Zespół U2 zagrał w Chorzowie

To było największe muzyczne wydarzenie tego roku w Polsce. Na Stadionie Śląskim bawiło się wczoraj 60 tysięcy fanów irlandzkiej grupy U2, która w ramach swojego światowego tournée promującego najnowszą płytę ?How To Dismantle An Atomic Bomb? zagrała jedyny koncert w naszym kraju. Najbardziej zagorzali fani U2 przyjechali do Chorzowa już w poniedziałek i czekali pod stadionem całą noc
Zobacz galerię zdjęć z koncertu

Zespół zagrał swoje największe przeboje z całej ponad 20-letniej kariery, m.in. inspirowany wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce utwór "New Year's Day". Kiedy zabrzmiały pierwsze akordy tej piosenki, fani na płycie stadionu podnieśli w górę czerwone chusty, a ci na trybunach - białe. Powstała wielka biało-czerwona falująca flaga. Efekt był niesamowity

Na tym stadionie bywało już więcej ludzi (mecze piłkarskie w latach 50. i 60. gromadziły ponad 100 tysięcy osób), ale z pewnością jeszcze nigdy nie było tu tylu fanów rocka. 60 tysięcy widzów z Polski i z zagranicy (to jedyny koncert w tej części Europy, najbliższe w Berlinie i Wiedniu) przybywało wczoraj na Stadion Śląski już od samego rana - mimo że bramy otwarto dopiero o godz. 15.

Od początku wiadomo było, że to będzie wielkie wydarzenie. Od warszawskiego koncertu irlandzkiej grupy (który zgromadził podobną liczbę fanów) minęło osiem lat, w tym czasie zespół stał się jeszcze bardziej popularny. Trudno w to uwierzyć, bo miano jednej z najważniejszych grup rockowych na świecie czterej Irlandczycy zyskali już w latach 80.

Na wieść o koncercie w Chorzowie Polaków ogarnęła istna histeria. Po raz pierwszy wprowadzony na tak dużą skalę elektroniczny system dystrybucji biletów sprawił, że w pierwszy dzień sprzedaży oficjalnie ogłoszono, że połowy biletów już nie ma. Podana później przez organizatora informacja o 60 tys. biletów sprzedanych w ciągu jednego tygodnia okazała się wprawdzie przesadą (nawet wczoraj można jeszcze było kupić pojedyncze sztuki), ale nie zmienia to tego, że jeszcze nigdy w naszym kraju tak dużej liczby biletów nie sprzedano w tak krótkim czasie.

Wokalista Bono, gitarzysta The Edge, basista Adam Clayton i perkusista Larry Mullen Jr. przyjechali do nas na jeden z 32 koncertów w ramach europejskiej części światowej trasy Vertigo Tour 2005 (razem ok. 100 koncertów w tym roku). Promują podczas niej swój ostatni album "How To Dismantle An Atomic Bomb", który kupiło już ponad 10 milionów fanów.

Trzy dni wcześniej w pięknym stylu otworzyli wielki koncert charytatywny Live 8 w Londynie, tego samego wieczoru polecieli do Wiednia i zagrali tam już własny, pełnowymiarowy show.

Oglądany z góry stadion robił ogromne wrażenie. Głośniki pomalowane były w znane z okładki ostatniej płyty czerwono-czarne barwy. Nad nimi wielkie telebimy. Na płycie ustawiono specjalne kolumny skierowane na trybuny, by wszyscy zebrani na stadionie mogli tak samo odbierać muzykę.

Olbrzymia scena, w jej centrum zestaw perkusyjny. W obie strony dwa wybiegi - całość tworzyła kształt wielkich słuchawek. W ich środku grupa szczęśliwców, którzy mają swoich idoli na wyciągnięcie ręki. Publiczność bardzo kolorowa i zróżnicowana, w różnym wieku. Prócz głosów polskich słychać Czechów, Słowaków, Węgrów, Niemców i Rosjan. Wielu ustawiało się w kolejkach pod kioskami z gadżetami, gdzie można było kupić oryginalne koszulki U2 (cena od 100 do 420 zł!).

Zgodnie z zapowiedziami o godzinie 18.30 na scenę wszedł brytyjski kwartet The Magic Numbers. Pierwszą płytę wydali kilka tygodni temu i poza rodzimą Anglią, gdzie robią dużą karierę, mało kto ich zna. W Polsce ich album słyszało pewnie kilkaset osób. Mimo to łagodna, folkrockowa muzyka w hipisowskim stylu rozkołysała publiczność. Pokazała też, czego możemy się spodziewać, jeśli chodzi o moc nagłośnienia. To był naprawdę głośny wieczór! W czasie występu pierwszego zespołu zaczął padać deszcz. Wszyscy szybko ubrali się w kurtki przeciwdeszczowe i płyta stadionu zrobiła się kolorowa jak tęcza.

Jako drugi support zagrała amerykańska grupa The Killers. Po jakimś czasie deszcz wygonił The Killers ze sceny. Potem lało jeszcze dobre pół godziny, ale gdy na scenę weszli U2 z nieba nie spadła ani jedna kropla. Była godzina 21.10.

Już pierwsze dźwięki porwały wszystkich do zabawy i wspólnego śpiewania razem z Bono refrenu przebojowego "Vertigo". Podzielony obraz na dwóch wielkich telebimach pokazywał całą czwórkę muzyków - widzieli ich nawet fani siedzący w najdalszych sektorach. Zaraz po "Vertigo" zagrali "I Will Follow" i "Electric Co." z pierwszej płyty. Gdy potem Bono zaczął skandować "Elevation", stało się jasne, że tego wieczoru słuchać będziemy zarówno najnowszych hitów, jak i starego, klasycznego U2.

Świetny dźwięk, zapierające dech w piersiach światła. Wielki, rewelacyjny show. Gdy zaczęli grać słynny, inspirowany wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego "New Year's Day", fani na płycie stadionu podnieśli w górę czerwone chusty, a ci na trybunach rzeczy białe. Powstała wielka biało-czerwona falująca flaga. Efekt był niesamowity. Docenił go też Bono, zakładając czerwoną kamizelkę i nisko kłaniając się w podziękowaniu za ten jedyny w swoim rodzaju happening. Potem zagrali kolejne wielkie przeboje - "Beautiful Day" i "I Still Haven't Found What I'm Looking For".