Z dzieckiem o śmierci

Chowanie pod kloszem nic nie da. Prędzej czy później nasze dziecko zobaczy przejechanego psa. Z podsłuchanych rozmów dorosłych dowie się, że dziadek odszedł na zawsze. Dozna wtedy bólu, którego nie zrozumie. To zrani je o wiele bardziej
"Kanarek odleciał" - kłamiemy, licząc, że dziecko szybko zapomni

Nie bez powodu bohaterami bajek bywają sierotki, a większość ludowych opowieści kończy się słowami "żyli długo i szczęśliwie". Długo - ale nie wiecznie. To dla dziecka sygnał, że śmierci nie da się oszukać. Dlatego nie warto uciekać od smutnych opowieści, takich jak "Kajtuś Czarodziej", gdzie żadne czary nie są w stanie przywrócić do życia ukochanej babci, "Lassie wróć", gdzie ginie pies-wędrowiec, czy - dla starszych dzieci - "Harry Potter i zakon Feniksa", książka naznaczona śmiercią ojca chrzestnego bohatera. Dziecko będzie smutne, ale dzięki temu w bezpiecznych warunkach fikcji zetknie się z uczuciem, którego w życiu nie da się uniknąć.

Pierwszym bolesnym doświadczeniem jest zwykle śmierć ukochanego zwierzątka. Odejście kanarka, chomika czy psa niesie dla dziecka realne cierpienie. Trzeba pomóc mu nazwać to, co czuje i umożliwić przeżycie żałoby. Najgorsze, co można zrobić, to pocieszanie: "nie płacz", "nie przejmuj się, to tylko pies", "kupię ci nowego". W ten sposób uczymy dziecko traktować ból po stracie jako coś niepożądanego. Zamiast tego lepiej powiedzieć: "wiem, cierpisz, tęsknisz za Misiem, żal mi cię", przytulić je i pozwolić mu płakać.

Nawet jeśli babcia czy dziadek długo choruje, lepiej nie uprzedzać dziecka, że umrze. Zamiast tego warto zabrać je na rodzinne groby i opowiadać o tych, którzy w nich spoczywają. Malec widzi wtedy, że mówimy o zmarłych ze spokojem, nawet pogodą. Wierzący mogą opowiadać o życiu wiecznym i nadziei na przyszłe spotkanie. Niewierzący - o pamięci. Jak najprościej: "widzisz, to pradziadek Stefan, pamiętam jego dom z ogrodem, a to babcia Jasia, do dziś mam w ustach smak jej ciasta drożdżowego. Kiedy ich wspominam, czuję się tak, jakby żyli".

Jeśli już odejdzie ktoś przez dziecko kochany, nie ma sensu tego ukrywać ani zwlekać z ogłoszeniem wiadomości. Dziecko i tak wyczuje rozpacz rodziców, i zostanie samo ze swoim lękiem. Nazywajmy własne uczucia: "czuję ból, żal, tęsknotę, nie wiem, jak dalej żyć". W ten sposób pomagamy maluchowi uświadomić sobie, co czuje on sam. Jednocześnie tłumaczmy, że ludzie odchodzą, ale po okresie żałoby człowiek umie żyć dalej. Warto też podkreślać wartość tego, że ktoś, kto odszedł, w ogóle był. "Dziadek tak bardzo cię kochał, ciągle o tobie mówił", "miałaś babcię przez całe pięć lat i byłaś dla niej kimś najważniejszym na świecie", "zdążył cię nauczyć wbijania gwoździ", "zdążyła ci opowiedzieć tyle bajek".

Zabierz dziecko na pogrzeb - to okazja, by pożegnać zmarłego i popłakać sobie do woli. Poza tym dziecko jest najzwyczajniej w świecie ciekawe, co dzieje się z ciałem zmarłego. Wyjaśnienia "zamieni się w ziemię", "zamieni się w popiół" być może wydają ci się okrutne, ale są prawdziwe i dziecko przy twojej pomocy jest w stanie je znieść. O wiele gorzej będzie, jeśli przekonane, że babcia wybrała się z walizką w podróż do nieba, usłyszy na podwórku "twoją babcię zamknęli w skrzynce i zakopali". Temat zmarłego będzie wracał w rozmowach z dzieckiem jeszcze długo, czasem w najbardziej niespodziewanych chwilach. Słowa "nie mówmy już o tym", "nie myśl o śmierci" każą maluchowi stłumić ból. Ale on przecież nie zniknie, pojawi się prędzej czy później w postaci agresji, nerwowości, złego zachowania czy niewyjaśnionych lęków.

Agnieszka Carrasco-Żylicz - psycholog dziecięcy

Nie trzeba specjalnie wybierać momentu, kiedy zaczniemy rozmawiać z dzieckiem o śmierci. Dzieci same takie rozmowy prowokują. Trzeba mówić prawdę, ale dostosowaną do wieku dziecka. Najważniejsze, to nie okazywać lęku. Dużą rolę, zwłaszcza w kontaktach z małym dzieckiem, odgrywa przekaz niewerbalny. Ono wyczuwa, jakim głosem mówimy. Jeśli unikamy tematu, to budzi w nim niepokój. Lepiej przyznać: "ja się też trochę tego boję", "nie wiem dokładnie, jak to jest". Dajmy mu do zrozumienia, że jesteśmy ze śmiercią pogodzeni. Bardzo też zachęcam do posiłkowania się bajkami. Polecam Andersena, choć jest trudny, bajki terapeutyczne i na pewno "Oskara i panią Różę" Erika Emmanuela Schmitta.

Po śmierci papieża, dzieci w przedszkolu, w którym pracuję sprowokowały rozmowy na ten temat. I co się okazało? Dzięki temu, że jego odchodzeniu towarzyszyliśmy krok po kroku, nie było takie straszne. Były łzy, ale i radość. Dzieci pamiętały moment, kiedy jeden z kardynałów wyszedł i powiedział, że ojciec święty jest już w niebie. To dla nich znaczyło, że jest szczęśliwy. Kiedy poprosiłyśmy, by narysowały to, co się wydarzyło, ich rysunki były kolorowe i radosne. To jest podejście do śmierci, które warto osiągnąć