WHO ostrzega przed pandemią ptasiej grypy

Powinniśmy natychmiast zacząć gromadzić zapasy szczepionki przeciw ptasiej grypie. Gdy zacznie się pandemia, nie będzie na to czasu - alarmuje Światowa Organizacja Zdrowia
Jeszcze w tym miesiącu WHO opublikuje specjalny raport, w którym zwraca się do rządów poszczególnych państw, aby rozważyły zgromadzenie zapasów szczepionki przeciw ptasiej grypie. Powodem jest coraz większe zaniepokojenie ekspertów możliwością wybuchu ogólnoświatowej epidemii. Gdyby do tego doszło mogłoby nie starczyć czasu na wyprodukowanie wystarczającej ilości dawek.

Zachoruje co trzeci człowiek

- Zdaliśmy sobie sprawę, że jeszcze przez co najmniej kilka lat nie uda się wyeliminować wirusa H5N1 atakującego drób w Azji Południowo-Wschodniej i odpowiedzialnego za ostatnią epidemię. To z kolei sprawia, że ryzyko wybuchu pandemii jest znacznie większe, niż przypuszczano jeszcze niedawno - powiedział tygodnikowi "New Scientist" Klaus Stohr, który w WHO odpowiada za monitorowanie ptasiej grypy.

To właśnie Stohr w listopadzie ubiegłego roku ostrzegał podczas międzynarodowej konferencji w Bangkoku, że jeżeli wirus H5N1 zmutuje w taki sposób, że będzie mógł się przenosić z człowieka na człowieka, atak zarazka może zagrozić nawet co trzeciemu mieszkańcowi Ziemi. - Choroba dotrze do każdego kraju, nikogo nie oszczędzi, a liczba ofiar śmiertelnych może sięgnąć nawet siedmiu milionów - alarmował wtedy Stohr.

Niektóre rządy potraktowały te ostrzeżenia bardzo serio. Stany Zjednoczone zamówiły już w koncernach farmaceutycznych 4 mln dawek szczepionki przeciw H5N1. Również władze Francji i Włoch podczas spotkania w kwaterze głównej WHO w Genewie trzy tygodnie temu zdecydowały się zgromadzić po 2 mln dawek.

Dla kogo szczepionka?

Problem w tym, że na świecie żyje ok. 6 mld ludzi i dla większości z nich powyższe działania nie mają praktycznie żadnego znaczenia. - Te zamówienia to opcja jedynie dla najbogatszych państw i w dodatku dla niewielkiego tylko odsetka ich mieszkańców. W skali globalnej to nic nie zmieni - podsumowuje Stohr.

Dotychczas WHO stała na stanowisku, że szczepionki nie powinno się produkować, dopóki nie zacznie się epidemia i kiedy będzie już dokładnie wiadomo, jaki wirus ją wywołał. - Rzeczywiście, normalnie nie miałoby wielkiego sensu magazynowanie zapasów szczepionki, ponieważ nie wiemy, czy ewentualna pandemia byłaby spowodowana przez wirus typu H5 czy np. H7 lub H9 - przyznaje Stohr. Jednak kłopoty z powstrzymaniem w Azji rozprzestrzeniającego się wśród ptactwa wirusa H5N1 (140 mln sztuk drobiu zmarło lub zostało zabitych) oraz doniesienia o wciąż nowych zachorowaniach wśród ludzi (w sumie od początku epidemii zanotowano 55 zakażeń i 42 zgony) zmusiła specjalistów do rewizji tych poglądów.

Ponadto, ostatnie badania pokazały, że nawet jeżeli taka szczepionka nie będzie idealnie wymierzona w wirusa wywołującego epidemię, to i tak może zapewnić ludziom pewną ochronę. Dowiodły tego m.in. niedawne eksperymenty na zwierzętach przeprowadzone przez lekarzy ze Szpitala Dziecięcego św. Judy w Memphis (USA), którzy badali skuteczność szczepionki wymierzonej przeciw podobnemu, choć nie identycznemu z buszującym teraz w Azji wirusem ptasiej grypy. Okazało się, że w przypadku zakażenia H5N1 wprawdzie nie uchroni ona przed zachorowaniem, ale znacznie zmniejszy ryzyko zgonu.

Kto zapłaci za testy?

Oczywiście, podjęcie decyzji o zgromadzeniu zapasów szczepionki przeciwko H5N1 to dopiero początek. Przede wszystkim trzeba ją wyprodukować. I tu pojawiają się problemy logistyczne - w tej chwili jesteśmy w pełni sezonu aktywności tradycyjnej grypy i firmy produkują pełną parą szczepionki przeciwko niej. Przestawienie się na inne zamówienie nie jest łatwe i wymaga czasu.

Czasu potrzeba też na przetestowanie nowego preparatu. Trzeba sprawdzić, czy jest on bezpieczny dla ludzi i czy w ogóle zapewnia jakąkolwiek ochronę. Badania kliniczne szczepionki (opracowanej przy użyciu wirusa krążącego obecnie w Azji) mają się wkrótce rozpocząć w USA, a następnie w Japonii, Kanadzie i Australii. Władze tych państw już zapowiedziały, że pokryją wszystkie koszty badań. Co ciekawe, rządy krajów UE na razie odmówiły finansowania podobnych programów, choć - wszystko na to wskazuje - większość szczepionek przeciw wirusowi H5N1 zostanie wyprodukowana w firmach europejskich.

Nie brak głosów sprzeciwu wobec propozycji WHO. Albert Osterhaus, holenderski ekspert z Erasmus University w Rotterdamie, uważa np., że zamiast wydawać pieniądze na szczepionki, lepiej byłoby przeznaczyć je na zgromadzenie większych ilości leków przeciwwirusowych (tak jak to długo zalecała WHO). Problem w tym, że - jak zauważają inni specjaliści - wyprodukowanie dużych ilości tych leków byłoby jeszcze trudniejsze niż w przypadku szczepionki, a ponadto nie ma gwarancji, że znane obecnie środki powstrzymałyby ewentualną inwazję wirusa wywołującego pandemię.

Więcej o: