51. Biennale Sztuki w Wenecji: Guerilla kobiet

Sztuka dzisiejsza mówi o wyobcowaniu. Jej temat to emigrant, obcy i kobieta. Jej język to fotografia, plakat i wideo.
Po raz pierwszy w historii Biennale weneckiego poprowadziły je kobiety. Dwie hiszpańskie kuratorki Maria de Corral i Rosa Martinez są dyrektorami całości. W największej imprezie niemieckiej - wystawie Documenta - przełom feministyczny nastąpił już w 1997 r., kiedy poprowadziła je Francuzka Catherine David. Weneckie biennale - najstarsza, najsłynniejsza i wzorcowa dla wszystkich wystawa międzynarodowa - zdążyła na ten przełom dopiero teraz.

To, że nad jej organizacją czuwa umysł kobiety, widać było od wejścia: wyremontowano toalety, za darmo rozdawano wodę, nie było wielogodzinnych kolejek po prasowe wejściówki. Wernisaż biennale przestał być groźną dżunglą, gdzie zwycięża najsilniejszy.

Guerylice

Kobieca rewolucja dokonała się nie tylko na poziomie infrastruktury. W pierwszej sali weneckiego Arsenału spod sufitu zwiesza się gigantyczny żyrandol z tamponów OB zrobiony przez portugalską artystkę Joanę Vasconcelos. Ze ścian krzyczą wielkie plakaty amerykańskiego kolektywu feministycznego Guerrilla Girls. Performerki i artystki sfotografowały się jak zwykle w maskach gorylich i wydrukowały rezultaty swych badań - czyli "przekopania się przez 110 lat brudów biennale". Oto wyniki: w 1895 r. wśród artystów biennale było 2,4 proc. kobiet, do roku 1995 ich udział wzrósł tylko do 9 proc. Kuratorki tegorocznego pokazu - informują na plakacie Guerylice - na konferencji prasowej zostały przedstawione protekcjonalnie jako "hiszpańskie dziewczyny".

Grupa Guerrilla Girls wskazuje także na śladową obecność na wystawach artystów z krajów afrykańskich. To m.in. dzięki nim biennale po raz pierwszy otwarcie przyznaje się do tego, że jest w rękach białego patriarchatu. Ale to nie jest pokaz ostrej walki politycznej, dzisiejszego konfliktu i dzisiejszych upokorzeń. W dniu, w którym dla publiczności otwierano biennale, we Włoszech zaczęło się referendum na temat sztucznego zapłodnienia. O tym nie było mowy. Biennale zaprezentowało feminizm w postaci nieco już przestarzałej (Grupa Guerrilla Girls powstała w 1985 r.), feminizm matek, nie córek - słyszało się w kuluarach.

Feminizm i asymilacja

Obok pawilonów narodowych na Biennale są wystawy tematyczne. W tym roku młodszej kuratorce - Rosie Martinez - przypadła wystawa w Arsenale, starsza Maria de Corral urządziła swoją w Pawilonie Włoskim. Te wystawy różnią się od siebie jak ogień i woda.

Ogień to Rosa Martinez. Zaczęła od Guerrilla Girls i poprowadziła temat feminizmu dalej - wystawę kończy świetny film Hiszpanki Pilar Albarracin pt "Viva Espana", w którym po ulicach Madrytu kobieta odziana w żółty płaszcz ucieka przed osaczającą ją męską orkiestrą dętą. Osaczona w stereotypie? Ten problem pokazuje też w krótkich filmach Regina Jose Galindo (ur. 1974) z Gwatemali nagrodzona Złotym Lwem dla młodego artysty. Jeden z jej filmów dokumentuje operację zaszywania błony dziewiczej.

Drugim wielkim tematem tej wystawy jest obcy, emigrant, przybysz, uciekinier. Na filmie spółki Jennifer Allora & Guillelmo Calzadilla (ona urodziła się w USA, on na Kubie) pokazany jest brawurowy wyczyn faceta, który ucieka z Kuby na motorówce zrobionej ze stołu. Oleg Kulik pokazuje film z etnograficznej wyprawy na pustynię Gobi. Świat składa się z obcych. Wartości kultury Zachodu, jej myślenie, jej ład, jej hierarchie nie są jedynymi, więcej - zostają podważone.

Wspaniałą pracę przygotował Rem Koolhaas, wybitny holenderski architekt. Na ok. 20 planszach pokazał szalony rozwój muzeum zachodniego - muzea są coraz większe, coraz nowocześniejsze, coraz drożej kosztują. Porównał to z Ermitażem - najwspanialszym muzeum Petersburga. Bo Ermitaż nie zmienia się od lat, w oknach wiszą staroświeckie firanki, na stołach stoją niepodpisane eksponaty. Po co ten zachodni pościg? Czy to pomaga sztuce - pyta Koolhaas i zasiewa wątpliwość co do tego, czy wzorzec zachodni jest najlepszy.

Muzeum klasyczne

Wystawa w Arsenale ma swoje świetne punkty. Kilka prac na pewno zostanie widzowi w pamięci - jak obłędnie zabawna instalacja grupy rosyjskiej "Niebieskie nosy" czy zapisane na wideo perwersyjne występy brytyjskiego performera i projektanta ubrań Leigh Bowery'ego.

Gorzej jest w Pawilonie Włoskim. Na wystawie Marii de Corral zatytułowanej patetycznie "Doświadczenie sztuki" jest więcej wielkich nazwisk - Jenny Holzer, Bruce Nauman, Barbara Kruger, Thomas Ruff, Francis Bacon - ale mniej sensu. Wystawa jest próbą przywrócenia sztuce tematu już od dawna z niej wypartego: problemu człowieka, jego miejsca w historii i w świecie. To próba przypomnienia, że sztuka może być humanistyczna. Dlatego znalazł się tu Bacon, pokazano portrety zmarłych kobiet na obrazach Holenderki Marlene Dumas. Dlatego w centralnej sali pawilonu pokazano fotografie Thomasa Ruffa o za małej rozdzielczości, na których pod zmętniałą warstwą pikseli rozpoznajemy obrazy współczesnej wojny i przemocy (m.in. dymiące wieże 11 września).

To wspaniałe prace. Tylko że nie da się dziś na siłę przywrócić sztuce jej wysokiego miejsca w systemie wartości. Ona już je straciła, jest tylko jednym z języków, nie aspiruje do moralnej władzy, nie ma posłannictwa. Nie da się już wrócić ani do lat 30. ani do 50.

51. Biennale Sztuki w Wenecji, "The Experience of Art", kuratorka Maria de Corral, "Always a Little Further", kuratorka Rosa Martinez. Obie wystawy oraz pokazy w pawilonach narodowych do 6 listopada. Bilet jednodniowy 15 euro