówki, czyli pióra ogona. Coś go chciało dopaść, ale cokolwiek to było, zostało z piórami w pysku lub dziobie.

Długa nieobecność dzięcioła zielonosiwego była spowodowana jakimiś wypadkami, które dotyczyły zapewne tylko jednej pary tych ptaków. Na słoninę za to zawitał dzięcioł, którego w zeszłym roku bym na pewno nie zobaczył, a mianowicie dzięcioł duży. W zeszłym roku puszcza przeżywała inwazję tych ptaków. Nalot nie dotyczył jednak karmników, ale świerków, a dokładnie szyszek i znajdujących się w nich nasion. Wszędzie można było usłyszeć stukanie tych dzięciołów i znaleźć objedzone szyszki. A w tym roku cisza. Dzięciołów dużych zimą w lesie nie ma, bo nie ma już nasion w szyszkach i ptaki poleciały szukać ich gdzie indziej, a wędrować za pokarmem potrafią naprawdę na duże jak na dzięcioła dystansy. Dość powiedzieć, że u nas mogą się pojawić ptaki ze Skandynawii. Ten jeden, który zawitał na słoninę na parę dni, musiał być po prostu jakimś marudą, który jeszcze nie ruszył w poszukiwaniu szyszek, albo ptakiem, który zatrzymał się na chwilowy postój.