Komisja śledcza kontra Kulczyk

Najbogatszy Polak Jan Kulczyk nie stawił się przed komisją śledczą. Jego pełnomocnik twierdzi, że jest w Londynie, w szpitalu. Zaproponował, by komisja przesłuchała go za granicą. Potem zażądał wyłączenia z komisji trzech posłów. Zgody komisji nie było
Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy Jan Kulczyk stawi się na przesłuchanie, czy nie.

Gdy na kwadrans przed godz. 9. do Sejmu przybył jego pełnomocnik, prof. Jan Widacki, znany krakowski adwokat i wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, posłowie ucieszyli się. Myśleli, że Kulczyk przyleciał z leczenia w USA i zdecydował się zeznawać.

Potem pojawiła się pogłoska, że prof. Widacki jest zamiast Kulczyka. Faktycznie kilka minut po godz. 9. prof. Widacki poinformował, że stawił się tylko po to, by odczytać oświadczenie swego klienta.

Co dolega doktorowi?

Zanim prof. Widacki odczytał oświadczenie Kulczyka, komisja sprawdzała, czy jego pełnomocnictwo jest ważne.

Okazało się, że Kulczyk wystawił je 14 października, a wtedy jeszcze komisja nie przegłosowała wezwania go na świadka. Ale prof. Widacki pełnomocnictwo od Kulczyka przyjął dopiero 3 listopada. I to jest data, od której jest ważne.

Druga wątpliwość dotyczyła braku znaczka skarbowego za 15 zł. Prof. Widacki tłumaczył, że ponieważ komisja działa według kodeksu postępowania karnego, a w sprawach karnych znaczków skarbowych się nie wykupuje, o znaczku nie pomyślał.

- Wygląda na to, że chciałem oszukać klienta na 15 zł - żartował w kuluarach - więc już znaczek mam. I domagał się umożliwienia odczytania mu oświadczenia Kulczyka.

Jednak przedtem posłowie chcieli wyjaśnić, czy nieobecność Kulczyka jest usprawiedliwiona.

Wtedy prof. Widacki ujawnił, że Kulczyka w Polsce nie ma, bo jest w Londynie. W drodze ze Stanów do Polski było zaplanowane międzylądowanie w Anglii. Tu Kulczyk gorzej się poczuł i wieczorem w poniedziałek trafił na badania do szpitala. Pełnomocnik okazał posłom faks z tego szpitala. Było to potwierdzenie, iż faktycznie Kulczyk jest tam na badaniach.

Ale eksperci uznali, że faksu nie mogą potraktować jako usprawiedliwienia, gdyż nie ma w nim mowy, o jaką chorobę chodzi.

- Trudno, by było tu wpisane medyczne rozpoznanie, skoro mój klient dopiero udał się na badania. Gdyby wiadomo było, co mu dolega, badania byłyby bezcelowe - tłumaczył prof. Widacki posłom. I znów chciał odczytać oświadczenie.

Znów posłowie zaczęli mnożyć wątpliwości - nie wiadomo, do kiedy Kulczyk będzie chory, czy stawi się na przesłuchanie w prokuraturze.

- Odpowiedzi na te pytania są w oświadczeniu mojego klienta - cierpliwie wyjaśniał prof. Widacki.

W końcu po godzinie udało mu się odczytać siedmiostronicowy tekst (drukujemy go w całości na s. 6).

Jak przesłuchanie, to w Londynie

Kulczyk zażądał przesłuchania w Londynie lub "innym uzgodnionym miejscu za granicą" ze względu na obawy o swoje bezpieczeństwo.

Czuje się zagrożony ze względu na wypowiedzi kilku członków komisji (wiceszefów Zbigniewa Wassermanna i Romana Giertycha) oraz posła Jana Rokity. "Wassermann ostrzegał mnie, iż on na moim miejscu by nie wracał. Rozważał, czy nie można zająć mi majątku - napisał Kulczyk. - Giertych postulował wejście na mój majątek. Rokita sugeruje, że postawienie mi pod byle pozorem zarzutu popełnienia przestępstwa powinno skutkować aresztowaniem mnie".

Te wystąpienia Kulczyk nazwał "obrzydliwym pomówieniem". Zapewniał, że jego majątek pochodzi z legalnych źródeł.

Giertych chciał kwitów na prezydenta?

A potem padło poważne oskarżenie pod adresem Giertycha: "Poseł Giertych spotkał się ze mną kilka tygodni temu, dając do zrozumienia, że nie jestem celem czynności śledczych komisji, a jeśli dostarczę mu informacje kompromitujące urzędującego prezydenta RP - cytuję: ? mogę czuć się bezpiecznie ?. Informacji takich nie dostarczyłem i to kolejna przyczyna poczucia zagrożenia".

Przez salę przeszedł szmer zaskoczenia. Wszystkie oczy zwróciły się ku Giertychowi. Poseł LPR miał niewyraźną minę. Wyraźnie był zdenerwowany.

Widacki czytał dalej. Padały dramatyczne pytania. Czy Polska jest państwem prawa? Czy polityków obowiązuje prawo? Czy ponoszą oni jakąkolwiek odpowiedzialność wypowiedzi? Czy Polak, który nie naruszył prawa, może czuć się bezpiecznie? Kulczyk porównał się do Romana Kluski (byłego właściciela firmy komputerowej Optimus nękanego przez służby skarbowe i prokuraturę). Pytał retorycznie: "Trudno nie zadać sobie pytania, czy to nie przypadek, że najpierw próbowano zniszczyć Kluskę, a teraz przyszła kolej na mnie?".

Gdy prof. Widacki odczytał całe oświadczenie, zaczął się tłumaczyć Giertych: że owszem, spotkał Kulczyka na Jasnej Górze w klasztorze. - Przekazałem mu informacje, że powinien mówić prawdę i że jeżeli ma jakieś dokumenty, to niech przekaże je komisji - przekonywał Giertych. - O prezydencie nie było mowy - zastrzegał.

Komisja ponownie wzywa Kulczyka

Antoni Macierewicz (LPR) skomentował:- Źle się stało, że prof. Widacki wygłosił to oświadczenie. To był rodzaj pseudomanifestu politycznego.

Szef komisji Józef Gruszka (PSL) zarządził przerwę, by się naradzić, czy Kulczyka można ukarać za nieusprawiedliwione niestawienie się przed komisją.

Po godzinie ogłosił, że komisja wzywa Kulczyka na przesłuchanie w Polsce 30 listopada, prosi, by do 16 listopada uzupełnił dokumentację medyczną. A do prokuratury zwraca się z prośbą o zapewnienie Kulczykowi bezpieczeństwa, gdy będzie zeznawać.

Kulczyk został uprzedzony, że jeśli znów nie stawi się i nie przyśle usprawiedliwienia, to ukaże go grzywną (do 3 tys. zł).

Kulczyk chce wyłączyć trzech posłów

Wydawało się, że to koniec. Tymczasem prof. Widacki złożył wniosek o wykluczenie z komisji trzech posłów: Giertycha, Wassermanna i Konstantego Miodowicza. Kulczyk uważa, że nie są wobec niego obiektywni, nie ma więc zaufania do ich bezstronności w komisji.

Kolejna przerwa. Posłowie naradzają się, jak głosować: czy cała trójka jest wyłączona z każdego głosowania, czy wyłączony jest tylko ten poseł, którego akurat głosowany wniosek dotyczy.

Okazało się, że Giertych dzień wcześniej o rozwiązanie tego problemu poprosił ekspertów komisji. - Przewidzieliśmy ten ruch - chwalił się potem dziennikarzom.

Żaden z posłów nie został wykluczony - za pozostaniem Miodowicza w komisji głosowali wszyscy. Przeciw pozostaniu Giertycha w komisji głosowało dwóch posłów SLD, a przeciw Wassermannowi - jeden.



Dlaczego Kulczyk jednak nie stanął przed komisją?

- Doradcy namawiali dr. Kulczyka, by się stawił - mówi "Gazecie" jeden z jego współpracowników - ale w ostatniej chwili sam podjął decyzję, że nie przyleci do Warszawy. Doradcy tłumaczyli mu, że to błąd, że będzie do niego malało zaufanie, a przecież w jego zawodzie zaufanie do majątek. Bez tego trudno mówić o udanych interesach.

Nasz rozmówca opowiada, że w ostatnim czasie Kulczyk dostał wiele listów od biznesmenów zaniepokojonych złą atmosferą wokół niego. - Czy to nie zaszkodzi naszym interesom? - dopytywali.

- Do tej pory mówiło się, że wstyd spotkać się z Ałganowem, a teraz jest taka atmosfera wokół Kulczyka - ocenia współpracownik Kulczyka.