Polska powinna w Moskwie mówić w imieniu Litwy i Estonii - uważa Bartłomiej Sienkiewicz

Polski prezydent powinien pojechać na obchody Dnia Zwycięstwa do Moskwy. Jego nieobecność postawiłaby bowiem Polskę w złej pozycji w boju o pamięć o II wojnie światowej, który prowadzą obecnie Rosjanie. W Rosji coraz częściej pisze się i mówi o dwuznacznej roli Polaków w czasie II wojny światowej - m.in. o Armii Krajowej jako o bandytach. Nasza nieobecność dałaby poręczny argument przeciw Polakom.

Jednak Polska powinna w Moskwie mówić w imieniu nieobecnych [Litwy i Estonii - red.], bo ich racja jest również naszą racją. Gospodarze moskiewskich obchodów nie dają polskiemu prezydentowi okazji, żeby powiedział o polskim spojrzeniu na historię II wojny światowej. Będzie on tylko jedną z wielu osób na trybunie. Ale mógłby on zwołać w Moskwie konferencję prasową i tam wyrazić nasz punkt widzenia m.in. na konferencję jałtańską. Można by też wcześniej opracować wspólną deklarację Polski i państw nadbałtyckich i przedstawić ją w Moskwie.