Kłótnia o lek na grypę

Producent Tamiflu - leku na ptasią grypę - nie zgadza się na złamanie chroniącego go patentu. Jednak kilka krajów już zapowiedziało, że wkrótce zacznie samodzielnie produkować środek. Szwajcarzy ostrzegają, że może to doprowadzić do uodpornienia się wirusa


Roche poinformował, że amerykańskie władze farmaceutyczne zgodziły się na otwarcie kolejnej linii produkcyjnej Tamiflu w Stanach Zjednoczonych. Antywirusowy lek produkowany będzie więc już wkrótce w 12 zakładach na całym świecie. Połowa z nich to fabryki nienależące do Roche, lecz wytwarzające go pod nadzorem szwajcarskiej firmy. Wiliams Burns, odpowiedzialny w Roche za produkcję lekarstw, zapewnił, że tegoroczna produkcja Tamiflu będzie dwukrotnie większa od ubiegłorocznej, a w roku przyszłym koncern wyprodukuje go prawdopodobnie 10 razy więcej niż w 2003 r.

Wciąż za mało

Roche nie ukrywa jednak, że zapotrzebowanie na lekarstwo wciąż przekracza moce produkcyjne. Co najmniej 40 państw negocjuje obecnie ze szwajcarskim koncernem zakup strategicznych rezerw Tamiflu. I chodzi tu o setki milionów opakowań! Sama tylko Francja chciałaby mieć ich 14 milionów przed końcem tego roku!

Mimo międzynarodowej presji Szwajcarzy nie chcą się jednak zgodzić na zdjęcie chroniących lek patentów, co pozwoliłoby na produkowanie go przez każdego producenta farmaceutyków na świecie. - Jesteśmy gotowi i już prowadzimy rozmowy o udzielaniu licencji, niemniej jednak produkcja musi odbywać się pod naszym ścisłym nadzorem - powiedział "Gazecie" jeden z rzeczników Roche.

Koncern tłumaczy to nie tyle chęcią zysku (cena jednego opakowania lekarstwa to blisko 60 dolarów, co sprawia że Tamiflu uzyska już w tym roku status tzw. blockbustera, czyli środka generującego przychody o wartości co najmniej miliarda dolarów), lecz przede wszystkim wyjątkowo skomplikowanym procesem wytwarzania specyfiku. - Można łatwo wyprodukować lekarstwo zbliżone do naszego, nie będzie ono jednak równie skuteczne. Stosowanie takiej podróbki szybko mogłoby doprowadzić do uodpornienia się wirusa na substancje zawarte w Tamiflu. Dlatego ważne jest nie tylko używanie oryginalnego leku, ale też stosowanie go pod ścisłym lekarskim nadzorem - usłyszeliśmy w Roche.

Zdaniem ekspertów w obecnej sytuacji Szwajcarom będzie jednak bardzo trudno utrzymać kontrolę nad samodzielną produkcją Tamiflu. Roche już oficjalnie przyznał m.in., że nie jest w stanie sprostać zamówieniom nadchodzącym np. z Chin. W poniedziałek firma ujawniła, że toczy rozmowy z władzami w Pekinie na temat przyznania licencji jednemu z lokalnych koncernów farmaceutycznych. Nieoficjalnie wiadomo, że podobne negocjacje prowadzi ze Szwajcarami rząd Tajwanu. Wczoraj władze tego kraju poinformowały jednak, że bez względu na wynik rozmów zaczną produkować własną wersję Tamiflu.

Złamiemy ten patent

Jednak na samym, dobrowolnym, udzielaniu licencji się nie skończy. W ubiegłym tygodniu argentyńska minister zdrowia Gines Gonzales Garcia poinformowała, że tamtejszy rząd polecił już jednemu lokalnych producentów lekarstw rozpoczęcie prac nad kopią Tamiflu. Argentyna chce w ten sposób skorzystać z wynegocjowanego na forum Światowej Organizacji Handlu porozumienia, na mocy którego każdy kraj w pewnych ściśle określonych warunkach może rozpocząć produkcję chronionego patentami lekarstwa. Zdaniem Argentyńczyków obecna sytuacja w pełni usprawiedliwia podjęcie takiej decyzji. Nie jest to jednak równoznaczne ze złamaniem patentu. Zgodnie z językiem WTO jest to tzw. licencja obowiązkowa, na którą Roche nie musi wydać zgody. Argentyna będzie musiała jednak zapłacić Szwajcarom opłaty licencyjne, z tym że ich wysokość ma prawo ustalić według własnego uznania. Kategorycznie nie wolno jej natomiast eksportować tak wyprodukowanego lekarstwa.

Jeszcze dalej posunął się hinduski koncern farmaceutyczny Cipla, największy na świecie producent tanich odpowiedników leków stosowanych w zakażeniu HIV. Firma ogłosiła w ubiegłym tygodniu, że rozpoczyna produkcję tańszej kopii szwajcarskiego lekarstwa, w którą chce zaopatrywać kraje rozwijające się. I to jest już jawne złamanie patentu, z którym Szwajcarzy mogą teoretycznie walczyć na forum międzynarodowych instytucji. Czy to zrobią, trudno powiedzieć. Raz, że w obecnej sytuacji hinduska decyzja raczej nie zagraża przychodom Roche, a dwa - decyzję Ciply popiera wiele organizacji pozarządowych. Próba sprzeciwienia się jej spotkałaby się bez wątpienia z bardzo ostrą międzynarodową krytyką. Bardziej prawdopodobne jest, że Szwajcarzy będą próbowali zawrzeć ciche porozumienie z Ciplą i skoncentrują się na zapobieganiu, by w jej ślady nie poszły inne koncerny.

Niektóre organizacje pozarządowe apelują bowiem o złamanie szwajcarskiego patentu do... afrykańskich firm farmaceutycznych. Np. zdaniem Act Up, organizacji, która zajmuje się chorymi na AIDS, szybkie stworzenie olbrzymich rezerw kopii Tamiflu to jedyne wyjście, aby zapobiec wybuchowi ptasiej grypy wśród mieszkańców Afryki. Specjaliści Act Up obawiają się, że gdy ptaki migrujące z Azji przyniosą wirusa H5N1 do Afryki, to w populacjach masowo dotkniętych wirusem HIV (czyli o bardzo słabej odporności organizmu) błyskawicznie dojść może do gigantycznej, śmiertelnej epidemii grypy. Roche uspokaja jednak, przypominając, że podarował niedawno Światowej Organizacji Zdrowia 3 mln kuracji Tamiflu przeznaczonych właśnie do walki z ewentualną epidemią w krajach, które nie mają środków na zakup lekarstwa.





Roche podjął decyzję o wstrzymaniu sprzedaży Tamiflu w sieciach detalicznych wielu krajów Europy. Zdaniem przedstawicieli koncernu ludzie niepotrzebnie wykupują lekarstwo i być może sami - bez konsultacji z lekarzem - je zażywają, myśląc, że w ten sposób uodporniają się przed grypą. Tymczasem jeśli wirusa nie ma w organizmie, jedynym efektem brania lekarstwa może być uodpornienie się na jego działanie. Roche obawia się także, że jego lekarstwa może zabraknąć w chwili, gdy w Europie na dobre zacznie się epidemia zwykłej, sezonowej grypy. Dlatego od tej pory Tamiflu będzie w tych krajach dystrybuowane wyłącznie przez lekarzy, do których koncern apeluje, aby przepisywali je tylko naprawdę potrzebującym, a nie "na wszelki wypadek".

Więcej o: