Rosja powie: nie chcecie, to nie przyjeżdżajcie - mówi rosyjski ekspert

Dla ?Gazety":
- Jak Rosja zareaguje na odmowę prezydentów Estonii i Litwy, a być może w końcu też i Łotwy uczestnictwa w obchodach 60. rocznicy zwycięstwa nad Niemcami w Moskwie? Rosja już potępiła prezydenta Łotwy Vairy Vike Freibergi, która przypomniała, że zakończenie wojny przyniosło jej krajowi początek nowej okupacji. Nasz MSZ próbował też przekonać naszych bałtyckich i polskich sąsiadów, że porozumienie w Jałcie przyniosło ich krajom rozkwit demokracji, wolność, rozwój itd. W sumie - jak to się mówi w Rosji - Moskwa machała pięściami jeszcze przed awanturą. Teraz na pewno zareaguje o wiele spokojniej. Usłyszymy coś w stylu: "Jak nie chcą, to niech nie przyjeżdżają". Ale ani głośno, ani długo powtarzać tego u nas nie będą, bo ciągłe przypominanie o tym, że Estończycy, Litwini i Łotysze inaczej oceniają nasze wielkie zwycięstwo niż my, mogłoby już tylko psuć podniosły nastrój wielkiego święta, które jest dla Moskwy tak ważne.

10 maja, dzień po obchodach rocznicy w Moskwie, miał być podpisany rosyjsko-estoński układ o ostatecznym zatwierdzeniu granicy między naszymi krajami. Ale skoro prezydenta Estonii nie będzie w Rosji, to nie będzie z kim tego porozumienia podpisywać. I sprawa, na której załatwieniu tak bardzo zależy Tallinowi, zostanie przez Moskwę odłożona na nieokreśloną przyszłość.