Wojna o Jacka i Placka

Sztuka teatralna Jacek i Placek to zamach na nowa władzę - grzmią radni ze Słupska. Żądają, by podczas wyborów nowego rządu i nominacji na głowę państwa Lecha Kaczyńskiego spektakl... odwołać


W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała - mówi Małgorzata Kamińska-Sobczyk, dyrektor miejskiego teatru lalkowego w Słupsku. - Repertuar ustalamy na trzy lata naprzód. Nikt wtedy nie znał wyniku wyborów, a tym bardziej kandydatów do najwyższych urzędów w państwie.

To, co tak martwi dyrektor miejskiego teatru, to sztuka "O dwóch takich, co ukradli księżyc", której pokazy przedpremierowe zaczynają się 12 listopada, czyli dwa dni po exposé premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Oficjalną zaś premierę przewidziano na kilkanaście dni przed zaprzysiężeniem Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP. A sztuka na podstawie Kornela Makuszyńskiego jak wiadomo opowiada o tym, jak dwaj bracia z lenistwa ukradli księżyc, a ich życie sprowadzało się do szukania krainy, w której nic nie trzeba robić! Mało tego - w ekranizacji bajki tych dwóch gnuśnych braci zagrali mali Jarosław (Placek) i Lech (Jacek) Kaczyński. Czy przedstawienie w Słupsku jest więc spiskiem przeciw nowej władzy?

- Tu nie ma żadnych podtekstów ani prowokacji politycznej - zarzeka się dyrektor Kamińska-Sobczyk. - Premiera miała się odbyć w ubiegłym roku, ale nie udało się przygotować spektaklu. Poza tym to bajka dla dzieci. Góra dziesięcioletnich!

Innego zdania są jednak miejscowi opozycyjni radni. Tomasz Rosiński sympatyzujący z partią Kaczyńskich mówi, że wybranie takiego terminu premiery to złośliwość, za którą stoi dyrektor teatru reprezentująca SLD.

- Z szacunku do panów Kaczyńskich trzeba przesunąć przedstawienie na przyszły rok - przekonuje Rosiński.

Wiceprzewodniczący słupskiej rady Mirosław Pająk (PiS) też ma wątpliwości co do intencji wystawienia sztuki, choć z zupełnie innych powodów. - To próba podlizywania się nowej władzy.

Dyrektor teatru się nie poddaje i zapowiada, że nie odwoła przedstawienia. Opozycyjni radni - że jej nie popuszczą. Za dziesięć dni zbiorą się na posiedzeniu miejscowej komisji kultury i spróbują przekonać teatr do modyfikacji repertuaru. Ale nie mają żadnego formalnego prawa ani do zmiany terminu, ani - tym bardziej - dyrektora teatru. Podlega on lewicowym władzom miasta. A te nie zamierzają do niczego się wtrącać.



Jurek, ludzik Metra, podpowiada:

Co by tu jeszcze ocenzurować na czas powoływania nowej władzy



Film DVD i projekcje kinowe "O dwóch takich co ukradli księżyc"

Jurek: Płyty powinny zostać komisyjnie zniszczone, bo oskarżają prezydenta RP o kradzież! Poza tym nikt nie może drwić z obecnych władz RP tylko dlatego, że jako dzieci byli rudzi i brzydcy.

Grzegorz Bielecki, prezes księgarni vivid.pl:

Właśnie się zastanawiałem, czyby nie wycofać płyty ze sprzedaży, bo jeszcze ktoś będzie chciał z ich powodu zamknąć nasz serwis. Ale nie możemy tego zrobić, bo DVD z tym filmem jest wśród 10 najlepiej sprzedających się produktów! Zainteresowanie jest ogromne.

Wanda Wychowicz, kierownik kina Moskwa w Kielcach:

Będziemy wyświetlać tę bajkę w grudniu i ani myślimy zmieniać repertuaru. Choć po wyborach zainteresowanie nią było średnie, mimo że bilety kosztowały 5 zł.



WC Kaczka

Jurek: Tego nie zniesiemy, by nasz prezydent kojarzył się z sedesem!

Pracownik hipermarketu Tesco w Warszawie (ze śmiechem):

Całe szczęście, że już tego nie ma. Producent - chyba wiedząc, co się święci - proroczo zmienił nazwę.



Kaczka Dziwaczka

Jurek: Wiersz sugeruje, że nad Wisłą mamy bezdomnego prezydenta, bo Kaczka Dziwaczka mieszkała "nad rzeczką opodal krzaczka".



i Kaczor Donald

No, ta krzyżówka jest arcyniebezpieczna. Kaczor to ja rozumiem, ale co tu u licha robi Donald???

Marcin Janczewski, polonista:

Sądzę, że Jan Brzechwa (autor Kaczki Dziwaczki) nie przewidział takiej sytuacji politycznej w Polsce. Jako nasz obywatel nigdy by bowiem takiego wiersza nie napisał. Ale na szczęście dzieci już mniej interesują się wierszykami, więc panu prezydentowi kompromitacja nie grozi.

Co innego Amerykanie, którzy dali nam Kaczora Donalda. To musiała być jakaś złośliwość z ich strony. Ale na pocieszenie można dodać, że dzieci wolą dziś Smurfy i Boba Budowniczego.



Brzydkie kaczątko

Jurek: Ta książka to wraża propaganda - wprowadzono ja na listę lektur szkolnych za czasów PRL.

Anna Wojciechowska, nauczycielka szkoły podstawowej:

Ja bym się bajki Andersena nie czepiała. Brzydkie kaczątko przecież z wiekiem wypiękniało.



Gumowa kaczuszka do wanny

Jurek: Zabawy nagą kaczką w wannie to deprawacja nieletnich!

Stefan Wileński z hurtowni zabawek w Warszawie:

Niestety, po wyborach sprzedaż gumowych kaczek nam nie wzrosła, ale będziemy handlować nimi nadal. Bo co to za kąpiel bez kaczki?



Kaczka krzyżówka

Jurek: Nie może być tak, że stada kaczek głośno kwaczą co chcą, a nikt nie rozumie, o co im chodzi.

Mirosław Szymański, ornitolog:

Ze względu na ptasią grypę liczba kaczek krzyżówek może zmaleć, ale przylotu do Polski i kwakania zabronić nie można.



Kaczka z jabłkami

Jurek: To danie zarezerwowane tylko dla zwycięzców [u Kaczyńskich podano je na obiad w dzień pierwszej tury wyborów prezydenckich]

Sławomir Ryś kucharz:

To doskonała, niezwykle smaczna potrwa, choć rzeczywiście ekskluzywna. Nie można jej zakazać, podobnie jak kaczki duszonej ani pieczonej! Toż to podstawy naszej kuchni!



Film "Rejs" - inżynier Mamoń i Sidorowski wygłosili w nim słynny dialog z kwestiami "Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób (...) Droga... Chyba na Ostrołękę".

Jurek: Jaka Ostrołęka? Do Belwederu jedzie się na Warszawę!

Marcin Pater, miłośnik filmu "Rejs":

Inżynier Mamoń opisywał tylko piękno przyrody. I wolę go oglądać sto razy bardziej niż Kaczyńskiego!



Puszczanie kaczek na wodzie

Jurek: W krainie prawa i sprawiedliwości rzucanie kamieniami jest surowo wzbronione.