Ptasia grypa w Polsce na jesieni

Wirus ptasiej grypy podróżuje z prędkością 60 km/godz. Prawdopodobieństwo, że zarazek dotrze do nas jesienią, jest wyższe, niż że zdarzy się to wiosną. A to m.in. dlatego, że jesienny szczyt przelotów gęsi jeszcze przed nami
Gdyby wodne ptaki ze swych miejsc lęgowych na Syberii leciały na zimowiska prosto na południe lub południowy zachód, moglibyśmy się w Polsce nie obawiać ptasiej grypy. Niestety, tak nie jest.

Kiedy wykryto ogniska ptasiej grypy na południowo-zachodniej Syberii w okolicach Nowosybirska i Omska, ornitolodzy wiedzieli, że pojawienie się wirusa w Europie to tylko kwestia czasu. I rzeczywiście, zakażone ptaki znaleziono najpierw w delcie Dunaju w Rumunii, a potem w Turcji i Grecji. - Tego akurat można się było spodziewać. Główna trasa jesiennych wędrówek prowadzi z tamtego rejonu na południowy zachód w kierunku Morza Kaspijskiego. Tam część ptaków odbija w kierunku Azji Mniejszej i przez Turcję leci do Afryki, a część posuwa się dalej na zachód w kierunku Morza Czarnego i delty Dunaju. Delta akurat jest bardzo ważnym miejscem postoju przed dalszą wędrówką i zimowiskiem dla wielu gatunków. Nic więc dziwnego, że właśnie tam znaleziono pierwsze ognisko grypy w Europie - wyjaśnia dr Przemysław Chylarecki, ornitolog z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie.

Ptaki nie lecą prosto

Droga na zimowiska z południowo-zachodniej Syberii na południowy zachód wydaje się najprostszym i najsensowniejszym kierunkiem ptasiej wędrówki z rejonów zakażonych. Skąd więc alarm dotyczący ptasiej grypy w całej Unii Europejskiej, w tym także w Polsce? - Bo okazuje się, że ptaki nie lecą wyłącznie prosto na południowy zachód - mówi dr Chylarecki. Gdy ogniska choroby pojawiły się za Uralem, holenderscy naukowcy z organizacji Wetland International zaczęli analizować rosyjskie dane dotyczące ptasich wędrówek. Trafiono na publikację odnoszącą się do 966 tzw. wiadomości powrotnych zaobrączkowanych na południowo-zachodniej Syberii ptaków należących do 85 gatunków. Okazało się, że nie wszystkie ptaki z tego rejonu lecą trasą w kierunku Morza Czarnego. Aż 40 proc. z nich zamiast na południowy zachód rusza na północ, wzdłuż rzeki Ob. Dolatuje do północnych wybrzeży Syberii i w okolicach południowego Jamału łączy się z wielką falą migracyjną lecącą z północnej i środkowej Syberii na zachód. Wymieszane ptaki z północnej i południowo-zachodniej Syberii ruszają już razem w kierunku Morza Białego i półwyspu Kola, a potem docierają do Półwyspu Skandynawskiego. Następnie omijają Bałtyk. Jedne lecą wzdłuż jego południowych, a inne północnych brzegów dalej na zachód, w kierunku Holandii i północnych Niemiec, gdzie są główne zimowiska takich syberyjskich gatunków jak gęś zbożowa i białoczelna. - Być może właśnie tą drogą wirus może trafić do północnej i zachodniej Europy, w tym do nas - mówi dr. Chylarecki. - Głównym nośnikiem mogłyby być obydwa gatunki gęsi i różne gatunki kaczek. Głównie dlatego, że nocują one i żerują w bardzo dużych stadach. W Parku Narodowym Ujście Warty, który jest ważnym miejscem przystankowym i zimowania, może przebywać nawet kilkadziesiąt tysięcy gęsi, a w szczycie przelotu nawet do 200 tys.! Jak na razie, na szczęście, nie znaleziono tam śladów niebezpiecznej choroby.

Wirus groźniejszy dla drobiu

Szybkość, z jaką leci gęś, to około 60 km/godz. Zakładając, że po drodze gęsi zatrzymują się w takich miejscach jak Bagna Biebrzańskie albo dolina Narwi, to przelecenie od wschodnich granic Polski do znajdującego się na zachodniej granicy Parku Ujście Warty, czyli dystansu około 700 km, powinno im zajmować od pół do całej doby. Wirus ptasiej grypy może więc podróżować dość szybko. Naukowcy nie wiedzą wciąż, jak to się dzieje, że ptasia grypa, która zabija masowo domowe kury i kaczki, rzadko dziesiątkuje dzikie ptaki. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, ptaki wodno-błotne są zapewne naturalnym rezerwuarem wirusów ptasiej grypy typu A, i to od wieków. Wiadomo też, że przenoszą wirusy podtypów H5 i H7, ale zwykle w mniej zjadliwej formie. Być może bardziej niebezpieczna mutacja powstaje dopiero wtedy, gdy zostanie zarażony drób. Być może jest też tak, że żyjące od dawna z ptasią grypą dzikie ptaki są nieco bardziej odporne na jej działanie niż ptactwo domowe. To wszystko jednak przypuszczenia. Nie wiadomo też, czy ogniska wirusa odkryte w Rumunii i Turcji nie spowodują, że choroba dotrze do nas nie teraz - jesienią - lecz dopiero na wiosnę (w Turcji i na Bałkanach na szlaki ptaków lecących na Syberię nakładają się drogi wędrówek ptaków wracających z Azji i Afryki w nasz rejon Europy). - Nie sądzę, aby do tego doszło - mówi dr Chylarecki. - Po pierwsze - do tego czasu ogniska choroby zapewne wygasną, po drugie - jesienna wędrówka trwa znacznie dłużej niż wiosenna, gdy ptaki spieszą się do swoich miejsc lęgowych. No i wreszcie jesienią wędruje znacznie więcej ptaków niż wiosną. Jesienią leci bowiem cała masa młodych osobników, wśród których śmiertelność jest bardzo duża i które nie przetrwają pierwszego roku życia. Prawdopodobnie przywleczenia wirusa należy się więc spodziewać jesienią. Mamy przed sobą jeszcze szczyt przelotów gęsi. Sporo zależy też od tego, jaka będzie zima. Jeśli mroźna, gęsi będą lecieć bardziej na zachód, jeżeli natomiast łagodna, cofną się na wschód, czyli do nas - dodaje Chylarecki.