Raport CKE: Fatalne matury na wsi

Mamy wreszcie pełny raport o wynikach nowej matury. To alarm dla nowego rządu, że pora skończyć mówienie o wyrównywaniu szans edukacyjnych, a zacząć je naprawdę wyrównywać. Bo na maturze szkoły ze wsi i małych miasteczek wypadły fatalnie w porównaniu z tymi z wielkich miast
W tym roku po raz pierwszy uczniowie w całym kraju zdawali identyczny egzamin dojrzałości. Wprowadzono go, żeby matura była przepustką na wyższe uczelnie. Ale także po to, by można było mierzyć i porównywać ze sobą osiągnięcia uczniów z różnych środowisk, różnych szkół, różnych miast i różnych regionów Polski. I by było wiadomo, kto i gdzie potrzebuje większego edukacyjnego wsparcia.

Teraz już wiadomo. Raport Centralnej Komisji Edukacyjnej o wynikach nowej matury to cztery opasłe tomy. Wczoraj trafiły na biurko ministra edukacji.

Analizy pokazały, że z każdego przedmiotu - i z polskiego, i z geografii, i z matematyki, biologii i historii - uczniowie ze szkół na wsiach i w małych miasteczkach wypadli na maturze gorzej niż ich rówieśnicy z wielkich miast.

Jaskrawe różnice były na maturze z angielskiego. Gdy w miastach liczących więcej niż 100 tys. mieszkańców maturzysta zdobył przeciętnie 80 proc. punktów, to w miasteczkach do 20 tys. już tylko 70 proc. Na wsiach jeszcze mniej - średnio 62 proc. I trudno się dziwić - w małych miasteczkach brakuje przecież szkół językowych, a lekcje z tzw. native speakerami to rzadkość.

Na matematyce, która okazała się najtrudniejszym maturalnym przedmiotem (nie zdało jej 15 proc. uczniów), ta przepaść okazała się jeszcze większa. Przeciętny wynik maturzysty z miasta - 58 proc. Jego kolegi ze szkoły na wsi - 39 proc.!

Na słabsze średnie wyniki szkół w małych miasteczkach na pewno miało wpływ to, że właśnie tam więcej jest liceów profilowanych, które poległy na nowej maturze. Oblał ją tam co trzeci uczeń!

Raport potwierdza gorsze edukacyjne szanse młodzieży ze wsi i małych miast. Do wyboru uczniowie mieli przecież tylko takie szkoły, które były w pobliżu ich domów. Albo takie, do których byli w stanie codziennie dojeżdżać.

- Te dane ogromnie nas zaniepokoiły i będziemy je dalej analizować - zaznacza Maria Magdziarz, szefowa CKE. - Na ogólnopolskim egzaminie na koniec gimnazjum dzieci z małych miasteczek i ze wsi zwykle wypadają gorzej niż te z dużych miast. Matura pokazała, że w trakcie nauki w liceum tych zaległości nie udało się już nadrobić. Pytanie: na ile jest to wina słabszych szkół, a na ile zapóźnień, z którymi dzieci przyszły do liceów z poprzednich szkół i przedszkoli - mówi.

Wiceminister Jarosław Zieliński, odpowiedzialny w nowym rządzie za oświatę, wczoraj był dla dziennikarzy nieosiągalny. Rzecznik ministerstwa Mieczysław Grabianowski zapewnił jednak, że od poniedziałku ministrowie zaczną studiować maturalne analizy.

- Geografia tych wyników pokazała, że powstający właśnie program wyrównywania szans trzeba zacząć realizować jak najszybciej. Być może będzie trzeba skierować większe środki na zajęcia pozalekcyjne i stypendia dla uczniów z terenów, gdzie matura wypadła najsłabiej - mówi rzecznik.

Już w czwartek w rozmowie z "Gazetą" nowy minister edukacji Michał Seweryński obiecał też, że jego rząd zwiększy pulę pieniędzy na dowożenie dzieci do szkół. O konkretnych kwotach mówić na razie jednak nie chciał.