Zadzieranie spódnicy

?Wagina. Kobieca seksualność w historii kultury? Catherine Blackledge to szansa na zobaczenie historii, biologii i kultury z innej od obowiązującej w męskiej nauce perspektywy


Przedstawicielom "poważnej" nauki raczej się ta książka nie spodoba. Co to za temat na rozprawę - "wagina w historii kultury"? I jak można zestawiać figurki z paleolitu z Herodotem, pisma Ojców Kościoła ze świętymi księgami hinduizmu, a mity afrykańskie z podręcznikami medycyny? Wreszcie grzech największy - brak dystansu. Autorka chce się przyczynić do "waginalnej rewolucji". Jest zaledwie popularyzatorką nauki, ale zanalizowała imponującą ilość materiałów źródłowych. Na polskim rynku zdominowanym "obiektywną" męską nauką daje nową perspektywę w mówieniu o biologii i kulturze. Nie da się ukryć - feministyczną.



Blackledge szuka takich miejsc w rozległej historii kultury, gdzie kobiecość łączona była z mocą i płodnością. Ujawnia je, odkrywa, kataloguje. Gromadzi ślady kultu waginy zniszczonego przez chrześcijaństwo, odnajduje je w systemach wierzeń Indii, Chin, Japonii i prehistorii Europy. Pisze "prawdziwą historię waginy", na którą składają się nie ból, cierpienie i słabość, ale "duma, przyjemność i cud stworzenia".

Wiarę, że nagi srom ma moc odpędzania diabłów i złych duchów, znajduje w misteriach eleuzyjskich ku czci Demeter i egipskich świętach dla bogini Bastet. Bogini Hator, obnażając się, uspokoiła rozsierdzonego ojca boga Ra, a katalońskie żony rybaków rozbierały się wobec morza, by je uspokoić. Obnażona wagina miała moc ochronną i życiodajną od paleolitu (sztuka tego okresu niemal całkowicie ignorowała mężczyzn, głównie dlatego, że nie rozumiano ich roli w rozmnażaniu) aż po średniowiecze. W zamkach i kościołach Francji, Anglii (m.in. w kościele św. Michała w Oksfordzie), Walii i Irlandii jeszcze w XII w. umieszczano płaskorzeźby obnażających się kobiet. Wierzono, że te wizerunki wzmagały płodność, dlatego ich sromy są wytarte od dotykania przez pragnące potomstwa kobiety.

Blackledge polemizuje nie tylko z mroczną wizją kobiecej seksualności (puszka Pandory, vagina dentata zamieszkana przez smoki i węże, mizoginiczne pisma Ojców Kościoła) utrwalonej w literaturze, teologii czy sztuce. Połowę książki poświęca opisowi czysto biologicznych funkcji narządów kobiecych i ewolucji języka medycznego. Zmiana jest wyraźna - przekonanie o czysto biernej funkcji kobiecej w procesie rozmnażania zastępuje teoria "aktywnego naczynia" opisująca różne sposoby sortowania nasienia, jak jajowodowy tor przeszkód służący eliminacji słabszych plemników.

Pisząc o historii łechtaczki, przytacza przerażające przykłady praktyk okaleczania kobiet stosowanych całkiem niedawno w centrum Europy. W XIX w. karierę zrobił brytyjski chirurg Isaac Baker Brown z Londyńskiego Domu Chirurgicznego dla Dam i Pań Szacownych Cierpiących na Uleczalne Przypadłości Chirurgiczne, który zalecał usunięcie łechtaczki jako lekarstwo na brak wstrzemięźliwości, krwotoki maciczne, histerię oraz "manię masturbacyjną". A amerykański król płatków śniadaniowych J.H. Kellog zalecał na masturbacje polewanie łechtaczki kwasem karbolowym.

Równie ciekawa jest historia błony dziewiczej (w Japonii wciąż popularne są operacje przywracania hymenu) czy kobiecego orgazmu, w USA pod koniec XIX w. zalecanego w postaci masażu pochwy. Pokaźne dochody z tej terapii lekarzom i położnym odebrało wynalezienie wibratora - był to, jak pisze Blackledge, piąty sprzęt gospodarstwa domowego (sic!) zasilany prądem, po maszynie do szycia, wentylatorze, czajniku i tosterze.

W "Waginie" najbardziej szokujące są wtręty osobiste. "Upojna woń pochwy to mój najgłębszy, najprawdziwszy zapach. Zapach mojej płodności, dojrzałości seksualnej i rozkoszy" - wyznaje Blackledge. Obnaża się jak jej paleolityczne bohaterki. Tym aktem zadarcia spódnicy chce odróżnić się od męskich tekstów: kobiety piszą inaczej, sobą, ciałem, nie aseksualnym intelektem. I, oczywiście, przepędzić patriarchalne demony rozpanoszone w księgarniach i bibliotekach.

Catherine Blackledge "Wagina. Kobieca seksualność w historii kultury", przeł. Katarzyna Bartuzi, Prószyński i S-ka, Warszawa