Twórca Megaupload wyszedł za kaucją. Nie może używać internetu i latać helikopterem

Milioner Kim Schmitz, znany jako Kim Dotcom właściciel serwisu wymiany plików Megaupload, wyszedł za kaucją z więzienia. Może wrócić do swojej luksusowej rezydencji pod warunkiem, że nie będzie używał internetu. To nie koniec kłopotów oskarżonego o piractwo internetowe bogacza. Grozi mu ekstradycja z Nowej Zelandii do Stanów Zjednoczonych.
Dotcom został wypuszczony z aresztu za kaucją, bo sąd stwierdził, że nie istnieje ryzyko jego ucieczki - informuje gazeta "New Zealand Herald".

Prokuratura protestowała przeciwko wypuszczeniu Dotcoma, argumentując, że może on próbować uciec z Nowej Zelandii, wykorzystując swój majątek. Według sądu jednak w interesie oskarżonego leży raczej pozostanie w kraju i walka w tamtejszych sądach. Sędzia Nevin Dawson zgodził się więc na zwolnienie milionera pod warunkiem, że nie będzie używał internetu. Dotcom może wrócić do swojej posiadłości, ma jednak zakaz używania stacjonującego w niej helikoptera, nie wolno mu też oddalać się dalej niż 80 kilometrów od domu.

FBI nie odpuści ikonie piractwa?

Założyciel serwisu wymiany plików Megaupload, za pośrednictwem którego można było wymieniać się również nielegalnymi plikami, został wypuszczony jako ostatni - wcześniej za kaucją wyszli także oskarżeni o piractwo współpracownicy Kima: Mathias Ortmann, Bran van der Kolk i Finn Batato. Ale to nie koniec kłopotów Dotcoma. FBI chce jego ekstradycji z Nowej Zelandii do USA, gdzie nie mógłby liczyć na pobłażanie sądów - jest oskarżony m.in. o oszustwa, współpracę przy praniu brudnych pieniędzy, łamanie praw autorskich oraz ułatwianie i nakłanianie do łamania praw autorskich poprzez stronę Megaupload.

Jak działał Megaupload

Stworzony przez Kima serwis działał bardzo prosto. Wystarczyło załadować do niego plik. Tak przechowywane dane mogli ściągać inni użytkownicy. Teoretycznie serwis mógł służyć do wymiany legalnych plików, ale tym, co stanowiło o jego popularności, był ogromny zasób plików z filmami, muzyką czy programami. Najczęściej załadowanymi i udostępnionymi niezgodnie z prawem, czyli po prostu z naruszeniem praw autorskich.

Megaupload miał ponad 50 milionów odsłon dziennie i 150 milionów użytkowników. Na dodatek jego twórcy nie dość, że zmniejszali dochody właścicieli praw autorskich do umieszczonych w serwisie plików, to jeszcze sami na tym zarabiali. Opracowali system ściągania opłat od użytkowników, wynagradzali też tych najaktywniejszych.

Koniec Megaupload. Kim Dotcom w areszcie

Megaupload poległ, bo jego twórcy nie poszli na współpracę z organizacjami i instytucjami zajmującymi się ochroną praw autorskich w internecie. Serwis nie dotrzymywał zobowiązań dotyczących walki z nielegalnymi plikami. Nie zamykał m.in. kont osób udostępniających takie materiały i nie usuwał samych materiałów zakwestionowanych jako nielegalne.

19 stycznia FBI oficjalnie zamknęło serwis. 20 stycznia na wniosek Amerykanów nowozelandzka policja weszła do luksusowej rezydencji Dotcoma. Aresztowano siedem osób odpowiedzialnych za tworzenie i utrzymanie serwisu.

Luksusowe życie pirata: miliony, modelki i maserati

Kim Dotcom to postać nietuzinkowa. Obdarzony potężną posturą Niemiec już jako 19-latek włamał się do sieci telefonicznej w USA. Później skazany został m.in. za handlowanie numerami skradzionych kart kredytowych, paserstwo i wyłudzenia kredytów. Kiedy zarobił miliony, zaprezentował się światu jako ekstrawagancki bogacz. Chełpił się w internecie zdjęciami na tle luksusowych jachtów i prywatnych samolotów, fotografował się z modelkami w bikini. Garaż jego rezydencji zapełnił się 15 modelami mercedesów; kupił też rolls-royce'a i maserati.

Ale Dotcom zainwestował też m.in. w trzy fałszywe paszporty, które znaleziono w jego rezydencji. Nawet to nie przekonało jednak sędziego, że powinien zostać w areszcie.