Kieres przeprasza za listę

- Staję przed państwem w poczuciu winy - mówił wczoraj w Sejmie szef IPN prof. Leon Kieres, przepraszając wszystkich, którzy maja kłopoty, bo znaleźli się na liście nazwisk wyniesionej z Instytutu.
Było to pierwsze od czasu wycieku z IPN listy 162 tys. nazwisk tak zdecydowane wystąpienie Kieresa. Prezes przyznał, że wyniesienie listy jest dla niego wielkim ciosem. - Przepraszam za to, że Instytut został wykorzystany do stworzenia sytuacji dla wielu uczciwych ludzi bardzo niewygodnych, dramatycznych. Wyciek z IPN doprowadził do tego, że wszystkie te osoby stały się dzięki złej woli niektórych osobami, które cierpią - mówił Kieres.

Mimo przeprosin prezesa Instytut ostro skrytykowała Ewa Kulesza, generalny inspektor ochrony danych osobowych. Jej zdaniem IPN wielokrotnie złamał ustawę o ochronie danych. Ujawniła, że dopiero 4 stycznia, już po wycieku, w komputerach IPN wprowadzono zabezpieczenia przed nieuprawnionym skopiowaniem i zmianami listy. Gdy mówiła, na twarzy Kieresa widać było rosnące napięcie.

W poselskiej debacie pierwszy przemówił Bronisław Cieślak (SLD): - Sojusz nie czuje się w tej awanturze stroną. Na masową skalę werbowano donosicieli w kręgach dawnej opozycji. Ostrze lustracyjno-teczkowej siekiery obraca się między dawnymi kolegami - mówił Cieślak, który wiele razy przybierał kpiący ton. - Teczki, antygrzybiczne maseczki i rękawiczki służą rozpoznawaniu rzeczywistości - mówił.

Spotkało się to z natychmiastową repliką Jana Rokity (PO): - SLD, mówiąc językiem szyderstwa o sprawie polskiej pamięci, wyłączył się z debaty o pamięci narodowej. Traktujecie pamięć polską jako swojego głównego politycznego wroga. Uważacie, że jak Polacy będą pamiętać, kto był katem, a kto ofiarą, to będziecie przegrywać wybory. Gdyby Polacy mieli precyzyjną pamięć o najnowszej historii, was by tu nie było - zwracał się Rokita w stronę ław SLD.

Dla Jarosława Kaczyńskiego (PiS) upublicznienie listy jest "początkiem nowej polskiej moralnej rewolucji": - Pan, panie prezesie, nie ma powodu się z niczego tłumaczyć. Pan powinien być dumny - mówił Kaczyński do Kieresa. Zarzuty pod adresem IPN nazwał atakiem "układu, który tak bardzo zniszczył trzecią RP, że dzisiaj trzeba się domagać czwartej".

Eugeniusz Kłopotek (PSL) nawiązał do Biblii. Przytoczył zdanie z listu św. Pawła do Galatów: "A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, abyście się wzajemnie nie zjedli".

Tomasz Nałęcz (SdPl) stwierdził, że wyniesienie listy "nie jest żadną rewolucją moralną, ale zwykłym świństwem". Andrzej Lepper (Samoobrona) cieszył się z "mocnego uderzenia" wywołanego upublicznieniem listy, a Marek Kotlinowski (LPR) z tego, że "prawda na wierzch wypływa".

Wielu posłów chciało, by IPN opublikował listę na swoich stronach internetowych, bo krążą jej różne wersje. Antoni Macierewicz (RKN) żądał, by Instytut określił przy każdym nazwisku, kto był agentem, a kto kandydatem na agenta. Doszło też do dwóch prób dzikiej lustracji bezpośrednio z trybuny sejmowej - niezrzeszeni posłowie Zbigniew Nowak i Piotr Smolana wymienili nazwiska urzędników, którzy ich zdaniem byli agentami.

Niemal wszystkie kluby zgadzały się co do jednego - błędem Instytutu było wymieszanie na liście funkcjonariuszy, tajnych współpracowników, kandydatów na agentów oraz osób pokrzywdzonych.

Kieres po debacie powtórzył przeprosiny. - Jestem znany z ostrożności, a mimo to nie ustrzegłem IPN przed tą sytuacją. Ewie Kuleszy, zarzucił że postępuje nieuczciwie, oskarżając Instytut jeszcze przed zakończeniem trwającej w archiwach kontroli. Podkreślił, że nie opublikuje listy w internecie ani nie podzieli jej na agentów, kandydatów i funkcjonariuszy. - To by była lustracja bez lustrowania tych osób, bez zbadania archiwów, bez procesu - oświadczył.