Oszuści wykorzystują nazwisko Durczoka

Popularny dziennikarz TVP Kamil Durczok, który stoczył zwycięską walkę z rakiem, teraz musi walczyć z żerującymi na jego chorobie oszustami oferującymi zrozpaczonym ludziom cudowne leki na raka.
- Kiedy tylko doszły do mnie informacje, że wyzdrowiałem dzięki zażywaniu specyfiku o nazwie ukrain, uruchomiłem swego prawnika. To zresztą nie była pierwsza plotka. Wmawiano mi też inne mikstury - podkreśla Durczok. - Chciałem dotrzeć do osób, którym powiedziano, że brałem tę substancję. Niestety, czy to ze strachu, czy z innych powodów nikt nie zdecydował się na wyjaśnienia. Bez tego nie mogę wykonać następnego kroku, czyli zainteresować sprawą prokuratury.

Zmagania Durczoka z rakiem śledziliśmy wszyscy. To on jako pierwszy w Polsce przełamał tabu i wystąpił w "Wiadomościach" tuż po chemioterapii, prosząc, by telewidzowie wsparli go w tej najważniejszej rozgrywce. Kamil od początku do końca zawierzył swym lekarzom. Jego dobrym duchem i - gdy trzeba było - strażnikiem oraz doradcą był prof. Bogusław Maciejewski. Szef Instytutu Onkologii w Gliwicach okazał się też świetnym psychologiem. - Mówił mi tyle o chorobie, ile mogłem przyjąć, i zaprogramował na stoczenie bitwy - wspomina Durczok.

Chociaż w czasie tych trudnych miesięcy wiele razy wskazywano mu alternatywne sposoby leczenia, nigdy z nich nie skorzystał. - Ja nie musiałem tego robić, ale to nie znaczy, że inni nie muszą. Uważam, że każdy chory na nowotwór ma prawo decydować o własnej terapii. Jest jednak różnica pomiędzy wolnością wyboru a wprowadzającą tak okrutnie w błąd podstępną reklamą - wyjaśnia Durczok, który bezgranicznie zaufał medycynie. - Nie chciałbym, żeby ktoś wykorzystując moje nazwisko, dawał złudną nadzieję, a przede wszystkim wyciągał od chorych pieniądze. To przestępstwo. A są to spore sumy - dodaje publicysta. - Celowe rozpowszechnianie takich plotek szkodzi ludziom. W takich sytuacjach rodziny nie przeliczają życia na złotówki. To normalne. Ale dla hochsztaplerów tacy klienci oznaczają ogromny zarobek. Ogarnia mnie przerażenie, gdy pomyślę, że tak pokrętnie ktoś firmuje w tym procederze mój udział.

- Chciałem sprowadzić ukrain dla ojca, ale nie ukrywam, że przeraziły mnie koszty. Jedna ampułka kosztuje 45 euro plus 20 proc. VAT, a miesięcznie trzeba ich zażyć 24 - mówi Michał z Sosnowca. - Kontaktowałem się z oferentami przez internet. Gdy w jednym z maili przeczytałem, że lek lekiem, ale jeszcze potrzebna jest wiara pacjenta, to zwątpiłem. Poza tym ukrain wydał mi się podejrzany jako lek na wszystko. Ale cóż, w pewnych sytuacjach człowiek chwyta się wszystkiego.

Co to jest ukrain?

Na oficjalnej stronie leku można przeczytać, że firmuje go Ukraiński Instytut Antyrakowy, a właścicielem praw do ukrainu jest mieszkający w Austrii dr Wasil Nowicki. Lek w Polsce można kupić tylko poprzez internet, a jego twórcy twierdzą, że działa jak chemioterapia, ale nie niszczy tak organizmu.

komentuje docent Krzysztof Składowski Instytut Onkologii w Gliwicach

Ukrain nie jest zarejestrowany w Polsce ani tym samym w krajach Unii Europejskiej. Nie przeszedł stosownych procedur i nie wiadomo, jakie ma działania i skutki uboczne. Nie ma cudownych leków przeciw nowotworom i ten też nie jest cudownym lekiem. Ze słyszenia sprawa ta jest mi znana. Tym bardziej jest naganna etycznie, że dystrybucja specyfiku podparta jest medycznym autorytetem zupełnie przez nikogo niezweryfikowanym. A jest przykra dodatkowo dlatego, że usiłuje się wykorzystać popularność osoby godnej zaufania, czyli Kamila Durczoka.

W swojej wieloletniej praktyce spotykałem się z sytuacjami poszukiwania przez pacjentów i rodziny różnych preparatów, najczęściej zażywanych w ukryciu, poza wiedzą lekarza. Nie mając świadomości, że chory usiłuje leczyć się dodatkowo, byliśmy przerażeni wynikami. Dopiero potem prawda wychodziła na jaw. Ja każdorazowo pytam pacjentów, czy zażywają inne leki.