Poszukiwana Magda nie żyje. Matka: To był wypadek

Krzysztof Rutkowski w czwartek późnym wieczorem ogłosił, że odnalazł zwłoki poszukiwanej od 24 stycznia półrocznej dziewczynki. We wskazanym przez matkę miejscu nie znaleziono ciała Madzi. Rano policja wznowiła poszukiwania.
Informację o odnalezieniu zwłok przekazał tuż przed północą detektyw Krzysztof Rutkowski, który kilka dni temu zaangażował się w poszukiwania dziecka. Miejsce wskazała 22-letnia matka dziecka.



- Znaleźliśmy ciało. Leżało pod drzewem w pobliżu Czarnej Przemszy, przy ulicy Ceglanej - mówił "Gazecie Wyborczej" Rutkowski.

Z wyjaśnień, jakich udzieliła mu matka wynika, że Madzia zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, do jakiego doszło w domu. - Dziecko miało wypaść matce z rąk i uderzyć głową o próg - mówi detektyw. Kobieta tłumaczyła, że Madzia wypadła jej z rąk, bo kocyk był śliski. Kiedy uderzyła o próg główka dziecka miała być bezwładna, a usta sine. Spanikowana kobieta nie wiedziała co robić, włożyła ciało córki do wózka i pojechała nad rzekę. Postanowiła upozorować porwanie.

Rutkowski mówi, że matka poprosiła go o spotkanie w cztery oczy i do wszystkiego się przyznała. Zdaniem detektywa była w głębokim szoku, nikomu nie powiedziała co się naprawdę stało, nawet ojcu dziecka. Podczas rozmowy płakała.

Policja: we wskazanym miejscu nie ma zwłok dziecka

- Dostaliśmy komunikat, że znaleziono pakunek, co jest w środku nie wiemy. Czekamy na śledczych z Katowic - mówił nam po północy Paweł Warchoł, rzecznik sosnowieckiej policji. Jego zdaniem matka Madzi wyznała prawdę Rutkowskiemu, bo nie mogła już znieść napięcia i emocji, jakie wywołała ta sprawa.

Matka dziewczynki trafiła na komendę, miała być przesłuchiwana, ale nie pozwala na to jej stan psychiczny. Policji przyznała, że zostawiła dziecko nad Czarną Przemszą.

Tuż przed godz. 2 w nocy Adam Jachimczak z biura prasowego śląskiej policji ogłosił: we wskazanym przez matkę i detektywa Rutkowskiego miejscu nie ma zwłok dziecka. Pakunek - jak poinformował podkomisarz Paweł Warchoł z sosnowieckiej policji - okazał się zwiniętą kurtką.

W nocy rozpoczęto przeszukiwanie terenu, ale na noc je przerwano. - Policyjny pies nie podjął tropu. Teren został ogrodzony, jest pilnowany. Jak tylko zrobi się wystarczająco jasno, czyli około godz. 8-9 ruszą dalsze poszukiwania zwłok - mówi Jachimczak. Dodaje, że policjanci mają nadzieję że stan matki Magdy będzie na tyle dobry, że będzie ją można przesłuchać. - Być może będzie w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie zostawiła dziecko - mówi.

Ojciec Magdy został już przesłuchany. Policja, ze względy na dobro śledztwa, nie informuje o przebiegu przesłuchania.

Policja szuka ciała

Od godz. 8 rano 30 policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji i z Sosnowca przeszukuje teren. Przed godz. 12 policjanci opuścili przeszukiwany rejon. Wejdzie tam pies tropiący ślady.

Trwa przeszukiwanie terenu wzdłuż rzeki. - Nic jeszcze nie znaleźliśmy. Czekamy też na specjalistyczny sprzęt. Chodzi o georadar, dzięki któremu można sprawdzić czy ziemia była ostatnio rozkopywana - mówi nadkomisarz Andrzej Świeboda, z biura prasowego śląskiej policji.

- Matka znajduje się w komendzie wojewódzkiej policji. Jest zatrzymana. W tej chwili jest bowiem podejrzewana o dokonanie czynu, do którego miała się przyznać detektywowi Rutkowskiemu. Musimy to jednak zweryfikować - mówi Andrzej Świeboda z biura prasowego śląskiej policji

Świeboda nie chciał komentować uwag Rutkowskiego, który już wczoraj nocy krytykował działania policji. Wytknął jej m.in. że gdyby sprawdziła do których stacji telefonii komórkowej logował się jej aparat, to wiedzieliby że Katarzyna była na ul. Ceglanej.

Policjanci nie dysponują w tej chwili żadnymi dowodami, które potwierdzałyby wersję matki, mówiącą o ukryciu przez nią zwłok dziecka. Trwają oględziny i dokładne przeczesywanie terenu wskazanego przez kobietę. - Nadal nie wykluczamy żadnej z wersji zdarzeń, które były przez śledczych sprawdzane do tej chwili - mówi Andrzej Gąska z zespołu prasowego śląskiej policji.

Policja nadal prosi wszystkich o pomoc w poszukiwaniu Magdy. Po raz kolejny podano jej rysopis i rozesłano mediom zdjęcia.

10 dni poszukiwań

We wtorek 24 stycznia około godziny 18 mama dziewczynki zgłosiła porwanie. Mówiła, że gdy szła do matki, ktoś uderzył ją w głowę i zabrał z wózka jej dziecko.

Na nogi postawiono setki policjantów. Za informacje, które mogłyby naprowadzić na ślad dziecka wyznaczono wysokie nagrody, kwota doszła do 160 tysięcy złotych. Niemal w całym województwie pojawiły się plakaty z podobizną Madzi. Matka dziewczynki w telewizji błagała, by rzekomy porywacz oddał jej dziecko. Rodzice publicznie obiecali, że jeśli to zrobi, nie spotka go kara.

Mimo wysiłków policji nie udało się znaleźć wiarygodnych świadków porwania. W poszukiwania włączył się również detektyw Rutkowski. Jeszcze w czwartek na konferencji prasowej opowiadał, że nowe tropy prowadzą do Niemiec. Uciął też spekulacje, że mąż pani Katarzyny nie jest ojcem dziecka. Na dowód pokazał wyniki badań DNA dziewczynki. - Bartek poddał się również badaniu wariografem. Mama Magdy, ze względu na swój stan psychiczny, nie zgodziła się na takie badanie - dodawał.

Na godzinę 13 detektyw Rutkowski zwołał konferencję prasową, podczas której ma przedstawić szczegóły rozwiązania zagadki zniknięcia Madzi. Mają pojawić się na niej dziadkowie dziewczynki.

Więcej o: