Alkohol po skandynawsku? Polacy mogą odetchnąć. "Droga do tego daleka"

Alkohol sprzedawany osiem godzin dziennie, tylko na obrzeżach miast i w sklepach prowadzonych przez państwo - takie rozwiązania proponuje Europie Światowa Organizacja Zdrowia. - Wprowadźmy od razu gospodarkę planowaną, bilansującą się między wódką a lokomotywą - żartuje Maciej Grelowski z Business Centre Club. - Ale problem jest - odpowiada dr Grażyna Świątkiewicz i dodaje, że alkohol to nie towar jak każdy inny.
Do restrykcyjnych działań Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) chce jeszcze dołożyć surowe regulacje niemal wykluczające reklamę alkoholu. Do przyjęcia tego skandynawskiego modelu pchają urzędników odpowiedzialnych za zdrowie alarmujące wyniki badań. Każdego roku z powodu nadużywania alkoholu umiera na świecie 2,5 mln ludzi, w tym 320 tys. młodych w wieku 15-29 lat. Cztery procent zgonów na świecie to skutek picia alkoholu. Co gorsza, wskaźniki te rosną w szybkim tempie.

WHO: Alkohol to nasz wróg

WHO przyjęło wytyczne na lata 2012-2020. W dokumencie mówi się o ograniczeniach w obrocie alkoholem, ale WHO ma świadomość, że nie może nikomu nakazać wprowadzenia rekomendowanych rozwiązań w życie. Cel jest jednak wyraźny: ograniczenie szkodliwego spożycia alkoholu i jego niszczących skutków dla życia społecznego.

Z dokumentem zapoznały się prozdrowotne organizacje europejskie, w tym resorty zdrowia poszczególnych państw. Polskie Ministerstwo Zdrowia akceptuje dokument bez zastrzeżeń. - Konsultowaliśmy ten dokument i nie zgłaszaliśmy do niego żadnych uwag. Tym samym uznaliśmy, że wszelkie strategie i działania zmierzające do ograniczenia szkód związanych ze spożyciem alkoholu powinny być rekomendowane do wprowadzenia w państwach europejskich - mówiła na łamach "Dziennika. Gazety

Prawnej" rzecznik resortu zdrowia Agnieszka Gołąbek.



"Obok skandynawskiej jest wrażliwość polska"

Jaka może być droga tego dokumentu, czy ma on szanse wpłynąć na unijne decyzje i czy zwykły Kowalski przyzwyczajony do otwartych przez całą dobę sklepów z alkoholem powinien już się bać?

- Nie jest to sprawa na tyle poważna, żeby w tej chwili załamywać ręce, ale to nie znaczy, że nie należy się tym przejmować. Propozycja rzeczywiście jest - mówi europoseł PO Rafał Trzaskowski, który jest specjalistą od spraw proceduralnych i traktatowych. - Nie dziwię się, że ministerstwa zdrowia różnych państw członkowskich UE popierają tego typu rozwiązania. Jest to jednak tylko ministerstwo zdrowia na poziomie bardzo wstępnych konsultacji, natomiast tego typu projekt musi uzyskać aprobatę całej KE i wtedy będą na pewno szersze konsultacje prowadzone nie tylko z jedną stroną tej debaty.

Według europosła "KE nie jest samobójcą i nie wyjdzie z taką propozycją, a nawet gdyby wyszła, to jest to tylko propozycja, która musi być zatwierdzona przez KE i parlament". Trzaskowski dodaje, że w "Komisji Europejskiej reprezentowane są różne wrażliwości". - Nie tylko ta skandynawska i ta z sekcji zdrowia, ale także z sekcji przemysłu i z państw takich jak choćby Polska czy Francja, gdzie tego typu przepisy nie będą akceptowane. To są restrykcyjne działania, które kompletnie nie przystają do tradycji wielu państw członkowskich - podkreśla europoseł.

Między wódką a... lokomotywą

Propozycja WHO uderzyłaby nie tylko w konsumentów, ale także w ludzi, którzy z produkcji, a przede wszystkim z dystrybucji alkoholu żyją. W jednym z punków dokumentu mówi się bowiem, że alkohol miałby być sprzedawany w sklepach prowadzonych przez państwo.

- To jest totalny absurd, bo z punktu widzenia logiki wolnego rynku każdego rodzaju ograniczenie działa przeciw rynkowi i jest sprzeczne z zasadami zdrowej ekonomii, a także sprzeczne z psychologią konsumenta - ripostuje Maciej Grelowski z Business Centre Club. - Dokładając do tego nasze doświadczenie historyczne, może to zaowocować wyłącznie kolosalnymi stratami dzięki ograniczeniu produkcji i dystrybucji prywatnej, z którymi nasze państwo i tak się boryka dostatecznie dużo.

Według Grelowskiego "należy się dziwić, że takie pomysły za wspólne pieniądze absorbują urzędników Unii". - Nie wiem, czy ma to być pierwszy krok do tego, byśmy byli zdrowsi, czy do tego, by wprowadzić gospodarkę centralnie planowaną, wzajemnie się bilansującą między wódką a lokomotywą - żartuje.

Alkohol nie jest normalnym towarem

Ale czy rzeczywiście jest to dobry temat do żartów? - Oczywiście to jest problematyczne w świecie, gdzie bogiem jest wolny rynek. W którym uważa się, że każdy towar legalnie sprzedawany powinien być tak samo traktowany. Ale przecież alkohol nie jest normalnym towarem. Jest substancją, która powoduje zaburzenia zachowania, jeżeli używa się go w nadmiarze, a także uzależnienie - uważa dr Grażyna Świątkiewicz z Zakładu Badań nad Alkoholizmem i Toksykomaniami w Warszawie.

- Nie sądzę, żeby w Europie udało się wprowadzić drastyczne ograniczenia, bo lobby producentów alkoholu na pewno podniesie ogromny krzyk. Niemniej wydaje mi się, że ten ton, że to jest takie głupie, niepoważne i kojarzące się z byłą epoką, też nie jest w porządku. A problem przecież jest, dlatego że spożycie alkoholu rośnie - zauważa.

Według niej badania prowadzone do tej pory wykazywały, że obniżenie spożycia występuje właśnie wtedy, kiedy zmniejsza się dostępność alkoholu. - Są różne sposoby regulowania tej dostępności. To mogą być godziny otwarcia sklepów, ograniczenie punktów sprzedaży czy ceny alkoholu - tłumaczy naukowiec.

- Owszem, to są trudne sprawy i prohibicja dałaby więcej szkód niż zysków, ale wydaje mi się, że taka wolna amerykanka na rynku alkoholowym to już jest przesada. Przesadą jest to, że można kupić alkohol o każdej porze dnia i nocy po odejściu 50 metrów od swojego mieszkania. Nic by się nie stało, jakby parę przyjęć skończyło się o 1 w nocy, a nie o 4 rano, i być może parę bójek by się nie odbyło. Coś trzeba poświęcić, by zdrowie publiczne było chronione. Udaje się to choćby z papierosami - uważa dr Grażyna Świątkiewicz.

Komentarze (252)
Alkohol po skandynawsku? Polacy mogą odetchnąć. "Droga do tego daleka"
Zaloguj się
  • polopot

    Oceniono 22 razy 22

    Nie ma szans, ani narody Słowiańskie jak i Romańskie się na to nie zgodzą. Poza tym trzeba by było być skończonym kretynem by próbować takie prawo w PL wprowadzić. Żaden polski rząd tego nie przetrwa a prostesty przeciw ACTA będą przy tym wesołym piknikiem.

  • tornson

    Oceniono 23 razy 21

    Jak się nagle gnoje chrzanione na Skandynawię zapatrzyli!
    Dlaczego, palanty, nie odwołujecie się do Skandynawii kiedy mowa o podatkach, równości, służbie zdrowia, czy edukacji?

  • trombozuh

    Oceniono 21 razy 17

    Ciekawe, ile dostał premii urzędnik za wymyślenie tak genialnego projektu? Od razu mam też dalsze propozycje: nakaz noszenia szalika dla dorosłych przy temperaturze -5 stopni. Dzieci już od 0 stopni. Brak szalika - mandat 1000 zł. Dwa razy złapane dziecko bez szalika - od razu zabierane rodzicom i do opieki społecznej. To samo z rękawiczkami. Oczywiście, szalik i rękawiczki muszą mieć unijny atest, poza tym trzeba je mieć przy sobie obowiązkowo od października do marca, nawet gdy jest ciepło, bo a nuż się pogoda załamie i co wtedy? Pamiętajcie - jesteśmy przecież tak naprawdę tylko niewolnikami, unijną siłą roboczą ewentualnie mięsem armatnim. A urzędnicy i politycy mają prawo z nami robić co chcą.

  • onetjestlepszy

    Oceniono 21 razy 15

    O nie! Spróbujcie tylko, każdą rękę wyciągniętą po moje piwo ODETNĘ!

  • dyktator_bolandy

    Oceniono 17 razy 15

    w WHO nie słyszano o polskiej instytucji pn. "meta". W latach 80.były w PRLu podobne obostrzenia (sprzedaz od 13 do 20, sklepy tylko państwowe ) i ludzie chlali na potęgę, bardziej niz dziś.

  • chateaux

    Oceniono 16 razy 14

    Samochody tez nie sa normalnym towaarem, bo co roku tylko na terenie Polski ginie kilkanscie tysiecy ludzi - małe miasteczko. Tak wiec trzeba umozliwic sprzedaz samochodow tylko przez 3 miesiace w roku i tylko od godziny 10 do 14.

  • kinio101

    Oceniono 15 razy 13

    Przypuszczam, że ograniczenie działalności państwowych punktów sprzedaży alkoholu doprowadzi do rozkwitu społecznych punktów sprzedaży alkoholu.

  • dwie_szopy_jackson

    Oceniono 16 razy 12

    Najbardziej idiotycznym sposobem na walke z alkoholizmem jest ograniczenie sprzedazy alkoholu. Powoduje ono jedynie powstawanie jak grzyby po deszczu roznego rodzaju melin gdzie zawsze "po godzinach" bedzie mozna kupic alkohol.
    Czlowiek jak sie ma ochote napic to zawsze znajdzie wyjscie, jak nie melina to kupi sobie na zapas.
    Nie wiem kto wpada na tak idiotyczne pomysly, z pewnoscia ktos zupelnie oderwany od rzeczywistosci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX