Dorn straszy lekarzy wcieleniem do wojska

Lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego straszą, że od poniedziałku nie otworzą gabinetów. A rząd ich straszy, że dostaną bilet do wojska. NFZ szykuje się na trudny okres
Jedna trzecia pacjentów może być od poniedziałku pozbawiona opieki lekarza rodzinnego. - Żadna z tych osób nie zostanie pozbawiona pomocy. Być może jednak do lekarza będzie dalej, być może trzeba będzie poczekać w dłuższej kolejce - mówił prezes NFZ Jerzy Miller. 14 tys. lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego nie chce podpisać umowy z NFZ, bo domaga się 6 zł miesięcznie za każdego pacjenta (Fundusz proponuje ok. 5 zł). Wczoraj lekarze zapowiedzieli, że od poniedziałku nie będą przyjmować pacjentów.

NFZ przygotował specjalne rozwiązania. W każdym województwie działają infolinie. Wojewódzkie oddziały NFZ podpisały umowy czasowe z placówkami i szpitalami, które w zastępstwie lekarzy rodzinnych będą przyjmować pacjentów (za 18 zł od wizyty).

- Fundusz do odwołania będzie akceptował recepty na leki refundowane od lekarzy rodzinnych, którzy nie podpisali kontraktu na 2006 r., ale mieli kontrakt na 2005 rok. To zachęta dla tych, którzy dotąd nie zdecydowali się podpisać umowy, lecz nie chcą zostawiać swoich pacjentów bez opieki - mówił Miller.

Konferencję zwołał wczoraj również rząd. Minister zdrowia Zbigniew Religa apelował do lekarzy, aby przyszli w poniedziałek do pracy. Zachęcał też resorty MSWiA oraz MON, by oddały do jego dyspozycji swoich lekarzy. Z kolei szef MSWiA Ludwik Dorn przypominał, że jeśli lekarz odmówi pomocy potrzebującemu, powinien liczyć się z odpowiedzialnością karną. Ostrzegł też, że lekarze, którzy w poniedziałek nie otworzą gabinetów, teoretycznie mogą zostać powołani na trzy miesiące do wojska.

Lekarze z Porozumienia nazywają plan awaryjny NFZ stanem wojennym w opiece zdrowotnej. - Próbowali tego dwa lata temu i się nie udało. Przecież my codziennie przyjmujemy 400 tys. pacjentów. Kto będzie to robił? Lekarz w przychodni szpitalnej? - pytał Marek Twardowski, główny negocjator Porozumienia Zielonogórskiego.

- Albo przyjmą nasze warunki, albo zamkniemy gabinety - dodał Twardowski. Zastrzegł jednak, że ostateczną decyzję podejmie dopiero dziś, bo liczy, że Fundusz jednak ustąpi. Dziś też mają zdecydować, czy przychodnie będą zamknięte w całym kraju czy tylko w kilku województwach. Porozumienie twierdzi, że jest przygotowane nawet na dwumiesięczną przerwę w pracy.